Roger Federer zachwycał się jego grą i wysłał mu gratulacje po zwycięstwie. Thanasi Kokkinakis wraca na salony

fot. Christian Mesiano/flickr.com

Bohaterem dzisiejszego artykułu będzie kolejny australijski talent. Thanasi Kokkinakis nigdy nie mógł pokazać pełni swoich umiejętności. Na jego drodze stawały nie tylko poważne kontuzje, ale również ciężka choroba, której rozwój może prowadzić do śmierci.

Pomimo wielu przeciwności i błędów popełnionych w trakcie kariery, nigdy się nie poddał i wrócił na tegoroczny Australian Open, a my przedstawiamy jego historię. Jego grą w marcu 2018 roku zachwycał się sam Roger Federer. Kokkinakis sprawił nie lada sensację i pokonał ówczesnego lidera rankingu po tie-breaku trzeciego seta.

To naprawdę fajny facet. Trenowaliśmy kilka razy w Dubaju, znam go bardzo dobrze. Pracowaliśmy razem bardzo ciężko. Zawsze lubiłem jego grę i cieszę się, że był w stanie to pokazać na dużej scenie, na korcie centralnym w Miami – komplementował Kokkinakisa Federer.

Dołącz do największej grupy tenisowej w Polsce – Nie śpię, bo oglądam tenis

Szybki start

Tenisista greckiego pochodzenia już w wieku 16 lat dość regularnie grywał na poziomie Futuresów. W 2012 roku „Kokk” osiągnął dwa półfinały w singlu oraz dwa finały w deblu. Kolejny sezon Thanasi rozpoczął od debiutu w eliminacjach singla oraz głównej drabince debla Australian Open. W obu przypadkach zakończył swoje występy na pierwszych spotkaniach, jednak zupełnie inaczej wyglądała jego droga w juniorskiej edycji imprezy, gdzie dotarł aż do finału gry pojedynczej. Występ przepłacił jednak kontuzją pleców, która uniemożliwiła mu grę do końca pierwszej połowy sezonu. Kokkinakis wrócił do gry na juniorskim Wimbledonie, gdzie razem z Nickiem Kyrgiosem okazał się najlepszy w grze podwójnej. Później Australijczyk wrócił na zawodowe korty, gdzie w singlu zadebiutował na poziomie Challengerów i zagrał w kilku Futuresach, natomiast w grze podwójnej wygrał Challenger w Melbourne, grając w parze z Benjaminem Mitchellem. Sezon zakończył w TOP 700 rankingu singlowego i TOP 500 zestawienia deblistów.

Droga do elity

Sezon 2014 przyniósł pierwsze większe sukcesy, dzięki którym reprezentant Australii został zauważony przez szerszą publiczność. Mieszkaniec Adelajdy rozpoczął od udanych eliminacji ATP 250 w Brisbane (porażka z Lleytonem Hewittem) oraz 2. rundy Australian Open (przegrał z Rafą Nadalem). W Brisbane osiągnął także ćwierćfinał gry podwójnej, grając w parze z Matthew Ebdenem. Następnie Kokkinakis zadebiutował w reprezentacji Australii, przegrywając swoje premierowe spotkanie Julienem Benneteau. Później Thanasi próbował swoich sił w głównym cyklu, jednak bez powodzenia.

Na przełomie kwietnia i maja tenisista pochodzenia greckiego zdecydował się na kilka występów na poziomie ATP Challenger Tour i już w trzecim z nich osiągnął swój pierwszy w życiu półfinał. W lipcu zdobył natomiast drugi tytuł w grze podwójnej, wygrywając w Winnetce, razem z Denisem Kudlą. Już tydzień później reprezentant „Kraju Kangurów” trzymał w swoich rękach kolejne trofeum – tym razem za pierwszy w karierze tytuł singlowy rangi Futures. Kanada była dla mieszkańca Adelajdy szczęśliwym miejscem, gdyż to właśnie w tym kraju zaliczył swój inauguracyjny występ w głównej drabince zawodów rangi Masters 1000. Do końca sezonu „Kokk” po raz pierwszy w karierze wygrał spotkanie w imprezie ATP (Shenzhen), a także zanotował kilka bardzo dobrych singlowych i deblowych wyników w Challengerach.

Pozycja w TOP 150 rankingu singlowego w wieku niecałych 19 lat to bez wątpienia wynik, który należy docenić. Reprezentant Australii nie poprzestał na tym rezultacie i piął się coraz wyżej, prezentując znacznie lepszą i bardziej regularną grę. Najważniejsze wyniki Thanasiego w 2015 roku to 4. runda Masters 1000 w Indian Wells oraz 3. runda French Open. Mieszkaniec Adelajdy zdobył również swój pierwszy tytuł ATP Challenger Tour, wygrywając w Bordeaux. Osiągał także dobre wyniki w grze podwójnej, m.in. półfinał 250-tki w Brisbane (z Grigorem Dimitrovem) czy 3. runda Wimbledonu (z Lleytonem Hewittem). Rok zakończył jako 80. singlista i 168. deblista świata. Nikt wtedy nie spodziewał się, jak fatalna będzie niedaleka przyszłość dla Kokkinakisa.

Sam sobie zgotował ten los

Może ten tytuł nie odnosi się do wszystkich kontuzji, jakie trapiły zawodnika pochodzenia greckiego, ale bez wątpienia w pewnym stopniu oddaje powody jego problemów. Jak sam przyznał, zgubiła go próżność. Kokkinakis nie dbał wystarczająco o swoje ciało. Ponadto dochodziły mało rozsądne pomysły. To właśnie jeden z nich uniemożliwił Australijczykowi grę w pierwszej połowie sezonu 2016. Przed jego rozpoczęciem firma Nike, czyli sponsor odzieżowy naszego bohatera, ogłosił że na australijskie turnieje wypuści kolekcję bezrękawników. Narodziła się więc myśl – trzeba nabrać masy mięśniowej, by dobrze wyglądać. Oczywiście Thanasi nigdy wcześniej nie wyciskał, dlatego to podejście zakończyło się sporym problemem, a konkretnie kontuzją ramienia. Musiał przejść operację. Przerwa od gry miała trwać około trzech miesięcy, jednak nie wszystko szło zgodnie z planem. „Kokk” wrócił na kort dopiero podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio, gdzie odpadł w pierwszym spotkaniu. Tutaj też należy zauważyć, jak inne podejście do Igrzysk w porównaniu z Bernardem Tomiciem prezentował Kokkinakis, który ryzykował zdrowiem dla tego występu.

Kiedy wszystko wydawało się wracać do normy, ciało ponownie nie chciało współpracować. Podczas przygotowań do US Open, „Kokk” doznał naciągnięcia prawego mięśnia piersiowego, co wyeliminowało go z gry do końca sezonu. Australijczyk powrócił w Brisbane, gdzie sensacyjnie zdobył tytuł deblowy w parze z Jordanem Thompsonem. Po tym występie wszyscy byli niezwykle ciekawi pierwszego singlowego występu mieszkańca Adelajdy, który miał mieć miejsce już w kolejnym tygodniu, podczas imprezy w Sydney. Na zamiarach niestety się skończyło, gdyż z rywalizacji wykluczyła go kontuzja mięśni brzucha. Wreszcie nadszedł maj – miesiąc powrotu. Nieklasyfikowany Kokkinakis rozegrał kilka turniejów, notując po drodze pierwsze w karierze zwycięstwo z graczem TOP 10 (Milos Raonic w Londynie) oraz osiągając w Los Cabos swój premierowy finał ATP w grze pojedynczej. Wszystko wydawało się wracać na właściwe tory.

Choroba pocałunków

W sezonie 2018 wreszcie mogliśmy regularnie podziwiać młodego tenisistę na korcie, choć nadal zdarzały się drobne urazy – m.in. problemy z rzepką podczas sezonu na kortach ziemnych. Przez większość sezonu Thanasi nie zachwycał, choć zdołał wygrać dwa Challengery w singlu i jeden w deblu (podwójne zwycięstwo w Aptos), oraz zaliczył finał gry podwójnej w ATP 250 w Los Cabos.  Prawdziwą wisienką było jednak marcowe zwycięstwo z samym Rogerem Federerem, które odniósł w 2. rundzie imprezy w Indian Wells, będąc na pozycji 175 w światowym rankingu. Kokkinakis ponownie zasygnalizował, że to jeszcze nie koniec. Niestety, już na początku 2019 roku musiał poddać mecz 1. rundy Australian Open z powodu kolejnych problemów z prawym ramieniem. Na kort wrócił w kwietniu i już po jednym meczu musiał się wycofać, gdyż ponownie zaatakował prawy mięsień piersiowy. Potrzebne były kolejne dwa miesiące pauzy, po których Australijczyk pojawił się w deblu w Surbiton i osiągnął ćwierćfinał w parze z Nickiem Kyrgiosem. Miesiąc później gracz pochodzenia greckiego pojawił się w Winnetce, dotarł do półfinału gry pojedynczej i… nie przystąpił do boju o finał. Tym razem jednak sytuacja nie była tak poważna i już niecałe trzy tygodnie później reprezentant Australii zanotował ćwierćfinał w Los Cabos. Do końca sezonu zagrał jeszcze w czterech turniejach, kończąc sezon wrześniowym finałem Challengera w Tiburon.

Po tym występie słuch o Thanasim zaginął. Dopiero w kwietniu 2020 roku Kokkinakis podzielił się ze światem tym, co przeżywał w ostatnich miesiącach. Australijczyk stał się ofiarą mononukleozy, czyli tzw. „choroby pocałunków”. Mononukleoza to choroba, która może mieć różny przebieg, jednak zwykle objawia się silną gorączką, okropnym bólem gardła i dużym osłabieniem, choć wystąpić mogą także inne symptomy – m.in. problemy z oddychaniem. Nie istnieje lek na tę chorobę – wszystko skupia się na zwalczaniu objawów, a po pewnym czasie ustępuje sama. Niech jednak potwierdzeniem tego, jak poważnym przeciwnikiem jest mononukleoza, będą słowa 24-latka: „Szybko traciłem energię. W nocy zmieniałem cztery albo pięć razy koszulkę. Miałem gorączkę. Moje łóżko było przepocone. Pojechałem do Melbourne, grałem i zabrakło mi sił. Powiedziano mi, że przestałem oddychać, kiedy spałem. Miałem silny stan zapalny w gardle. Zrzuciłem 10 kilogramów, ponieważ nie mogłem jeść. Moje gardło mnie zabijało. Trwało to długo. Czułem się jakbym miał żyletki w gardle.”

To jeszcze nie koniec

Tylko szybka interwencja lekarzy sprawiła, że mieszkaniec Adelajdy jest wśród nas. „Kokk” przeszedł w swoim życiu bardzo wiele, ale wydaje się, że wyciągnął wnioski ze swoich doświadczeń. Australijczyk zaczął dbać o swoje przygotowanie fizyczne i jest szalenie zmotywowany, aby osiągnąć sukces. Jego świetny występ w tegorocznym Australian Open, okraszony niesamowitym bojem ze Stefanosem Tsitsipasem, pokazuje jasno, że umiejętności są cały czas na wysokim poziomie. Pozostaje życzyć Thanasiemu zdrowia i tego, aby wykorzystał szansę, jaką dał mu los.

Warto wspomnieć, że po zwycięstwie w pierwszej rundzie Australian Open z Soon Woo Kwonem, gratulacje w wiadomości prywatnej złożył mu sam Roger Federer.



Sprawdź inne artykuły z serii #ZnaniNieznani, w której przedstawiamy sylwetkę zawodników, którzy mają za sobą trudną i często poruszającą historię.
1. Gdzie podział się Andrey Golubev? O presji tenisisty – Tenis by Dawid
2. Droga przez mękę. Od ośmiu operacji do półfinału ATP. Historia Christiana Harrisona – Tenis by Dawid
3. Pokonała depresję, skończyła studia i wróciła do tenisa. Historia Rebekki Marino – Tenis by Dawid
4. Cztery operacje w wieku 23 lat. Co łączy Novaka Djokovicia i Anę Konjuh? – Tenis by Dawid
5. Sex, drugs & rock’n’roll. Życie Bernarda Tomicia – Tenis by Dawid


Dyskusja o tenisie przez cały rok w naszej grupie!

20 lat, wierny kibic Huberta Hurkacza i Jerzego Janowicza, fan agresywnej gry i dobrego serwisu. Znam się na wszystkim po trochu i niczym wybitnie. Dla mnie nie ma tematów tabu.