Wimbledon 2021: powrót na trawę po dwóch latach przerwy! [ZAPOWIEDŹ]

Truskawki z bitą śmietaną gotowe? Mam nadzieję, że tak! Już za chwilę rozpocznie się najbardziej legendarny turniej tenisowy w historii – Wimbledon. Jak poradzą sobie Polacy? Co pokaże Roger Federer? Kto jest faworytem do zdobycia tytułu, a kto zawiedzie? Na te pytania postaramy się odpowiedzieć w niniejszym artykule. Zapraszamy serdecznie.

Kto zagrozi Nole? (Przemysław Dobosz)

Pytanie postawione powyżej jest bardzo zasadne. Serb prezentuje rewelacyjną formę. Dodatkowo kontuzje skutecznie wyeliminowały część jego głównych konkurentów – Rafaela Nadala i Dominika Thiema. Novak ma sposobność zostać pierwszym w historii, męskim zdobywcą Złotego Wielkiego Szlema, a jego szanse na dokonanie tej sztuki są naprawdę duże.

Dołącz do największej grupy tenisowej w Polsce – Nie śpię, bo oglądam tenis

W 1. rundzie Djokovic nie będzie mógł liczyć na wsparcie miejscowych kibiców. Jego rywalem będzie bowiem 19-letni Jack Draper, który fantastycznie zaprezentował się podczas imprezy w londyńskim Queen’s Clubie. Nie wydaje się jednak, aby ktoś mógł zagrozić liderowi rankingu przed ćwierćfinałem. Co prawda już w 2. rundzie rywalem Novaka może zostać Kevin Anderson, ale wszyscy doskonale wiemy z jakimi problemami zmaga się w ostatnim czasie reprezentant RPA. Można powiedzieć, że pierwszym poważnym zagrożenem dla „Nole” może zostać Andrey Rublev, z którym zwycięzca obu tegorocznych turniejów wielkoszlemowych może spotkać się właśnie na etapie finałowej ósemki. Hitowym starciem 1. rundy w tej ćwiartce można natomiast określić mecz Jannika Sinnera z Martonem Fucsovicsem. Co prawda obaj gracze w tym roku nie prezentują na trawie wybitnej formy, jednak spotkanie między nimi może zapewnić nam wiele emocji.

Drugą część drabinki otwiera Stefanos Tsitsipas. Grek nie miał jeszcze okazji w tym sezonie, aby rozegrać oficjalny mecz na korcie trawiastym. Nie pomaga mu także fakt, że już na starcie czeka na niego bardzo solidny na tej nawierzchni Frances Tiafoe. Ogólnie Stefanos nie może mówić o szczęściu, gdyż trafił do naprawdę wymagającego segmentu. Grają tu: Daniel Evans, Feliciano Lopez (zagrają ze sobą w 1. rundzie), Sebastian Korda, Alex De Minaur (kolejna para rundy pierwszej), Denis Shapovalov, Roberto Bautista Agut czy Andy Murray. Wszyscy wymienieni są w stanie odegrać w Anglii sporą rolę, choć oczywiście Szkot może mieć problemy z wytrzymałością na długim dystansie. Warto wspomnieć także Philippa Kohlschreibera, który w dwóch ostatnich turniejach pokazał naprawdę solidny tenis. Niemiec na otwarcie podejmie wcześniej wspomnianego Shapovalova, a ich pojedynek zapowiada się jako jeden z ciekawszych w tej fazie imprezy. Inne mecze, które bardzo dobrze prezentują się na papierze to – oprócz wcześniej wymienionych – starcia Mackenzie’ego McDonalda z Karenem Khachanovem oraz Andy’ego Murraya z Nikolozem Basilashvilim.

Zdecydowanym faworytem trzeciej ćwiartki można określić Matteo Berrettiniego. Włoch kapitalnie prezentował się w Queen’s Clubie i z pewnością ma wszystko, aby osiągnąć dobry wynik również na Wimbledonie. Według mnie pierwsze poważne problemy mogą czekać Berrettiniego dopiero w ćwierćfinale, choć trzeba mieć na uwadze chociażby Johna Isnera, który może zostać rywalem dziewiątego zawodnika świata w 3. rundzie. Wspomniany już awans do najlepszej ósemki oznaczać może szalenie wymagające starcie. Wśród kandydatów do awansu do tej fazy są bowiem Felix Auger-Aliassime, Alexander Zverev i Ugo Humbert. Ten ostatni w hitowym starciu 1. rundy podejmie powracającego Nicka Kyrgiosa. Interesująco zapowiada się także pojedynek Keia Nishikoriego z Alexeiem Popyrinem. Warto również śledzić poczynania walczącego o powrót do formy Jo-Wilfrieda Tsongi. Francuz rozpocznie turniej od meczu z Mikaelem Ymerem.

fot. Nick Webb/flickr.com

W ostatniej części drabinki znalazł się ten, na którego powrót do tego miejsca czekali wszyscy – Roger Federer. Losowanie nie oszczędziło Szwajcara, który co prawda nie może narzekać na swojego pierwszego rywala w postaci Adriana Mannarino, ale już w 3. rundzie może stanąć przed nim konieczność skrzyżowania rakiet z Cameronem Norrie’em – prawdopodobnie największym faworytem gospodarzy. W ewentualnej 4. rundzie czekać mogą np. Lorenzo Sonego, Pablo Carreno Busta i Sam Querrey. W dalszej perspektywie znajdziemy jeszcze więcej ciekawych nazwisk. Alexander Bublik i Marin Cilic mogą poważnie namieszać w turnieju. Szczególnie finalista imprezy z sezonu 2017 prezentuje ostatnio znakomitą formę. Niedaleko Chorwata znalazł się Daniil Medvedev, który na otwarcie postara się zrewanżować za porażkę z Halle. Do ewentualnego starcia Rosjanina i Chorwata może dojść już w 3. rundzie. W tym segmencie znalazł się również Hubert Hurkacz. Polak w swoim pierwszym spotkaniu skrzyżuje rakiety z Lorenzo Musettim.

Nie ma co ukrywać, że największym faworytem do podniesienia „pucharu z ananasem” jest Novak Djokovic. Serbowi na pewno nie zabraknie motywacji, a nakręcony Novak to rywal niemal nie do pokonania.

Jeśli chodzi o zawodników, którzy mają szansę namieszać w tegorocznej edycji imprezy, to tutaj również raczej nikogo nie zaskoczę. Największe szanse na sięgnięcie po świetny wynik ma według mnie Matteo Berrettini. Obok niego wymienię także Felixa Augera-Aliassime i Marina Cilicia, którzy na zielonej nawierzchni prezentują się kapitalnie.

Damian Kust (lastwordonsports.com): Przed French Open wydawało się, że Novak Djokovic nie mógł dostać trudniejszej drabinki. Tym razem Serb staje po drugiej stronie barykady, gdyż wszyscy jego najwięksi konkurenci (Matteo Berrettini, Roger Federer, Daniil Medvedev), znaleźli się w jej dolnej części. Djokovic rozpocznie od meczu z utalentowanym Jackiem Draperem, ale ciężko oczekiwać by Brytyjczyk był już gotowy na taki mecz. Kevin Anderson sprawiał mu na Wimbledonie kłopoty w przeszłości, ale Afrykaner przechodził w ostatnich latach nieustanne kłopoty zdrowotne. O łatwości drabinki Djokovicia świadczą przede wszystkim najbliżsi mu rozstawieni. Gael Monfils jest kompletnie bez formy, a Cristian Garin nie jest groźnym konkurentem na trawie. Alejandro Davidovich Fokina jest co prawda mistrzem Wimbledonu z czasów juniorskich, ale w seniorskich rozgrywkach jeszcze wiele na tej nawierzchni nie pokazał.

Dołącz do grupy Z kortu – informacje tenisowe

Zachwycony swoim umiejscowieniem w drabince na pewno nie będzie Daniil Medvedev. Rosjanin niedawno przegrał w Halle z Janem-Lennardem Struffem, i to właśnie ten mocno serwujący Niemiec będzie jego pierwszym rywalem. Przeciwnik taki jak Struff będzie szczególnie niebezpieczny właśnie na początku turnieju, na świeżej, szybkiej trawie. W trzeciej rundzie Medvedev może zagrać z Marinem Ciliciem, który wygrał ostatnio w Stuttgarcie, a na Wimbledonie cztery lata temu doszedł do finału. Rosjanin byłby faworytem tego starcia, ale Cilic to z pewnością zawodnik którego nie można nigdy na tej nawierzchni skreślać. 

W ćwierćfinale Medvedev może wpaść na Rogera Federera. W poprzednich sezonach w zasadzie długopisem wpisywaliśmy Szwajcara do tej fazy turnieju, ale tym razem można to zrobić tylko ołówkiem z gumką. Wygląda na to, że Federer w większości uniknie potencjalnie groźnych graczy jak właśnie Cilic czy Struff, jednak nawet on nie może mieć pewności jak jego organizm wytrzyma siedem ewentualnych meczów w formacie do trzech wygranych setów w dwa tygodnie. 

Matteo Berrettini na potencjalnego faworyta turnieju wyrósł dopiero niedawno, wygrywając bardzo mocno obsadzony turniej ATP 500 w Londynie. W trzeciej rundzie może na niego czekać John Isner, a mecz na trawie między dwoma tak serwującymi rywalami wprost musi skończyć się kilkoma tie-breakami. Oprócz tego spotkania Włoch nie ma jednak na co narzekać, wydaje się, że wszystko jest w jego rękach. Dwa lata temu Berrettini kompletnie nie wyszedł na mecz z Federerem, nauczony doświadczeniem tym razem powinien potencjalne ważne spotkania znieść psychicznie dużo lepiej. 

Czy pomiędzy tą czwórką rozstrzygnie się gra o tytuł? Pewnie tak, co nie znaczy, że nie możemy w drabince upatrywać czarnych koni. Kilku zawodników rewelacynie spisywało się w ostatnich tygodniach, chociażby wspomniany Marin Cilic. Cameron Norrie jest w tym roku w wybitnej formie, a w Queen’s Clubie przegrał tylko w finale z Berrettinim. Dan Evans, ze swoim backhandowym slajsem i świetnej grze przy siatce, ma grę wręcz stworzoną na korty trawiaste.

Felix Auger-Aliassime grał rewelacyjnie w Stuttgarcie i w Halle, ale już w trzeciej rundzie może spotkać się z bardzo groźnym rywalem. Prawdopodobnie będzie nim albo triumfator tamtego drugiego turnieju, Ugo Humbert, albo Nick Kyrgios, który nie grał od lutego, ale na trawie nie wolno go lekceważyć. Dosyć dobrą drabinkę ma też Reilly Opelka, który również samym podaniem jest w stanie wiele tu ugrać, a sześć lat temu wygrał turniej juniorski. Każdy z tych zawodników ma potencjał na naprawdę dobry występ, szczególnie jeśli wyżej wymienieni faworyci zawiodą.

Dawid Żbik: Trudno wskazywać innego faworyta do końcowego triumfu niż Novaka Djokovicia. Serb w końcu doczekał się łatwiej drogi do półfinału w turnieju wielkoszlemowym. Najpierw dzika karta z Wielkiej Brytanii Jack Draper, później będący w słabej formie Kevin Anderson, Davidovich Fokina debiutujący w turnieju głównym na Wimbledonie i w czwartej rundzie, zupełnie bez formy i wracający po kontuzji Gael Monfils. Wydaje się, że pierwszym zagrożeniem może być Andrey Rublev w ćwierćfinale, ale najlepszym wynikiem Rosjanina na kortach Wimbledonu to druga runda. Co prawda doszedł do finału ATP 500 w Halle, ale nie oszukujmy się – rywali nie miał najlepszych.

W ewentualnym półfinale Djoković może zmierzyć się ze Stefanosem Tsitsipasem, z którym walczył o tytuł w finale Roland Garros. Ale czy Grek dojdzie w ogóle do półfinału? Można się zastanawiać. Tsitsipas nie brał udziału w żadnym turnieju trawiastym poprzedzającym Wimbledon. Dodatkowo wystąpi w rywalizacji gry podwójnej ze swoim bratem, a w pierwszej fazie turnieju czekają go mecze z wyjadaczami na trawie. Pierwsza runda to Frances Tiafoe, w drugiej może być Vasek Pospisil, a w trzeciej Karen Khachanov.

Nie potrafię sobie wyobrazić jakiegokolwiek zawodnika, który byłby w stanie odebrać szansę na 20. tytuł wielkoszlemowy dla Novaka Djokovicia. Jakikolwiek typ byłby życzeniowym, ale żeby ten turniej nie był nudny to nadzieję upatruję w rozstawionym z „2” Medvedevie. Daniil wszedł na trawę w kiepskim stylu, przegrywając w dwóch setach z Janem-Lennardem Struffem, z którym notabene zagra w pierwszej rundzie Wimbledonu. Jednak później wygrał turniej na Majorce, gdzie dobrze serwował i – co nieoczywiste na trawie – bardzo dobrze się bronił.

Na czarnego konia typuję Matteo Berrettiniego. Wiem – dziwnie wskazywać czarnego konia, który rozstawiony jest z „7”, ale przy takiej dominacji Djokovicia, każdy inny zawodnik może być kandydatem do tego miana. Włoch wygrał turniej ATP 500 w Londynie tracąc zaledwie jednego seta (w finale), a musiał rywalizować z zawodnikami, dla których trawa to codzienność. Nie wiem czy którykolwiek zawodnik – poza nieobecnym Juanem Martinem Del Potro – dysponuje takim potężnym połączeniem serwis + forhend. Nie jestem w stanie przewidzieć czy Berrettini dojdzie do półfinału czy finału, bo do tej pory na Wimbledonie zawodził.

Mecze pierwszej rundy (oprócz polskich), które warto zobaczyć:
Daniel Evans vs. Feliciano Lopez
Roger Federer vs. Adrian Mannarino
Marton Fucsovics vs. Jannik Sinner
Sebastian Korda vs. Alex De Minaur
Nick Kyrgios vs. Ugo Humbert
Andy Murray vs. Nikoloz Basilashvili
Jan-Lennard Struff vs. Daniil Medvedev
Stefanos Tsitsipas vs. Frances Tiafoe
Fernando Verdasco vs. Grigor Dimitrov


Hubert Hurkacz

Przemysław Dobosz (Hubert Hurkacz FC): Jedynym reprezentantem Polski w drabince gry pojedynczej mężczyzn jest Hubert Hurkacz. Ostatnie miesiące nie były dla wrocławianina pozytywne. Hubert przegrał sześć spotkań singlowych z rzędu, w czym „pomogła” również choroba. Aktualnie jednak Polak wydaje się wychodzić na prostą. Co prawda nadal nie wygrał on meczu w grze pojedynczej, ale po pierwsze prezentował się lepiej, a po drugie świetnie radził sobie w deblu, co bez wątpienia doda mu pewności siebie.

fot. Hubert Hurkacz FC

Losowanie okazało się dość ciekawe. Nie ma wątpliwości, że Lorenzo Musetti to niewygodny rywal, który potrafi zagrozić najlepszym. Na korzyść Polaka przemawiają zaś istotna rzecz – doświadczenie. Lorenzo Musetti jeszcze nie rozegrał w swojej seniorskiej karierze ani jednego spotkania na trawie, podczas gdy „Hubi” zdążył się już z nią polubić. Dodatkowo Włoch nie rozegrał ani jednego oficjalnego pojedynku od pamiętnego spotkania z Novakiem Djokoviciem w 4. rundzie Frenh Open, co także nie działa na jego korzyść. Nie zmienia to faktu, że aby pokonać Musettiego, trzeba będzie zagrać bardzo solidny tenis. Hurkacz jak najbardziej jest w stanie to zrobić i moim zdaniem da radę pokonać Lorenzo, choć łatwo nie będzie.

Jeśli miałbym przewidywać szanse reprezentanta kraju znad Wisły na przestrzeni całego turnieju, to dosyć pewnie postawiłbym na 3. rundę. Oczywiście należy skupić się wyłącznie na tym, co najbliżej. Nie ulega jednak wątpliwości, że dobrze dysponowany Hubert jest w stanie pokonać zarówno 19-latka z Włoch, jak i lepszego z pary Emil Ruusuvuori – Marcos Giron. Dalej może czekać choćby Alexander Bublik, ale do tego bardzo daleka droga. Niemniej Polaka stać na solidny rezultat i wierzę, że da radę go osiągnąć.

Lena Hodorowicz (Tenisklub): Mistrz Miami Open będzie w Londynie próbował przerwać passę przegranych spotkań w singlu. Od triumfu na Florydzie Polak odnotował tylko jedno zwycięstwo meczowe. Na początku maja spotkał się z Lorenzo Musettim w pierwszej rundzie Internazionali BNL d’Italia. Problemy zdrowotne nie pozwoliły mu jednak dokończyć tego spotkania i zszedł z kortu przy stanie 4:6, 0:2. We wtorek Polak będzie miał okazję do rewanżu, bo to właśnie 19-letni Włoch będzie pierwszym przeciwnikiem Hurkacza na Wimbledonie.

Musetti ma za sobą bardzo dobry występ na kortach imienia Rolanda Garrosa. Był on jednym z tenisistów, którzy zbliżyli się do pokonania późniejszego triumfatora imprezy, Novaka Djokovicia. Po dwóch wygranych tie-breakach, trzeci i czwarty set padł łupem lidera rankingu, a przy stanie 4:0 dla Serba w decydującej odsłonie Włoch skreczował. Od tego dnia nie rozegrał on żadnego spotkania, co jest równoważne z tym, że nie ma żadnej praktyki meczowej na nawierzchni trawiastej.

Warto przypomnieć, że najlepszy wielkoszlemowy rezultat Hubert Hurkacz osiągnął właśnie na Wimbledonie w 2019 roku. Wówczas pokonał Dusana Lajovicia i Leonardo Mayera, a w trzeciej rundzie zatrzymał go wspomniany przed chwilą Novak Djoković. Z pewnością kibice nie mieliby nic przeciwko powtórce tego wyniku, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że wrocławianin jest jedynym reprezentantem naszego kraju w turnieju mężczyzn. Ostatnie występy Polaka nie napawają wprawdzie optymizmem, lecz wszystko wskazuje na to, że problemy zdrowotne, z którymi zmagał się nasz tenisista, są już za nim.

Na papierze faworytem starcia Hurkacza z Musettim jest Polak. Włoch jest jednak trudnym przeciwnikiem i z pewnością będzie to ciekawy pojedynek. Zwycięzca tego meczu spotka się w drugiej rundzie z lepszym z pary Emil Ruusuvuori – Marcos Giron. Pierwszym rozstawionym tenisistą, z którym może zmierzyć się Hurkacz, jest Grigor Dimitrov. Oznaczałoby to wyrównanie najlepszego rezultatu wrocławianina w turnieju wielkoszlemowym, a tym samym zbliżyłoby go do debiutu w drugim tygodniu zawodów tej rangi. Nie warto jednak wybiegać w przyszłość, ponieważ piękno imprez wielkoszlemowych tkwi w emocjonujących pojedynkach i niespodziewanych rozstrzygnięciach podczas pierwszych dni turnieju.


Wimbledon nie lubi sensacji – od czasu Marion Bartoli wygrywały tylko faworytki! (Dawid Wiktorski)

Sezon trawiasty trwa w sumie kilka tygodni w roku, więc wydawałoby się, że teoretycznie najtrudniej o stabilizację formy i ocenę możliwości poszczególnych zawodniczek. Jednak historia mówi jasno, a mianowicie – Wimbledon nie doświadcza niespodzianek u panów, a co bardziej zaskakujące, także u pań. W ostatnich latach wygrywały największe, a ostatnią niespodzianką była Marion Bartoli 8 lat temu, choć Francuzka była rozstawiona z numerem 15, więc siłą rzeczy należała do szerokiego grona zawodniczek, które się liczyły. Może tym razem będziemy świadkami turnieju, który wygra zawodniczka z dalekim rankingiem (nierozstawiona)? Według mnie jest to bardzo możliwe, gdyż poziom w WTA Tour mocno się wyrównał i nie ma zawodniczki, która by zdominowała rywalizację na dłuższy czas, jak w pewnym momencie Serena Williams. Potencjał ma Ashleigh Barty, choć ostatnio jest w nieco gorszej dyspozycji, co pokazało Roland Garros, a fotel liderki zawdzięcza głównie pandemicznym zasadom rankingu. Warto zauważyć też tendencję, iż nawierzchnie są coraz wolniejsze i do głosu dochodzą coraz częściej gracze, który wcześniej nie byli kojarzeni z grą na szybkich kortach. Dobrym przykładem jest debiutantka na Wimbledonie czyli Maria Camila Osorio Serrano, która przed szlemem zagrała tylko jeden mecz na trawie (wśród mężczyzn przykładów jest znacznie więcej). Wcześniej z góry wiedzieliśmy kto powinien się liczyć na tak wymagającej nawierzchni jak trawa, a teraz już niekoniecznie. Dodatkowo Wimbledon wraca po dwóch latach przerwy, co daje nam większą nutę nieprzewidywalności.

Teraz chciałbym krótko przeanalizować drabinkę dla głównych faworytek turnieju. Zacznijmy od górnej części drabinki czyli turniejowej jedynki. Ashleigh Barty wylosowała dość dobrze, gdyż dopiero w ćwierćfinale powinna trafić na wymagającą rywalkę, a mianowicie Bianca Andreescu, Anett Kontaveit lub Victoria Azarenka. Jednak w I rundzie ma za rywalkę niewygodną Carlę Suarez-Navarro, która wygrała walkę z rakiem i za moment pokazała się na Roland Garros z bardzo dobrej strony. O ile Australijka jest zdrowa i doszła do pełni sił po French Open, gdzie doskwierał jej m.in. ból pleców (krecz przeciwko Magdzie Linette) to może zajść bardzo daleko i przełamać passę nieudanych szlemów.

Z numerem dwa została rozstawiona Aryna Sabalenka, dla której jest to najwyższe rozstawienie w karierze. Białorusinka to na tyle nieprzewidywalna i zero-jedynkowa zawodniczka, że nie ośmielę się stwierdzić, że ma łatwą drabinkę. Aryna powinna myśleć i koncentrować się tylko na najbliższym meczu i wtedy ma szansę na odniesienie sukcesu. Póki co w szlemach nie szło jej zbyt dobrze, ale dość szybka nawierzchnia powinna jej sprzyjać. Jednak jej problemem jest regularność i ciężko jej zagrać tak dużo spotkań na równym poziomie. Na rozgrzewkę dostanie bardzo niewygodną Monicę Niculescu, która slajsuje większość uderzeń. Następnie kolejna rywalka z papierami na znakomitą grę na trawie czyli Katie Boulter, która będzie dopingowana przez miejscową publiczność. Ostatnie jej wyniki pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość. W III rundzie czekać może Ekaterina Alexandrova czyli jeszcze bardziej doświadczona zawodnika, która preferuje szybki tenis. IV runda to potencjalne starcie z Marią Sakkari lub Eleną Rybakiną i raczej nie warto wybiegać dalej w przyszłość, gdyż ogranie tych zawodniczek już będzie sporym sukcesem. Drabinkę oceniam jako trudną i przed Białorusinką spora presja, gdyż wiele mówi się o jej potencjale i wywiera na niej presję, kiedy w końcu osiągnie zadowalający wynik na szlemie. Turniejowa „dwójka” będzie na niej ciążyć.

Numer „3” to Elina Svitolina, która kilka lat temu należała do ścisłej czołówki WTA Tour, lecz obecnie w moim mniemaniu nieco sprzeciętniała. Wydaje się, że zajęła się nieco bardziej życiem poza kortem i dawna forma uleciała lub rywalki znalazły na nią sposób. Drabinka Ukrainki także nie należy do prostych, ponieważ już na początek zmierzy się z Alison Van Uytvanck, która preferuje szybkie nawierzchnie. W II rundzie także będzie faworytką, ale rywalka będzie prawdopodobnie jeszcze trudniejsza, gdyż trafi na Magdę Linette lub Amandę Anisimovą czyli zawodniczki z dużymi umiejętnościami, ale dość nieprzewidywalne, często in minus. Jeśli Svitolina przebrnie pierwsze rundy to później może mieć nieco lżej, gdyż spotka się z Paulą Badosą, a później prawdopodobnie z Karoliną Muchovą, więc ponownie będzie faworytką. Ewentualny ćwierćfinał to pojedynek z samą Sereną Williams.

fot. Pavel Lebeda / Česká sportovní

Z numerem czwartym rozstawiona jest Sofia Kenin, choć Amerykanki raczej nie umieszczałbym w gronie faworytek turnieju, więc tutaj otwiera się spora szansa dla pozostałych zawodniczek będących w tej samej ćwiartce. Znajdują się w niej Veronika Kudermetova, Danielle Collins, Elise Mertens, Karolina Pliskova oraz Petra Kvitova. Właśnie te dwa ostatnie nazwiska podkreśliłbym grubą linią, gdyż jest spora szansa, iż Czeszki zajdą wysoko, szczególnie Petra, choć jej forma faluje i jeśli zaprezentuje się jak z Katarzyną Piter to w szlemie nie ma czego szukać.

Oczywiście w turnieju jest też sporo nazwisk z tzw. drugiego szeregu, które będą chciały wtrącić swoje trzy grosze. Wymieniłbym tutaj takie zawodniczki jak Johanna Konta, Marta Kostyuk, Camila Giorgi, Elena Rybakina, Anett Kontaveit czy nawet rewelacyjna w ostatnim tygodniu Jelena Ostapenko, choć ja standardowo w nią nie wierzę, gdyż nie lubię jej stylu i humorów. Na pewno będzie to dobry moment na pokazanie się gospodyń czyli wspomniana Konta oraz Boulter, ale także Heather Watson, Katie Swan czy Harriet Dart. Wśród czarnych koni zamieściłbym takie nazwiska jak Ons Jabeur, Coco Gauff, Maria Sakkari i miejmy nadzieję – Iga Świątek, która póki co na trawie radzi sobie mocno przeciętnie. Jeśli chodzi o potencjalne zawody to nie zdziwię się jak będą to wysoko rozstawione Aryna Sabalenka oraz Sofia Kenin. Na koniec dodam, że bardzo jestem ciekaw występów starych mistrzyń czyli Angie Kerber, Garbine Muguruzy i Sereny Williams. Na pewno nie można skreślać tych zawodniczek, a powiem więcej – chętnie zobaczyłbym je w drugim tygodniu turnieju, choć jestem świadomy, że będzie o to arcytrudno szczególnie w przypadku Niemki, która od dłuższego czasu spisuje się poniżej dawnego poziomu.

Maciej Łuczak (TVP Sport): Tym razem trudniej niż przed Roland Garros wytypować oczywiste faworytki Wimbledonu w drabince kobiet. Główną kandydatką do zwycięstwa powinna być Ashleigh Barty, ale trudno przewidzieć, na ile poradziła sobie z kłopotami zdrowotnymi. W jej części drabinki jest tenisistka, na którą moim zdaniem warto w tym turnieju zwrócić uwagę – Victoria Azarenka. To doświadczona, ograna przez lata kariery na trawie tenisistka, której styl gry dobrze do tej nawierzchni pasuje. W zawodach poprzedzających Wimbledon pokazała dobrą formę i uważam, że będzie groźna. W dolnej części drabinki znów oczywiście warto przyglądać się, jak poradzi sobie w Wielkim Szlemie Aryna Sabalenka. W Paryżu zawiodła i teraz też nie spodziewałbym się jej w końcowej fazie turnieju. Z tej sekcji typowałbym raczej Marię Sakkari, Garbine Muguruzę lub Elenę Rybakinę.

Dawid Żbik: Ze wskazaniem jednoznacznej faworytki mają problem nawet bukmacherzy. Liderką w tym zestawieniu jest Serena Williams, ale za każdą złotówkę postawioną na Amerykankę wygramy sześć złotych. Podczas rywalizacji na Wimbledonie nie zobaczymy obrończyni tytułu Simony Halep, która wycofała się z powodu kontuzji łydki. A jak trudno jest obronić tytuł wśród pań, niech świadczy fakt, że ostatnią zawodniczką, która wygrała dowolny turniej wielkoszlemowy i w następnej edycji dotarła tylko do półfinału była Serena Williams w 2016 roku.

Ash Barty – rozstawiona z „1” – po raz pierwszy w karierze nie rozegrała żadnego turnieju na trawie przed Wimbledonem. Jest to pokłosie kontuzji uda i dolnego odcinka pleców, z którym zmagała się podczas Roland Garros, kiedy skreczowała w meczu z Magdą Linette. Trudno powiedzieć w jakiej formie jest Australijka i – na ten moment – nie można wiele od niej wymagać. 

Czy Serenie Williams uda się zdobyć 24. tytuł wielkoszlemowy? Trudno powiedzieć. Amerykanka – mimo upływających lat i coraz słabszej mobilności na korcie – wciąż potrafi być groźna dla niemal wszystkich zawodniczek. W ostatnich dwóch latach Williams dotarła finału Wimbledonu i US Open oraz półfinału Australian i US Open. Jeśli Serena ma upatrywać szansy na tytuł, to właśnie na kortach trawiastych. Pierwszym poważnym sprawdzianem może być mecz czwartej rundy z Belindą Bencic, później ewentualny półfinał z Ash Barty.

Mecze pierwszej rundy (oprócz polskich), które warto zobaczyć:
Ashleigh Barty vs. Carla Suarez-Navarro
Belinda Bencic vs. Kaja Juvan
Mihaela Buzarnescu vs. Venus Williams
Marketa Vondrousova vs. Anett Kontaveit
Karolina Pliskova vs. Tamara Zidansek
Jessica Pegula vs. Caroline Garcia
Monica Niculescu vs. Aryna Sabalenka
Harriet Dart vs. Elise Mertens
Alize Cornet vs. Bianca Andreescu


Iga Świątek

Julian Cieślak (Głośniej o Sporcie/sport.poinformowani.pl): Na początku należy wspomnieć, że zwycięstwo Igi w juniorskim Wimbledonie w 2018 nie ma praktycznie żadnego przełożenia na teraźniejszość. Polka do Londynu w tym roku przyjechała zebrać cenne doświadczenie, które ma zaprocentować w przyszłości. Sama przyznaje, że nie czuje się na trawie jeszcze dobrze.

Jej styl gry niezbyt pasuje do tej nawierzchni, a pierwszy mecz w seniorskim tourze wygrała na niej kilka dni temu w Eastbourne. Dlatego też – w moich oczach – Świątek absolutnie nie jest faworytką tegorocznej edycji Wimbledonu. A kto wie, może taka sytuacja nieco pomoże Idze, która dzięki temu podejdzie do rywalizacji z mniejszą presją. Niemniej jednak nie spodziewajmy się fajerwerków.

W pierwszej rundzie rywalką raszynianki będzie grająca niewygodny tenis – Su-wei Hsieh. Następnie przeciwniczką Polki byłaby Marie Bouzkova lub Vera Zvonareva. Chociaż Świątek na początku mogła wylosować lepiej, to i tak uważam, że będzie faworytką w pierwszej i ewentualnej drugiej potyczce. Idąc dalej, w trzeciej fazie potencjalnie Iga zmierzyłaby się z rozstawioną z numerem dwadzieścia sześć Petrą Martic, która dwukrotnie meldowała się w czołowej trzydziestce dwójce Wimbledonu. To byłoby spore wyzwanie dla Polki.

W ewentualnym czwartym starciu Świątek stanęłaby najprawdopodobniej naprzeciw Garbine Muguruzie, która dała jej solidną lekcję tenisa na twardych kortach w Dubaju. Hiszpanka obecnie nie jest w tak wyśmienitej formie, w jakiej znajdowała się na początku tego roku, ale mimo to byłaby zdecydowaną faworytką w starciu z Igą. Mowa tu przecież o mistrzyni Wimbledonu z 2017 roku.

Trudno zatem wybiegać dalej w przyszłość, mając na uwadze to, że od początku Polce nie będzie łatwo. Patrząc na drabinkę, w ćwierćfinale Świątek może zagrać z Aryną Sabalenką, będącą – moim zdaniem – jedną z faworytek do triumfu w całym turnieju. Białorusince nie idzie jednak w wielkich szlemach, a i na Wimbledonie ma z kim odpaść we wcześniejszej fazie – chociażby z Marią Sakkari, której Iga uległa w ćwierćfinale Roland Garros.

Maciej Łuczak (TVP Sport): Idze Świątek los za bardzo nie sprzyjał. Wyraźnie widać, iż dopiero uczy się gry na trawie, na pewno dobrze, gdyby miała możliwość zagrać 1-2 mecze ze znacznie niżej notowanymi rywalkami. Trafiła na Hsieh su-Wei i to na pewno nie będzie spacerek. To zawodniczka, która gra specyficznie, nieprzyjemnie, trzeba się sporo napracować żeby wygrać z nią punkt. Dla Igi, której trawa raczej obecnie nie sprzyja, może być to naprawdę trudna przeprawa. Później może trafić na bardzo doświadczoną Verę Zvonarevą, a w 3. rundzie na Petrę Martić. To też mogą być trudne pojedynki, dalej bym na razie w ogóle nie wybiegał. Tak jak przed Paryżem typowałem Igę do gry o tytuł, tak teraz w Wimbledonie za sukces uznam awans do 4. rundy.


Magda Linette

Mateusz Męcik (Magda Linette Fanpage): Już w pierwszej rundzie drugą rakietę naszego kraju czeka duże wyzwanie. Po raz kolejny los skrzyżował rakiety Polki i młodej, zdolnej oraz zawsze groźnej Amandy Anisimovej, która jest uważana za jedną z najzdolniejszych ze swojego pokolenia. Panie z wimbledońskich trawników znają się doskonale, bo mierzyły się ze sobą w poprzedniej edycji turnieju i wtedy to Linette w świetnym stylu pokonała Amerykankę. Od czasu tego pojedynku wiele się zmieniło. Prześladowana kontuzjami Anisimova nie poszła za ciosem i w efekcie spadła w rankingu o blisko 60 pozycji w porównaniu z rokiem 2019. Zaś dla Magdy tamten Wimbledon okazał się przełomowym i był kluczem do progresu w jej grze. Po przejściu kontuzji kolana na początku roku, Polka wraca na dobre tory pod skrzydłami nowego trenera – Dawida Celta. Mimo że nasza zawodniczka rozegrała w tym sezonie tylko jeden mecz na nawierzchni trawiastej (1. runda eliminacji w Eastbourne), było to dobre spotkanie przeciwko świetnie dysponowanej Giorgi. Natomiast nazywana „nową Sharapovą” reprezentantka Stanów Zjednoczonych ma za sobą ćwierćfinał osiągnięty w Bad Homburg po niezłej grze w trzech spotkaniach. Jeżeli Linette tak jak poprzednim razem zneutralizuje płaskie i długie uderzenia przeciwniczki dobrą grą z kontry oraz narzuci swój agresywny styl, ma duże szanse na awans do kolejnej rundy, w której mogłaby czekać niebłyszcząca ostatnio formą Elina Svitolina.

Od dawna wielkim celem Magdy jest awans do drugiego tygodnia wielkiego szlema. Czy uda się go osiągnąć w Londynie? Poznanianka od zawsze praktykuje metodę małych kroków, więc najpierw skupi się tylko na pierwszym zadaniu. Kibice natomiast mogą puścić wodze fantazji, bo każda zawodniczka w drabinkowej okolicy Polki jest w jej zasięgu. Choć w jej ćwiartce znajdują się także takie nazwiska jak Muchova, Pavlyuchenkova, Badosa czy Giorgi, to tę drabinkę możemy traktować nie jako drabinkę śmierci, a dużą szansę dla Linette, która dwa lata temu pokazała, że grać na trawie potrafi. I lubi, bo sama podkreślała, że jej zdaniem ta nawierzchnia dodaje jej uderzeniom dodatkowej mocy, a także odnalazła swoją optymalną grę na niej mimo kilku lat niepowodzeń. Tak więc trzymajmy kciuki za naszą reprezentantkę, niech ten Wimbledon również będzie dla Magdy!

fot. Magda Linette FP/twitter

Maciej Łuczak (TVP Sport): Z jednej strony Magda Linette, jako zawodniczka nierozstawiona, zawsze za korzystne powinna uznać losowanie, w którym nie wpada na tenisistkę rozstawioną. Z drugiej strony można sobie wyobrazić łatwiejsze rywalki w 1. rundzie niż Amanda Anisimova. Polka na pewno ma argumenty żeby powalczyć o zwycięstwo. Pamiętam jak dwa lat temu zagrała z Amerykanką jeden z najlepszych meczów w sezonie i wygrała. Na minus należy zaliczyć to, iż Linette w tym sezonie na trawie rozegrała tylko jedno spotkanie. Jeśli pokonałaby Anisimovą, to najprawdopodobniej zagra z Eliną Switoliną i tu ewentualna wygrana byłaby już wielką, pozytywną niespodzianką.


Ponadto reprezentanci Polski wystąpią w turnieju gry podwójnej.
Mężczyźni:
✅ Łukasz Kubot / Marcelo Melo
Kobiety:
✅ Magda Linette / Alicja Rosolska


Dyskusja o Wimbledonie oraz innych turniejach przez cały rok w naszej grupie

20 lat, wierny kibic Huberta Hurkacza i Jerzego Janowicza, fan agresywnej gry i dobrego serwisu. Znam się na wszystkim po trochu i niczym wybitnie. Dla mnie nie ma tematów tabu.