Jaki będzie US Open dla Polaków? Zapowiedź i analiza turnieju

Jaki będzie US Open dla Polaków? Zapowiedź i analiza turnieju

W końcu. Doczekaliśmy się. Blisko pół roku bez oficjalnych meczów, dziesiątki odwołanych turniejów. Wraca tenis na najwyższym możliwym poziomie. Dziś, w ostatni dzień sierpnia, ruszy drugi w tym roku turniej Wielkiego Szlema. Jaki będzie dla polskich zawodników US Open? W jakiej formie jest Hubert Hurkacz? Czy Katarzyna Kawa sprawi niespodziankę? Kto naszym zdaniem wygra US Open, a kto zawiedzie? Zapraszamy na zapowiedź turnieju.

Będzie to na pewno specyficzny turniej. Chyba nigdy wcześniej zawodnicy nie czuli się tak niepewnie. Przykład z wczoraj – Benoit Paire, pierwotny rywal Kamila Majchrzaka, w ciągu tygodnia miał wykonane trzy testy na koronawirusa, wszystkie negatywne. W niedzielę został zbadany po raz czwarty – formalność – test wyszedł pozytywny. Rezultat? Francuz wykluczony z US Open. Tak naprawdę żaden z zawodników nie może się czuć pewnie. Każdy, nieważne czy tenisista, czy trener, czy fizjoterapeuta czy sędzia – absolutnie każdy musi dbać o siebie i stosować się do wszystkich obostrzeń i reżimu sanitarnego. Cały turniej będzie transmitowany w Eurosporcie.

Hubert Hurkacz

Dawid Żbik: Jedno trzeba przyznać – Hubert nie jest w dobrej formie, ale mimo wszystko nie może narzekać na losowanie. Co prawda w pierwszej rundzie trafił na bardzo niewygodnego zawodnika – Petera Gojowczyka, to im dalej, tym wcale nie jest gorzej, co w Wielkich Szlemach jest rzadkością. Gojowczyk, który w całej karierze nie wygrał dwóch meczów z rzędu w Wielkich Szlemach, nie powinien sprawić Hubertowi większych problemów. O ile Polak zagra całe spotkanie na wysokim poziomie. W kolejnej rundzie może czekać będzie Dennis Novak lub Alejandro Davidovich Fokina. Austriak znany jest z solidności na korcie, o czym przekonał się Hurkacz podczas tegorocznego Australian Open. Hurkacz wygrał z Novakiem 3:2 w pierwszej rundzie, choć przegrywał 0:2 w setach. Zaś Davidovich Fokina jest tenisistą, który poza problemami z gorącą głową, dokłada problemy z przygotowaniem fizycznym do meczów.

W ewentualnej trzeciej rundzie „Hurki” może spotkać się z Diego Schwartzmanem. I tu pojawiają się schody, choć Argentyńczyk jest w podobnie kiepskiej dyspozycji jak Polak. O 1/4  finału „Hubi” może zagrać z Alexandrem Zverem. Podsumowując: moje oczekiwania względem Huberta, biorąc pod uwagę słabą formę, to trzecia runda wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Choć uważam, że nie bez kłopotów.

Dawid Wiktorski: Najwyżej sklasyfikowany Polak został rozstawiony, więc mógł liczyć na teoretycznie słabszego rywala w pierwszej rundzie. Trafił ostatecznie na Petera Gojowczyka, który zazwyczaj jest niedoceniany i bywa niewygodny. Na pewno nie lekceważyłbym Niemca, choć oczywiście nie podejrzewam o to Huberta. Hurkacz jest jednak faworytem i powinien sprostać w trzech lub czterech setach.

Spójrzmy jednak co czeka dalej naszego lidera i trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że nie można narzekać, gdyż w drugiej rundzie czekać będzie Alejandro Davidovich Fokina czyli hiszpański talent, lecz na ten moment „bez głowy” lub znany polskim kibicom Dennis Novak. Trzecia runda to prawdopodobny pojedynek z Diego Schwartzmanem i trzeba powiedzieć jasno – Argentyńczyka w obecnej dyspozycji można jak najbardziej pokonać. Nie chcę pompować balonika, ale czwarta runda jest jak najbardziej realna, gdzie czekać może Alexander Zverev, o ile Niemiec do tej fazy dojdzie, co wcale nie jest takie oczywiste. Pozostaje życzyć Hubertowi wysokiej dyspozycji, bo drabinka jest co najmniej korzystna.

GodzinaMeczKursKurs
Poniedziałek, 19:00Hubert Hurkacz – Peter Gojowczyk1.243.95
Kamil Majchrzak z wielkimi szansami na dobry wynik.
Kamil Majchrzak uni.lodz.pl

Kamil Majchrzak

Dawid Żbik: Nikt z nas nie obraziłby się, gdyby Kamil Majchrzak powtórzył wynik sprzed roku i doszedł do trzeciej rundy US Open. Piotrkowianin w pierwszej rundzie zagra z Marcelem Granollersem, który w tym roku nie rozegrał singlowego spotkania. Sprawa bardzo zawiła, bowiem Majchrzak miał początkowo zagrać z Benoit Paire, lecz wynik na koronawirusa u Francuza wyszedł pozytywnie. Granollers, który przyjechał do Nowego Jorku zagrać w debla, trafił za Paire’a do głównej drabinki w singlu jako pierwszy oczekujący. Nie wiem czego się spodziewać po Hiszpanie.

W ewentualnej drugiej rundzie na Kamila będzie czekać Salvatore Caruso lub James Duckworth. Nie są to nazwiska, których należy się bać. Lepiej – są to zawodnicy, z którymi Kamil może wygrać. Obawa, jaką mam przed występem Kamila, to jego ostatni mecz, w którmy w finale kwalifikacji do Cincinnati prowadził z Cameronem Norrie 4-1 w trzecim secie, a finalnie przegrał pięć gemów z rzędu. Moje oczekiwania: powtórka wyniku sprzed roku. W ewentualnej trzeciej rundzie na Majchrzaka może czekać Andrey Rublev, który wydaje się poza zasięgiem Polaka w formule do trzech wygranych setów.

Dawid Wiktorski: Polski numer dwa US Open wspomina bardzo dobrze, ponieważ przed rokiem zrobił tutaj trzecią rundę. Do dziś jest to jego najlepszy wynik w Wielkim Szlemie. Majchrzak ograł się w turniejach LOTOS PZT Polish Tour, a przed tygodniem zaliczył średnio udane przetarcie w Nowym Jorku. W I rundzie kwalifikacji pokonał doświadczonego Joao Sousę, ale w decydującej fazie uległ Cameronowi Norrie, mimo, że wyraźnie prowadził.

Trudno powiedzieć czy tym razem los dla Kamila był łaskawy, gdyż trafił na dość nieprzewidywalnego Marcela Granollersa. Hiszpan potrafi wygrywać z solidnymi graczami z TOP100, ale stać go zarówno na wstydliwe porażki. Charakterystyka dość podobna do Kamila, choć to Granollers jest zdecydowanie bardziej doświadczony. Warto jednak powalczyć o awans, gdyż w drugiej rundzie czekać będzie Salvatore Caruso lub James Duckworth, czyli solidni gracze z pogranicza ATP Challenger Tour i głównego cyklu. Trzecia runda to już prawdziwy sprawdzian, bo możliwy pojedynek z Andreyem Rublevem. Bardzo trudno obiektywnie ocenić jakie było te losowanie. Raczej nie warto zbyt daleko wybiegać w przyszłość, a skupić się na najbliższym rywalu.

GodzinaMeczKursKurs
WtorekKamil Majchrzak – Marcel Granollers1.602.35
Magda Linette miała szczęście w losowaniu w US Open.
Magda Linette fot. Instagram / magdalinette

Magda Linette

Dawid Żbik: Dla Magdy US Open będzie ważnym sprawdzianem. Los był łaskawy dla Linette, która trafiła w pierwszej rundzie na Maddison Inglis. Australijka, która tylko raz zagrała w głównej drabince Wielkiego Szlema, nie wydaje się być zawodniczką, która może zagrozić Magdzie Linette. Ewentualna druga runda to spotkanie z Lizette Cabrerą lub Danką Kovinić, czyli zawodniczkami, które nie próżnowały w czasie pandemii i regularnie grywały w turniejach pokazowych. Jeśli uda się Magdzie dotrzeć do trzeciej rundy i powtórzyć wynik z French Open 2017, to może dojść do pojedynku z Anett Kontaveit, która jest w gazie. Względem Magdy, tak jak i Igi, nie mam większych oczekiwań. Na pewno nie będę zadowolony, jeśli Magda odpadnie przed trzecią rundą.  

Dawid Wiktorski: Polska rakieta numer 1 dzięki rozstawieniu mogła liczyć na korzystne losowanie i takie też było. W pierwszej rundzie ma obowiązek pokonać Maddison Inglis, o ile nie zlekceważy rywalki. W drugiej rundzie czekać będzie Lizette Cabrera lub Danka Kovinic czyli rywalki, z którymi znów będzie wyraźną faworytką. Trzecia runda to już bardzo poważny sprawdzian, w której czekać może będąca w ostatnim czasie w dobrej formie Anett Kontaveit. Linette co prawda nie zaliczyła zbyt dobrego wznowienia sezonu, ale miejmy nadzieję, że wyciągnie wnioski po lekcji od Jennifer Brady.

GodzinaMeczKursKurs
Poniedziałek, 20:30Magda Linette – Maddison Inglis1.174.90
Przed Igą Świątek trudne zadanie w Nowym Jorku.
Iga Świątek fot. Instagram

Iga Świątek

Dawid Żbik: Przed Igą Świątek trudne zadanie. Z jednej strony Iga w czasie pandemii wygrała turniej Elle Spirit Open w Szwajcarii, a w Tipsport Elite Trophy w czeskiej Pradze pokonała między innymi Karolinę Pliskovą czy Marketę Vondrusovą. Z drugiej strony w pierwszej rundzie turnieju „Cincinnati” Świątek przegrała z Christiną McHale 6-2, 6-4. O ile życie nauczyło mnie, żeby szczególnie nie przykładać uwagi do turniejów poprzedzających Wielkie Szlemy, tak Iga w „Cincinnati” w singlu zagrała bardzo słabo. Tłumaczę to gorszym dniem, bo w deblu, wspólnie z Viktorią Kuzmovą, dotarła aż do półfinału imprezy. Zatem o rytm meczowy nie trzeba się martwić.

Veronika Kudermetova to niewygodna rywalka, która może napsuć Idze sporo nerwów. W ewentualnej drugiej rundzie Iga może zagrać z jedną z reprezentantek gospodarzy – Sachią Vickery lub Taylor Townsend. Vickery pokonała Igę rok temu w Miami w dwóch setach, z leworęczną Townsend Świątek w przeszłości nie grała. Moje oczekiwania wobec Igi są bardzo niskie i nawet nie liczę, że powtórzy wynik z tegorocznego Australian Open czy zeszłorocznego French Open, gdzie dotarła do 1/8 finału. Jeśli Iga wygra dwa mecze, to w trzeciej rundzie może zagrać z rozstawioną „z piątką” Aryną Sabalenką lub świeżo upieczoną mistrzynią z „Cincinnati” Viktorią Azarenką. Jeśli Iga wygra w pierwszym meczu, to będę zadowolony. W każdej kolejnej rundzie będzie trudniej, dlatego każdy wynik ponad pierwszą rundę mnie zadowoli.

Dawid Wiktorski: Na ten moment chyba nasza największa nadzieja, która pewnie w niedługim czasie będzie polską jedynką. Iga była dość bliska historycznego rozstawienia, lecz niestety zabrakło kilka miejsc. Los sprawił, że w pierwszej rundzie zmierzy się z Veroniką Kudermetovą i w tym boju będzie minimalną faworytką. Rywalka jak najbardziej do pokonania, lecz największym wyzwaniem będzie pokonanie własnych barier (Iga po ostatniej porażce przyznała, że się nieco zestresowała). W drugiej rundzie czekać będzie któraś z gospodyń, a mianowicie Sachia Vickery lub Taylor Townsend, z którymi także będzie faworytką, lecz na pewno nie można mówić o jakichś łatwych bojach.

W trzeciej rundzie Iga niekoniecznie będzie faworytką. Tam może spotkać się z którąś z Białorusinek czyli Aryną Sabalenką lub Victorią Azarenką. Obie grają bardzo mocno, ale są jak najbardziej w zasięgu Polki. Drabinka Igi na pewno do łatwych nie należy i o każde zwycięstwo trzeba będzie się mocno namęczyć. Mogło być zdecydowanie lepiej, ale jak zbierać doświadczenie to z solidnymi rywalkami.

GodzinaMeczKursKurs
WtorekIga Świątek – Veronika Kudermetova1.702.07
Katarzyna Kawa debiutuje w Wielkim Szlemie
Katarzyna Kawa fot. Instagram

Katarzyna Kawa

Dawid Żbik: Tak jak pisałem, że wobec Magdy Linette czy Igi Świątek nie mam większych oczekiwań, tak wobec Katarzyny Kawy nie mam absolutnie żadnych. Każdy wygrany mecz, czy set, będzie sukcesem. Kawa, która jest tegoroczną wicemistrzynią Polski, debiutuje w głównej drabince Wielkiego Szlema. Jak na debiut, trafiła pechowo. W pierwszej rundzie spotka się z Ons Jabeur. Tunezyjka w dwóch ostatnich turniejach osiągnęła ćwierćfinał, jest w dobrej formie i ma bardzo niewygodny styl gry. Do tego dochodzą problemy zdrowotne Kawy, z którymi zmagała się w Bytomiu. Choć skoro zdecydowała się polecieć do Nowego Jorku, to wychodzę z założenia, że jest w 100% gotowa do gry.

Dawid Wiktorski: Będzie to debiut naszej rakiety numer trzy, co niewątpliwie było marzeniem Kasi, lecz niestety nie wróżę jej sukcesu. Po finale Mistrzostw Polski nie pojawiła się już na korcie, gdzie jak pamiętamy miała swoje problemy zdrowotne. W głównym tourze już dawno porządnie nie punktowała i tym razem zapowiada się, że także tego nie zrobi, choć liczę, że w debiucie powalczy o coś więcej niż o porządną gażę. Niepewna jest dyspozycja zdrowotna i sportowa Kawy, więc w meczu z Ons Jabeur skazywana jest na porażkę, tym bardziej, że Tunezyjka w ostatnim czasie gra bardzo solidnie. Awans Polki będzie dla mnie sensacją, a w ewentualnej drugiej rundzie czekać będzie Kaia Kanepi lub Katerina Siniakova.

GodzinaMeczKursKurs
WtorekKatarzyna Kawa – Ons Jabeur8.201.05
Czy Novak Djoković wygra US Open?
Novak Djoković fot. CincyTennis / Twitter

Kto wygra, kto zawiedzie, a kto będzie czarnym koniem?

Dawid Żbik: Pewnie dla wielu z was każdy inny typ niż Novak Djoković będzie nieporozumieniem. Trochę mam dość monotonii, a wydarzenia kortowe nieco mi sprzyjają. „Nole” w ostatnim tygodniu zmagał się z bólem szyi. Dwukrotnie w ciągu turnieju „Cincinnati” prosił o pomoc fizjoterapeutę. W finale z Milosem Raonicem również prosił o masaż. Tak naprawdę, gdyby Kanadyjczyk się pospieszył, to prawdopodobnie zamknąłby ten mecz w dwóch setach. Nie wiem jak Djoković zniesie trudy grania z kontuzją przez cały tydzień poprzedzający US Open, ale należy pamiętać, że „Djoker” gra o coś więcej niż tytuł.

Stawką w tym turnieju jest pogoń za Rafaelem Nadalem i Rogerem Federerem w liczbie zdobytych Wielkich Szlemów. Novak jest „daleko” w tyle. Brakuje mu dwóch tytułów do Hiszpana i trzech do Szwajcara. Z drugiej strony trudno powiedzieć w jakiej formie jest Dominic Thiem, Daniil Medvedev. Stefanos Tsitsipas czy Alexander Zverev, ale czuję, że idzie młode. Austriak ma to „szczęście”, że jest rozstawiony z dwójką i z Novakiem może spotkać się dopiero w finale. W połówce Djokovicia znajduje się Tsitsipas i Zverev, zaś w dolnej mamy Medvedeva i Thiema. Czuję, że któryś z nich zagra w finale. Jeśli miałbym stawiać na jedno nazwisko – Daniil Medvedev.

Jeśli miałbym wróżyć z fusów, kto zagra poniżej oczekiwań to mam pewien typ – Felix Auger-Aliassime. Kanadyjczyk mało grał w czasie pandemii. W pierwszej rundzie „Cincinnati” przegrał z Tennysem Sandgrenem, mimo, że serwował po zwycięstwo. O ile w pierwszej rundzie spotka się z typowym „ziemniakiem”, Thiago Monteiro, tak w drugiej rundzie czekać będzie trudny przeciwnik – Yoshihito Nishioka albo Andy Murray. Nie sądzę, że Auger-Aliassime osiągnie dobry wynik w tegorocznym US Open.

Kolejnym zawodnikiem, który może szybko pożegnać się z turniejem jest Grigor Dimitrov. Bułgar już w pierwszej rundzie spotka się z Tommym Paulem, z którym przegrał podczas tegorocznego Australian Open. „Baby Federer” serwował wtedy po zwycięstwo i był dwie piłki od wygranej. Amerykanin jest niezwykle niewygodnym przeciwnikiem, choć u niego wiele zależy od chęci do gry. W drugiej rundzie może spotkać się z Martonem Fucsovicsem. O tym jak za skórę potrafi zajść Węgier nie muszę pisać. Nie skreślam Dimitrova, ale przed nim naprawdę trudne zadanie.

Czarny koń turnieju? Chciałbym kierować się sercem i napisać Hubert Hurkacz, ale rozum podpowiada inaczej. Milos Raonic. Wiem, wiem – jak można pisać o zawodniku, który zajmuje 30. miejsce w rankingu ATP, że będzie czarnym koniem? Można. Finalista Wimbledonu z 2016 roku nie ma za sobą udanych lat. W ciągu dwóch lat wycofywał się pięciokrotnie z różnych turniejów z powodu kontuzji. Jak wracał, to był kompletnie bez formy. W „Cincinnati” pokazał, że wciąż potrafi grać na najwyższym poziomie. Drabinka też sprzyja Raonicowi, bo jestem przekonany, że w tej formie jest w stanie pokonać każdego rywala ze swojej ćwiartki.

W gronie tych, po których nie oczekujemy najlepszych wyników, a mogą zaskoczyć, wymieniłbym też Andy’ego Murraya. Tak naprawdę na minus Szkota jest formuła gry do pięciu zwycięstw. Nie wiem jak fizycznie wygląda Murray, bo zawsze wygląda na zmęczonego. Nie wiem na ile przygotowywał się do US Open, a na ile po prostu chce wrócić do regularnej gry. Mimo wszystko, wciąż uważam, że stać go na dobry wynik. Wśród innych, nietypowych zawodników, stawiam na Egora Gerasimova. Białorusin ma mocny serwis, świetnie czuje się w ofensywie, a nawierzchnia w tym roku jest dużo szybsza.

Dawid Wiktorski: Bardzo ciężko obiektywnie ocenić kto wygra, zawiedzie czy też będzie czarnym koniem, ponieważ większości graczy nie widzieliśmy od kilku miesięcy, niektórzy pokazali się w turniejach pokazowych, a jeszcze inni przetarli się tylko w ramach turnieju ATP Masters 1000 Cincinnati. Oczywiście nikogo nie zdziwi jak napiszę, że bitym faworytem jest Novak Djoković. Tym bardziej, że brakuje Rogera Federera, Rafaela Nadala czy Stana Wawrinki. Ponadto w próbie generalnej wypadł bardzo poprawnie i mimo, że dokuczał mu uraz szyi to i tak zdołał ograć będącego w wysokiej formie Milosa Raonicia, który siłą rzeczy urósł do jednego z faworytów turnieju.

Kto oprócz nich? Na pewno trzeba liczyć się z Daniilem Medvedevem, który do pewnego momentu grał znakomicie. Pamiętajmy, że w ubiegłym roku doszedł do samego finału i dopiero w pięciu setach okazał się gorszy od Rafaela Nadala. Wspomnieć też należy o Roberto Bautiście Agucie, który co prawda nigdy nie grał w finale szlema, ale prezentuje wysoką formę i był o włos od wyeliminowania Nole w półfinale, kilka dni temu. Oczywiście liczyć się też trzeba z zawsze groźnym Stefanosem Tsitsipasem, który poprzedni turniej zakończył na ćwierćfinale, przegrywając z mocnym Raoniciem. Warto też wspomnieć o ubiegłorocznym półfinaliście Matteo Berrettinim, który zazwyczaj radzi sobie znakomicie na szybkich nawierzchniach. Być może będzie to turniej underdogów. Obsada turnieju znacznie słabsza, więc to może ten moment? Lepszej okazji może już nie być.

Kto może zawieść? Od razu nasuwa się odpowiedź: Dominic Thiem. Co prawda w okresie przygotowawczym wyglądał bardzo dobrze, ale w Nowym Jorku nigdy mu nie szło. Jego najlepszym osiągnięciem w US Open jest ćwierćfinał (2018) i to by było na tyle. W ubiegłym tygodniu ugrał zaledwie trzy gemy w Filipem Krajinoviciem, w pierwszym swoim meczu. O triumf także będzie bardzo ciężko Alexandrowi Zverievowi, który u boku Davida Ferrera zrobił progres, ale dalej jest bardzo nierówny i w best of five często sobie nie radzi. W Melbourne tego roku co prawda zrobił progres, bo zakończył szlema na półfinale, ale był to dopiero jego pierwszy raz. Wielkiego wyniku nie spodziewałbym się po Davidzie Goffinie i Diego Schwartzmanie (rozstawieni kolejno z 7 i 9), którzy w ostatnich spotkaniach spisali się poniżej oczekiwań.

Jako czarnego konia jeszcze kilka dni temu wskazałbym Reilly Opelkę. Amerykanin grał znakomicie, lecz doznał kontuzji kolana, więc mecz z Tsitsipasem musiał zakończyć kreczem. Bardzo pozytywne wrażenie po ostatnim turnieju zostawił po sobie Jan Lennard Struff, który grał znakomicie do momentu spotkania z Djokoviciem. Kolejnym graczem, który ma prawo zaskoczyć jest Ricardas Berankis. Doświadczony Litwin przeszedł kwalifikacje oraz pierwszą rundę, a w drugiej po wyrównanym boju musiał uznać wyższość także Djokovicia.

Kolejnym graczem zasługującym na uznanie jest Filip Krajinović, który wręcz zgładził Dominica Thiema, rewelacyjnego Martona Fucsovicsa, a z Milosem Raoniciem nawet serwował po mecz, a później nie wykorzystał piłki meczowej. Serb rozegrał znakomity turniej. Amerykanie na pewno mogą liczyć na Tommiego Paula, który w czasie lekkiej zapaści amerykańskiego tenisa potrafi się coraz częściej wyróżniać, choć w pierwszej rundzie czeka go poważny sprawdzian. Do tego grona dodałbym także młodych Kanadyjczyków – Felix Auger-Aliassime oraz Denis Shapovalov, którzy od czasu do czasu potrafią wygrywać z tymi najlepszymi. Osobiście bardzo bym chciał by czarnym koniem okazał się Andy Murray, o ile w ogóle można go za takiego uważać. Widać, że Szkot zrobił progres i cały czas jest głodny gry – niestety w BO5 nie wróżę mu jeszcze sukcesu.

Serena WIlliams ze swoją córeczką. Czy Amerykanka pobije rekord i wygra US Open?
Serena WIlliams fot. Twitter

Kto wygra, kto zawiedzie, a kto będzie czarnym koniem?

Dawid Żbik: Nie wiem co jest trudniejsze. Trafienie „szóstki” w Lotto czy wytypowanie zwyciężczyni w Wielkim Szlemie. W kobiecym tenisie od kilku lat brakuje wyraźnej liderki. Czy ktokolwiek typował, że Sofia Kenin zdobędzie tytuł w Australii? Czy ktokolwiek spodziewał się, że Ash Barty wyjedzie z Paryża z pucharem? O Sloane Stephens i jej triumfie w US Open w 2017 nie wspominam.

Nieco populistycznie, lecz typuję, że tytuł w tym roku powędruje do Naomi Osaki. Japonka, jako jedna z niewielu, potrafi regularnie wygrywać. Tym bardziej, że w Nowym Jorku zabraknie aż sześciu zawodniczek z najlepszej „10”. Faworytką powinna być rozstawiona z jedynką Karolina Pliskova. Powinna, bo Czeszce za każdym razem brakuje paliwa w końcówkach turniejów. Nie chce mi się wierzyć w wyrównanie rekordu Margaret Court przez Serenę Williams, ale o tym niżej.

Kto zawiedzie? Wspomniana wyżej Serena Williams. Rozstawiona z trójką Amerykanka ma całkiem łatwą drabinkę na początku turnieju, jednak później zaczynają się schody. W czwartej rundzie może spotkać się z Marią Sakkari, z którą przegrała przed kilkoma dniami. W ewentualnym ćwierćfinale może czekać Garbine Muguruza lub Madison Keys. No właśnie, w ewentualnym. Dalej nawet się nie rozpisuję, bo Serena w ostatnim czasie ma skłonność do wczesnego odpadania. W Lexington odpadła w trzecim meczu z Shelby Rogers, a w Cincy już w drugim meczu musiała uznać wyższość wspomnianej Marii Sakkari.

Kolejną zawodniczką, po której nie spodziewam się zbyt wiele jest Karolina Pliskova. Czeszka, mimo rozstawienia z jedynką, ma trudną drabinkę. W drugiej rundzie może spotkać się z Caroliną Garcią. W trzeciej rundzie może czekać Jennifer Brady, która w ostatnich miesiącach jest w topowej formie. Uważam, że Pliskova pożegna się z turniejem szybciej niż Serena Williams.

Chciałbym napisać cokolwiek mądrego na temat czarnego konia wśród pań, ale naprawdę nie mam pomysłu. Tutaj może wydarzyć się wszystko, dosłownie. Niespodziankę mogą sprawić Viktoria Azarenka czy Johanna Konta. Niewiadomą dla mnie jest Kim Clijsters. Belgijka może straszyć nazwiskiem, ale co z formą? Jeśli zagra tak jak w turnieju World TeamTennis, to spodziewam się dobrego wyniku.

Dawid Wiktorski: W drabince kobiet zabraknie bardzo dużo nazwisk, szczególnie ze ścisłego topu. Grono faworytek zwęziło się i być może będzie to okazja dla kolejnych zawodniczek z drugiego szeregu, lecz to nie jest żadną nowością. U kobiet w ostatnich latach nie ma stabilności, więc wygrać może prawie każda, prezentująca stabilną formę. Na papierze najlepiej wygląda Naomi Osaka, która przed kilkoma dniami zdołała wycofać się już dwa razy z turnieju „Cincinnati”. Kto wie czy zaraz nie zrezygnuje po raz kolejny, lecz czysto sportowo na pewno się broni i będzie jedną z faworytek.

W tak wąskim gronie liczyć się też trzeba rzecz jasna z Sereną Williams, w którą nie do końca wierzę po tym co zobaczyłem przed kilkoma dniami, ale wypada ją wymienić. Turniejową jedynką jest Karolina Pliskova, choć ta w okresie przygotowawczym potrafiła przejść obok meczu z Igą Świątek czy Andrą Petkovic. Przed tygodniem odpadła z Cinci z Veroniką Kudermetovą już w pierwszym meczu. Liczyć się też trzeba z Petrą Kvitovą i Angelique Kerber, choć o ich formie zbyt wiele nie można powiedzieć.

Jednak kogo bym nie wymienił to równie dobrze może być także zawodem turnieju. Dlatego też te same zawodniczki można wymieniać także w tym kontekście. Do zawodu na pewno aspirują wspomniane: Serena Williams i Karolina Pliskova (zbyt nieprzewidywalne by umieścić je w jednej grupie). Młodsza z sióstr Williams ma jeszcze swoje problemy i śmiem wątpić, że wytrzyma bez wpadki w tak długim turnieju. Przed tygodniem wymęczyła zwycięstwo z Arantxą Rus, a przegrała z Marią Sakkari.

Na pewno na wiele nie liczę od Sofii Kenin, który wygrała Australian Open. Liderka Amerykanek przed kilkoma dniami zaliczyła bardzo słabe zawody z Alize Cornet. Nie liczę także na zbyt wiele od Aryny Sabalenki, która bardziej skupia się na sile uderzeń niż technice i precyzji, co na dłuższą metę nie ma prawa bytu. W ostatnim czasie poniżej swojego poziomu gra Donna Vekić, której notowania wyraźnie spadają. Podobnie rzecz się ma ze Sloanie Stephens, która od dłuższego czasu nie może dojść do dawnej formy.

Najwięcej jednak nazwisk umieszczę w tzw. czarnych koniach, bo tutaj kandydatek jest sporo. Z bardzo dobrej strony w ostatnich tygodniach pokazały się Ons Jabeur, Johanna Konta, Elise Mertens, Anett Kontaveit, Victoria Azarenka, Maria Sakkari oraz Jennifer Brady. Nie zdziwi mnie udział którejś z nich w najlepszej ósemce lub nawet czwórce turnieju.


Pamiętajcie, że cały turniej US Open możecie obstawiać u naszych partnerów. Wszystkie aktualne promocje, przygotowane specjalnie dla naszych czytelników, znajdziecie w zakładce Bukmacherzy. Dyskusja o US Open, innych turniejach oraz o tenisie przez cały rok w naszej grupie. Zapraszamy do dołączenia.

Close Menu