Iga Świątek, Magda Linette i Hubert Hurkacz na starcie Australian Open 2023 [ZAPOWIEDŹ]

Australian Open - typy
grafika: Jimmie48/Mateusz Stańczyk

Pierwszy turniej wielkoszlemowy w sezonie 2023 czeka tuż za rogiem. Drabinki turniejów kobiet i mężczyzn są już znane i zwiastują mnóstwo emocji już od pierwszych spotkań. Zapraszamy na zapowiedź Australian Open 2023!

Turniej kobiet

Mateusz Wasiewski: Przed nami pierwszy wielkoszlemowy akt sezonu 2023. Oczywiście oczy wszystkich kibiców kobiecego touru będą skupione na liderce światowego rankingu – Idze Świątek. Trzeba powiedzieć, że Polka nie trafiła do najłatwiejszej ćwiartki. Australijska zabawa rozpocznie się dla Igi od meczu z Julią Niemeier – tak, tą Niemką, która popsuła krwi naszej zawodniczce podczas ubiegłorocznego US Open. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że Julia źle rozpoczęła nowy rok. W dotychczasowych trzech meczach (z Marie Bouzkovą, Madison Keys oraz Karoliną Pliskovą) nie ugrała nawet seta, a jej bilans gemów w tych starciach wyniósł 19-37. Zapowiada się więc mimo wszystko dość jednostronne widowisko.

Kolejna potencjalna rywalka Igi to Panna Udvardy lub Camilia Osorio. Żadna z nich nie powinna mieć szans w konfrontacji ze sportowcem roku 2022. W 3 rundzie może czekać rywalka mogąca stanowić niemałe wyzwanie na drodze Świątek. Mowa tu o Marie Bouzkovej i Biance Andreescu. Czeszka i Kanadyjka zmierzą się ze sobą w pierwszej rundzie. Kto wygra? Stawiałbym na popularną „Bibi”. Jej ewentualny pojedynek z raszynianką może być naprawdę ciekawy.

Danielle Rose Collins (fot. Carine06 / flickr.com)

Czwarta runda może okazać się decydująca w perspektywie całego turnieju. Jeśli Iga wkroczy do drugiego tygodnia tegorocznego Australian Open, to zapowiada się na to, że zagra albo z Danielle Collins, albo Eleną Rybakiną. Wszyscy pamiętamy ubiegłoroczny półfinał AO, w którym Collins była znacznie lepsza od Igi – Amerykanka dowodziła na korcie i atakowała skutecznie podanie późniejszej triumfatorki Rolanda Garrosa oraz US Open. Teraz byłaby idealna okazja na rewanż. Podobnie można mówić o chęci zrewanżowania się Rybakinie. Kazaszka grała już ze Świątek podczas turnieju pokazowego w Dubaju. Tam pokonała światową jedynkę 6-3 6-1.

Jeśli Iga wygra spotkanie czwartej rundy, to wierzę, że potem będzie w stanie pokonać każdą zawodniczkę – Garcię, Gauff, Pegulę, Bencic czy Sabalenkę, choć oczywiście to tylko sport i o wyniku może zadecydować choćby dyspozycja dnia. Tym bardziej, że dwie spośród wymienionych tenisistek typuję jako najgroźniejsze kandydatki do walki o zwycięstwo w całym turnieju.

W drabince głównej mamy oczywiście również Magdę Linette. 30-letnia tenisistka, która ma za sobą znakomite występy podczas Billie Jean King Cup oraz United Cup (ograne Madison Keys, Karolina Pliskova oraz Jil Teichmann) i nieudany turniej w Hobart, rozpocznie pierwszego szlema w tym roku od starcia z Mayar Sherif. W moim odczuciu Magda będzie zdecydowaną faworytką. Jeśli wszystko pójdzie po myśli poznanianki, to Sherif nie powinna mieć argumentów na pokonanie biało-czerwonej zawodniczki. Reprezentantka Egiptu byłaby dużo groźniejsza w starciu na mączce, a nie nawierzchni twardej.

Druga runda to możliwe starcie z Anett Kontaveit. Nazwisko Estonki robi wrażenie, choć przy tym należy się zatrzymać i spojrzeć na jej ostatnie wyniki. Anett nie wygrała meczu od początku października. Notuje serię czterech porażek z rzędu, w tym dwóch w tym roku. Sądzę, że jeśli Linette nie przegra sama ze sobą, to jest w stanie pokonać wyżej rozstawioną rywalkę i przejść do trzeciej rundy, w której w Australii była raz – 5 lat temu. W ostatnich czterech latach Magda dwukrotnie odpadała w pierwszej rundzie, raz w drugiej, a raz w ogóle nie przyleciała na AO ze względu na kontuzję. Czas na przełamanie! Magdę Linette na to stać.

Linette - tenis
Magda Linette (fot. PZT)

Co będzie trzeba zrobić, żeby po raz pierwszy awansować do drugiego tygodnia turnieju wielkoszlemowego? Możliwe, że na drodze Linette stanie Jekaterina Aleksandrowa, z którą Polka ma bilans starć 1-1 lub Ysaline Bonaventure, która ma za sobą udany start sezonu w Australii. W nagrodę na naszą tenisistkę może czekać starcie z Caroline Garcią.

Wszystko zaczyna się już w poniedziałek. Wiemy, że ze startu z powodu problemów zdrowotnych musiały się wycofać Paula Badosa oraz Ajla Tomljanovic. Szczególnie ta pierwsza była przeze mnie typowana do naprawdę dobrego wyniku. Hiszpanka bowiem świetnie grała w Adelajdzie. Z kolei reprezentantka gospodarzy w ubiegłym roku dotarła w AO aż do ćwierćfinału i na pewno szykowała się co najmniej na powtórzenie rezultatu.

Najciekawsze mecze pierwszej rundy? Według mnie wspomniane już starcie Andreescu z Bouzkovą, Yastremska-Ostapenko, Mertens-Muguruza, Azarenka-Kenin, Cornet-Fernandez i Anisimova-Kostyuk. A kto największą kandydatką do triumfu poza Świątek? Stawiałbym na Belindę Bencic lub Caroline Garcię. Nie przekreślałbym również Marii Sakkari. A może… Petra Kvitova? Tego przede wszystkim chciałoby moje serce. Czeszka od początku prezentuje świetny tenis, a w niektórych momentach gra najlepiej od lat.

Maciej Łuczak (Meczyki.pl): Losowanie kobiecej drabinki najbardziej interesuje nas oczywiście z perspektywy Igi Świątek. Najwyżej rozstawiona zawodniczka nie trafiła łatwo. Już pierwszy mecz z Jule Niemeier nie musi być spacerkiem. Co prawda Niemka wejście w ten sezon ma słabe, ale choćby w US Open udowodniła, że na przestrzeni jednego spotkania jest w stanie sprawić każdemu problemy. W drabince Igi znalazło się też w dalszej perspektywie kilka trudnych rywalek. Wyróżniłbym przede wszystkim Jelenę Rybakinę, z którą przegrała w pokazowych zawodach w Dubaju, a także Jessikę Pegulę, która okazała się lepsza kilka dni temu w United Cup. Zwycięstwa Kazaszki i Amerykanki były dość spektakularne, bardzo pewne i na pewno w perspektywie rywalizacji ze Świątek dadzą im sporą wiarę w zwycięstwo, czego być może w przeszłości nieco brakowało.

Na pewno to co mogłoby Idze pomóc to wcześniejsze odpadnięcie tych rywalek, czego na pewno nie można wykluczyć, bo nie są tak równymi i pewnymi tenisistkami jak Polka. W górnej części drabinki warto też na pewno zwrócić uwagę na Coco Gauff, która nie broni żadnych punktów, bo rok temu odpadła już w pierwszej rundzie. Z zawodniczek nieoczywistych jest Eva Lys, która w poprzednim roku zrobiła spory skok rankingowy. Do tego ciekawy może być pojedynek Ostapenko-Yastremska w pierwszej rundzie.

Iga Świątek
Iga Świątek (fot. Michał Jędrzejewski)

Jeśli chodzi o dolną część drabinki to na pewno wyróżniają się przede wszystkim Ons Jabeur, Aryna Sabalenka i Caroline Garcia. Bardzo ciekawi mnie, czy Sabalenka będzie w stanie utrzymać formę przed dwa tygodnie. W ostatnich dwóch turniejach docierała do finałów, wygląda na zawodniczkę, która może powoli, ale jest w stanie być coraz bardziej stabilna. Ma już w tym sezonie wygrany turniej WTA i czas poprawić najlepszy wynik w Australian Open, jakim jest 4. runda. Francuzka z kolei była rewelacją drugiej części poprzedniego roku. Znakomicie serwowała, robiła wielkie wrażenie winnerami z forehandu.

Na dole drabinki jest też Magda Linette, która jak na zawodniczkę nierozstawioną trafiła całkiem nieźle. Wygrana z Egipcjanką Sherif wydaje się obowiązkiem, a potem będzie szansa powalczyć z Anett Konteveit. W ubiegłym sezonie Linette pokazała, że jest się w stanie bić z mocniejszymi przeciwniczkami i nie wykluczałbym ewentualnej niespodzianki w rywalizacji z Estonką.

Kuba Fordon (WP Sportowefakty): Magda Linette na inaugurację powinna pokonać Mayar Sherif, ale ja podchodzę do tego meczu z dystansem. Tenisistka z Egiptu tanio skóry sprzedać nie powinna i może zaskoczyć, jednak górą w tym pojedynku raczej będzie Polka, choć moim zdaniem drugi rok z rzędu nie awansuje do trzeciej rundy. W potencjalnym pojedynku z Anett Kontaveit nie widzę szans dla zawodniczki z Poznania.

Chciałbym z góry zaznaczyć, że Iga Świątek nie będzie faworytką w Australii, bo moim zdaniem takowej po prostu nie ma. Co do Polki, o powtórzenie sukcesu z zeszłego roku będzie jej trudno, bowiem już w czwartej rundzie powinno dojść do rewanżu za ubiegłoroczny półfinał, kiedy to naszą tenisistkę pokonała Danielle Collins.  W przypadku awansu do ćwierćfinału, groźnej rywalki nie powinno zabraknąć. Może być nią Jelena Ostapenko czy Cori Gauff. W półfinale może dojść do drugiego w tym sezonie pojedynku liderki światowego rankingu z Jessicą Pegulą. Wydaje mi się, że szyki może pokrzyżować jej co najwyżej Maria Sakkari.

Caroline Garcia - US Open
Caroline Garcia (fot. Carine06 / flickr)

W drugim półfinale może znaleźć się Caroline Garcia, jeżeli sposobu na nią nie znajdzie Julia Putincewa, Weronika Kudermietowa lub jakaś rewelacja turnieju. Jej przeciwniczką powinna być Aryna Sabalenka bądź Ons Jabeur. Kandydatkę do końcowego triumfu upatruję w tych trzech zawodniczkach, z których najlepsza powinna powalczyć o finał, a następnie postawić w nim kropkę nad „i”. Wydaje mi się, że właśnie Świątek i Pegula ostatecznie nie zwycięża pierwszego szlema w tym roku.

Dominik Senkowski (Sport.pl): Dla mnie istnieją dwie główne faworytki do wygrania Australian Open 2023. To Iga Świątek i Aryna Sabalenka. Polka pokazała dobrą formę w United Cup i tej opinii nie zmienia nawet słabszy występ przeciwko Jessice Peguli. Z kolei Sabalenka wygrała już jeden turniej, od kilku miesięcy jest w niezłej formie (podobnie jak Świątek). Finał polsko-białoruski byłby ciekawy z wielu powodów. Wiadomo, jak Sabalenka motywuje się na mecze z Igą.

Oprócz nich widzę szanse dla Belindy Bencić, Caroline Garcii, Coco Gauff, Jessiki Peguli i Ons Jabeur. Osobiście czarnym koniem tego sezonu wskazałbym właśnie Szwajcarkę. Dobrze rozpoczęła rok, rozwija się u boku trenera Tursunova, który wcześniej z powodzeniem prowadził Anett Kontaveit.

Niestety z polskich tenisistek w turnieju wystąpi jeszcze tylko Magda Linette. Polka jak zwykle ma potencjał na dobry wynik, bo potrafi grać na najwyższym poziomie. Udowodniła to także w kadrze w finałach Billie Jean King Cup w listopadzie 2022 i niedawno w United Cup. Liczę, że w Melbourne Linette poprawi swój najlepszy wynik wielkoszlemowy – do tej pory to trzecia runda każdego z czterech najbardziej prestiżowych turniejów w roku. W przypadku Świątek stawiam na występ w finale, w przypadku Linette na porażkę w czwartej rundzie z Garcią.

Turniej mężczyzn

Przemysław Dobosz: Dużym ciosem dla organizatorów imprezy i kibiców była informacja o wycofaniu lidera rankingu ATP, Carlosa Alcaraza. Młody hiszpański diament na miejscu turniejowej ,,jedynki” zastąpi jego rodak, idol i jednocześnie obrońca tytułu – Rafael Nadal. Zdobywca dwudziestu dwóch tytułów wielkoszlemowych przystępuje do rywalizacji po najgorszym starcie sezonu od lat, notując porażki w obu pierwszych oficjalnych spotkaniach sezonu. Los także nie sprzyja Nadalowi i już na starcie wystawił go na niełatwą próbę, stawiając na jego drodze Jacka Drapera, który bardzo dobrze zaczął sezon w Adelajdzie. Wielu ekspertów mówi, że ,,Rafa” może pożegnać się z Australią już po tym starciu, pamiętajmy jednak o dwóch istotnych rzeczach. Po pierwsze: młody Brytyjczyk musi wytrzymać to spotkanie mentalnie, a pojedynek z taką ikoną – niezależnie od prezentowanej przez nią formy – będzie ogromnym ciężarem emocjonalnym. Po drugie: to cały czas jest Rafael Nadal. Pamiętamy, jak na kilku etapach zeszłorocznej kampanii majorczyk niezwykle się męczył i wpadał w tarapaty, by ostatecznie zawsze znaleźć sposób na rywala. Tego człowieka po prostu nigdy nie można spisywać na straty.

Innymi ciekawymi nazwiskami są dobrze grający w Adelajdzie Yoshihito Nishioka i Mikael Ymer, którzy zagrają ze sobą w pierwszej rundzie. Zwycięzca tego spotkania może trafić na Nadala w rundzie trzeciej. Innym zawodnikiem, którego stać na miano rewelacji imprezy jest pogromca Nadala z US Open 2022, Frances Tiafoe, który zanotował perfekcyjny bilans podczas United Cup. Oczywiście znany ze swojego wyjątkowego stylu bycia Amerykanin ma również wszystkie narzędzia potrzebne do tego, aby opuścić rywalizację niedługo po jej rozpoczęciu, jednak wydaje mi się, że podopieczny Wayne’a Ferreiry będzie w stanie osiągnąć solidny rezultat.

Hubert Hurkacz
Hubert Hurkacz (fot. Hubert Hurkacz / Facebook)

Temat pierwszej ćwiartki zamknę analizą drogi Huberta Hurkacza. W pierwszej rundzie jego przeciwnikiem będzie Pedro Martinez, który nie powinien sprawić Polakowi większych problemów. Kluczowa dla losów ,,Hubiego” może okazać się runda druga, jeśli jego przeciwnikiem zostanie Lorenzo Sonego. Włoch to bardzo niewygodny rywal, który sprawiał wrocławianinowi sporo kłopotów w przeszłości. Przyglądając się historii występów najlepszego polskiego tenisisty, to właśnie zawodnicy tego typu, nie gracze najwyższej klasy, najczęściej pozbawiali go szans na dobry wynik w imprezach najwyższej rangi. Moim zdaniem ten mecz – jeśli oczywiście do takowego dojdzie – zadecyduje o losach Huberta w Melbourne. Oczywiście w kolejnych fazach mogą pojawić się nazwiska takie jak: Denis Shapovalov, Daniil Medvedev, Sebastian Korda. Według mnie wszyscy są w zasięgu Hurkacza, który po ewentualnym zwycięstwie z Włochem powinien poczuć się świetnie i z każdym kolejnym meczem grać coraz lepiej, mając realne szanse co najmniej na ćwierćfinał. Gdyby Polakowi nie poszło, głównym faworytem tej ćwiartki i jednym z największych kandydatów do zdobycia tytułu będzie dla mnie Medvedev.

Silną pozycję na początku tego roku zapewnił sobie Stefanos Tsitsipas. Grek był fundamentem swojej drużyny, kończąc zawody niepokonanym i pokonując czterech bardzo dobrych zawodników. Wyniki poprzednich edycji zawodów potwierdzają również, jak dobrze ateńczyk czuje się na kortach w Melbourne, co jest kolejnym plusem, jaki możemy postawić przy jego nazwisku.

Pierwszy poważny sprawdzian najprawdopodobniej będzie czekać Tsitsipasa w czwartej rundzie, gdzie jego oponentem może zostać jeden z dwóch rozstawionych reprezentantów Włoch: Lorenzo Musetti lub Jannik Sinner. Pierwszy z nich świetnie radził sobie w United Cup, dopóki nie stanął przed koniecznością poddania meczu z Francesem Tiafoe z powodu kontuzji ramienia. Zobaczymy, jak istotny wpływ na losy dwudziestolatka będzie miał ten uraz. O problemach ze zdrowiem może wypowiedzieć się dawno niewidziany na kortach Lloyd Harris, który wraca do gry po ponad półrocznej przerwie i będzie rywalem gracza z Włoch w rundzie numer jeden. Afrykaner obrał na początku roku ciekawy kierunek, biorąc udział w dwóch tajskich Challengerach. To może być bardzo ciekawy pojedynek. Po kontuzji wraca też Jannik Sinner. Pierwsze dwa mecze powinny być dla niego idealne na złapanie rytmu i zbudowanie pewności siebie. Zdrowy reprezentant Italii jest w stanie zrobić w Australii coś imponującego, ale czy jest na to gotowy już teraz? Czas pokaże. Dla mnie Stefanos Tsitsipas pozostaje faworytem do miejsca w ¼ finału.

Drugim z faworytów tego segmentu jest rewelacja pierwszych tygodni sezonu – Cameron Norrie. Brytyjczyk ma na koncie bilans 6-1, gra kapitalny tenis i w teorii ma wszystko, aby spisać się w Melbourne wyśmienicie. Nie zawsze forma z ,,normalnych” turniejów przekłada się na zawody wielkoszlemowe, ale Brytyjczyk powinien sobie z tym poradzić, co powinna ułatwić mu drabinka, wyglądająca w pierwszych fazach bardzo korzystnie.

Cameron Norrie Wimbledon
Cameron Norrie (fot. Neil Tilbrook / flickr.com)

Największymi konkurentami gracza z wysp w jego ćwiartce wydają się być Borna Coric, z którym Norrie może spotkać się w trzeciej rundzie, jak również Felix Auger-Aliassime, który może stanąć na drodze reprezentanta Wielkiej Brytanii rundę później. Chorwat zaprezentował niezwykle solidną dyspozycję podczas United Cup i wygląda na zawodnika gotowego do walki o dobry wynik w zawodach najwyższej rangi. Bardziej zagadkowa jest obecnie forma Kanadyjczyka, który w swoim jedynym oficjalnym występie w tym roku zanotował porażkę z Alexeiem Popyrinem. Brak ogrania i słaby start mogą mieć wpływ głównie na początek zmagań, ale siódmy gracz rankingu ATP z pewnością nie ma powodów do paniki. Warto mieć oko także na Soonwoo Kwona, który zagrał w Adelajdzie jako ,,szczęśliwy przegrany” i zgarnął pełną pulę. Utrzymać tak wspaniałą formę w takim turnieju będzie niezwykle trudno, szczególnie po tak ogromnej dawce emocjonalnej.

Oczywistym hitem pierwszej rundy jest starcie dwóch zawodników z ćwiartki trzeciej – Andreya Rubleva i Dominika Thiema. Obaj panowie nie wygrali jeszcze w tym sezonie żadnego spotkania, jednak lepiej na korcie prezentował się zawodnik z Moskwy i to on – nie tylko z tego powodu – będzie faworytem tej potyczki.

Moskwianin nie powinien mieć problemów z awansem do 1/16 finału, ale na etapie walki o ćwierćfinał sytuacja może ulec drastycznej zmianie, bowiem jego przeciwnikiem najprawdopodobniej zostanie ktoś z dwójki: Nick Kyrgios, Holger Rune. Jeśli chodzi o Australijczyka to doskonale wiemy, że gdy ten pojawia się na arenach w Melbourne, tłumy szaleją i nie tylko pozwalają uwolnić mu swój potencjał, ale także często wyprowadzają z równowagi jego przeciwników. Dużo będzie zależeć oczywiście od zdrowia Kyrgiosa, ale moim zdaniem to właśnie wsparcie kibiców i większe doświadczenie pozwolą mu odnieść zwycięstwo nad Duńczykiem, którego osobiście typuję na jedno z największych rozczarowań imprezy.

Najpewniejszym kandydatem do kolejnego miejsca w najlepszej ósemce wydaje się być Novak Djokovic. Serb znajdzie na swojej drodze kilka ciekawych nazwisk, jak np. Alex de Minaur czy Pablo Carreno Busta, który pokonał go w meczu o brązowy medal na ostatnich Igrzyskach Olimpijskich, ale czy ktokolwiek z nich jest w stanie rywalizować w formule wielkoszlemowej z dziewięciokrotnym zwycięzcą imprezy? Moim zdaniem nie. W swojej historii występów w Melbourne Djokovic najczęściej triumfował w turnieju lub kończył rywalizację na etapie finałowej ósemki. Bardzo możliwe, że jeden z tych scenariuszy, szczególnie pierwszy z nich, powtórzy się również tym razem.

W ostatniej ćwiartce mamy trzech faworytów: Taylora Fritza, Matteo Berrettiniego i Caspera Ruuda. Amerykanin zajął bardzo dobre miejsce w drabince, gra pewnie i jest murowanym kandydatem co najmniej do miejsca w ćwierćfinale. Moim zdaniem największym zagrożeniem dla Fritza na drodze do tej fazy może być Miomir Kecmanovic, z którym dziewiąta rakieta świata może zmierzyć się w trzeciej rundzie. W tym segmencie znajdziemy także Alexandra Zvereva, którego pierwsze występy w tym roku nie pozwalają myśleć pozytywnie o występie w Melbourne. Jeśli dodamy do tego fakt, jak często Niemiec nie radził sobie w Wielkich Szlemach, nie powinniśmy oczekiwać od niego zbyt wiele.

Berrettini
Matteo Berrettini (materiały prasowe Asics)

Kwestię ostatniego miejsca w ¼ finału powinni rozstrzygnąć między sobą Matteo Berrettini i Casper Ruud, jednak o ile Włoch grał na początku tego roku naprawdę dobrze, o tyle Norweg zaliczył falstart. Obaj gracze nie mogą też liczyć na łatwą przeprawę. Rzymianin wylosował na początek niezłomnego Andy’ego Murraya. W ewentualnej drugiej rundzie przeciwnikiem finalisty Wimbledonu 2021 może zostać Thanasi Kokkinakis, zaś w rundzie trzeciej – Roberto Bautista Agut. Norweg rozpocznie rywalizację od potyczki z Tomasem Machacem. Później mogą czekać na niego m.in. Jenson Brooksby czy Alejandro Davidovich Fokina. Oczywistym jest, że obaj gracze będą wyraźnymi faworytami wszystkich swoich spotkań w drodze do czwartej rundy, ale ich potencjalni oponenci są mocno niewygodni i nie omieszkają wykorzystać każdego potknięcia konkurentów.

Damian Kust: Jeśli ktoś miał jakieś wątpliwości, czy Novak Djokovic jest głównym faworytem do tytułu podczas tegorocznego Australian Open, to losowanie drabinki tylko to potwierdziło. Serb uniknął wielu potencjalnych pułapek, a większość najważniejszych rywali – Rafael Nadal, Stefanos Tsitsipas, Daniil Medvedev – znalazła się w drugiej połówce. W przypadku Djokovicia kluczowe znaczenie może mieć faza ćwierćfinałowa, gdzie może zmierzyć się z Andreyem Rublevem, Holgerem Rune, czy Nickiem Kyrgiosem. Każdy z nich z 21-krotnym mistrzem turniejów wielkoszlemowych już wygrywał, ale chyba wszyscy niekoniecznie pokazali do tej pory, że są to w stanie zrobić na długim dystansie (w meczu do trzech wygranych setów).

Trudniejszego rywala niż Jack Draper po prostu nie mógł w pierwszej rundzie wylosować Nadal, to chyba najgroźniejszy rywal z całej puli zawodników nierozstawionych. Jest to o tyle istotne, że Hiszpan bardzo potrzebował teraz kilku spokojniejszych spotkań by odnaleźć formę. Jeśli tę pierwszą przeszkodę przejdzie, powinno być już łatwiej. Duże kłopoty może mieć w ostatniej szesnastce, gdzie zagra prawdopodobnie z Francesem Tiafoe (który wyeliminował go na tym samym etapie US Open) lub z Karen Khachanovem.

Medvedev ma tylko jeden powód do narzekań i jest nim Sebastian Korda w trzeciej rundzie. Amerykanin w swoich ostatnich trzech z czterech turniejów ATP dochodził do finału i wszystko wskazuje na to, że po roku lekkiej stagnacji wraca na szybką ścieżkę rozwoju. Jeśli wciąż będzie serwował jak w turnieju w Adelajdzie, będzie naprawdę trudnym rywalem. Medvedev (albo Korda) mogliby skorzystać na ewentualnej porażce Nadala. Po ich ostatnich dwóch spotkaniach, Rosjanin chętnie uniknąłby powtórki finału sprzed roku.

Ten turniej może okazać się rewelacyjną szansą dla Stefanosa Tsitsipasa i Taylora Fritza. Grek mierzy się co prawda w pierwszej rundzie z zawsze groźnym i potężnie serwującym Quentinem Halysem, ale później jego część drabinki rozwija się dosyć przyjemnie. W czwartej rundzie mógłby spotkać się z Jannikiem Sinnerem, którego na tych samych kortach rok temu pokonał bardzo komfortowo (ale trzeba przyznać, że zagrał po prostu rewelacyjny mecz). W ćwiartce Fritza widnieje za to wielu zawodników rozstawionych z formą stojącą pod znakiem zapytania – Casper Ruud, Diego Schwartzman, Alexander Zverev. W tej sytuacji to chyba Amerykanin wydaje się najpoważniejszym kandydatem do dotarcia do półfinału.

Co z Hubertem Hurkaczem? Polak stoi przed kolejną okazją, by przełamać klątwę drugiej rundy w turniejach wielkoszlemowych na kortach twardych. Uważać trzeba na Lorenzo Sonego, z którym zdarzyło mu się przegrać w poprzednim sezonie w Metz. W ewentualnym pojedynku trzeciej rundy z Denisem Shapovalovem Polak byłby lekkim faworytem, Kanadyjczyk z reguły nie radzi sobie z zawodnikami tak dobrze wytrzymującymi wymiany i umiejącymi opierać się na sile rywala. Trzecia runda to plan minimum, z czwartej bylibyśmy zadowoleni. Cokolwiek więcej to byłby bonus, bo wygrać z Medvedevem czy Kordą będzie niezwykle ciężko.

Kuba Fordon (WP Sportowefakty): Hubert Hurkacz w zeszłym sezonie zakończył rywalizację w Australii na drugiej rundzie, w której lepszy okazał się Adrian Mannarino. Biorąc pod uwagę tegoroczną drabinkę, może być lepiej, ale jeśli już to niewiele. Na starcie jego rywalem będzie Pedro Martinez, z którym mierzył się w 2022 roku na nawierzchni ziemnej i stracił seta. Teraz Hiszpan również może postraszyć, ale końcowo lepszy powinien być Polak. Następnie jego rywalem moim zdaniem będzie Lorenzo Sonego, który jest bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Już nie raz udowadniał, że ma sposób na Hurkacza, ale uważam, że tym razem nasz tenisista będzie górą. W trzeciej rundzie potencjalnym przeciwnikiem może być Denis Shapovalov i tutaj już na pewno zaczną się schody. Kanadyjczyk jest jednak w zasięgu Hurkacza, który moim zdaniem powinien przejść do kolejnej fazy turnieju. Tu jednak najprawdopodobniej znajdzie się zeszłoroczny finalista, Danił Miedwiediew. Mimo że Polak potrafi z nim wygrywać, to tym razem nie znajdzie na niego sposobu.

Daniil Medvedev
Daniil Medvedev (fot. Rob Keating / flickr.com)

Jeżeli Miedwiediew dotrze do ćwierćfinału, to w nim może zostać rozegrany rewanż za ubiegłoroczny finał. W drodze do tego etapu najgroźniejszym rywalem dla Rafaela Nadala będzie Frances Tiafoe. Starcie Rosjanina i Hiszpana o awans do półfinału to coś, na co czekam. W półfinale rywalem lepszego z nich będzie najprawdopodobniej Stefanos Tsitsipas, na którego sposobu nie powinni znaleźć Jannik Sinner czy Felix Auger-Aliassime (o ile tego nie zaskoczy Cameron Norrie).

Łatwą drogę do ćwierćfinału ma Novak Djoković. Tam powinien czekać na niego Andriej Rublow bądź Nick Kyrgios. W ostatniej ćwiartce faworytem wydaje się Casper Ruud, stąd też pojedynek Serba z Norwegiem o finał jest jak najbardziej możliwy. Ostatecznie widziałbym w finale Djokovicia, ale większy jest problem z wytypowaniem jego rywala, chociaż wydaje mi się, że może być nim jednak Miedwiediew, gdy uda mu się pokonać Nadala.

Tomasz Lorek (Polsat Sport) o losowaniu Huberta Hurkacza: Dobre losowanie rozstawionego z ,,10″ ,,Hubiego” Hurkacza. Kilka lat temu oglądałem Pedro Martineza na Margaret Court Arena. Już wówczas prezentował się solidnie, lecz mimo wszystko Hiszpan jest klasycznym ,,ziemniakiem”, o czym świadczą finały w Santiago czy Kitzbühel.

Wrocławianin powinien poradzić sobie z 58 rakietą globu: Martinezem. W II rundzie lekkie schody, bo Włoch Lorenzo Sonego lubi klimat maratonów i jest wszechstronnym graczem. Dobrze czuje się i na clayu i na hardzie oraz na trawie. Przeczuwam pięciosetową batalię z Sonego. Odnośnie III rundy… wbrew pozorom stawiam na Lajovicia. Shapo to klasowy, aczkolwiek bardzo chimeryczny zawodnik.

Australian Open - typy

W IV rundzie Hubi prawdopodobnie trafi na kogoś z duetu: Korda / Miedwiediew. Seb lubi szybkie korty, trafia niezwykle czysto w piłkę, gra płaską piłką, więc mimo wszystko, nawet na dystansie 5 setów, może zagrozić Rosjaninowi, a Hubi wcale nie jest bez szans w konfrontacji z Daniłem (vide Wimbledon 2021). O ile urazy ominą Nole, to wedle mojej oceny 22 tytuł w karierze złowi serbski fenomen z Belgradu.


Pamiętaj, że wszystkie turnieje możesz obstawiać w forBET, a korzystając z kodu TBD otrzymujesz pakiet powitalny o wartości 3250 PLN, a w tym m.in. zakład bez ryzyka do 1200 PLN oraz 30 dni gry bez podatku!

forbet - TBD

Dyskusja o tenisie przez cały rok w naszej grupie!

21 lat, wierny kibic Huberta Hurkacza i Jerzego Janowicza, fan agresywnej gry i dobrego serwisu. Znam się na wszystkim po trochu i niczym wybitnie. Dla mnie nie ma tematów tabu.