Cztery operacje w wieku 23 lat. Co łączy Novaka Djokovicia i Anę Konjuh?

Tenis widział wiele fantastycznie rozwijających się talentów, których kariery zostały brutalnie zahamowane przez problemy zdrowotne. Dziś nie będziemy przenosić się kilkanaście lat wstecz, gdyż zawodniczka o której mowa, urodziła się w 1997 roku i cały czas ma potencjał, aby zdobyć coś wielkiego. Tą osobą, o której na pewno słyszeliście, jest Ana Konjuh.

Wczesny i kapitalny start

Ana Konjuh po raz pierwszy wystartowała w zawodowym turnieju bardzo wcześnie. Już w 2012 roku, w wieku 14 lat (urodziła się 27 grudnia 1997), wystartowała w zawodach ITF 10K w rodzinnym Dubrowniku, wygrywając swój pierwszy mecz. To nie było jedyne słowo Chorwatki w tym sezonie, gdyż niecały miesiąc później walczyła w finale imprezy tej samej rangi w Antalyi, gdzie musiała uznać wyższość Serbki Jovany Jović.

W kolejnym sezonie Konjuh rozkręcała się z każdym kolejnym turniejem. W połowie 2013 roku tenisistka osiągnęła finał ITF 25K w Mariborze, a już w kolejnych zawodach tej samej rangi (Montpellier) zdobyła swój pierwszy zawodowy tytuł. Później pochodząca z Chorwacji zawodniczka dołożyła jeszcze kilka półfinałów ITF 50K i 75K. Tenisistka nie grała profesjonalnych turniejów regularnie – cały czas występowała jeszcze w juniorskim Tourze, gdzie w tym samym roku zdobyła dwa wielkoszlemowe tytuły i wspięła się na pierwsze miejsce w rankingu. Mimo to, Ana wchodziła w 2014 rok jako zawodniczka TOP 300 klasyfikacji WTA.

Dołącz do największej grupy tenisowej w Polsce – Nie śpię, bo oglądam tenis

Wybuch talentu

Chorwatka rozpoczęła nowy rozdział swojej kariery, definitywnie kończąc z juniorami i w pełni skupiając się na zawodowym graniu. Już w swoim pierwszym w karierze występie w zawodach WTA Tour, Konjuh sprawiła wyśmienitą sensację, pokonując w inauguracyjnej rundzie ASB Classic Auckland najwyżej rozstawioną Robertę Vinci. Ana zadebiutowała także w głównej drabince Australian Open, gdzie w pierwszym meczu znacznie uległa Chince Na Li – późniejszej mistrzyni imprezy.

Po występie w Melbourne, młoda zawodniczka była zmuszona do 4-miesięcznej przerwy, spowodowanej zabiegiem prawego łokcia. Reprezentantka Chorwacji wróciła jednak jeszcze silniejsza. Po kilku średnich występach na poziomie ITF, tenisistka znalazła się na ustach wszystkich kibiców, kiedy to, jako kwalifikantka, osiągnęła trzecią rundę legendarnego Wimbledonu. Mieszkanka Zagrzebia poszła za ciosem i już podczas kolejnej imprezy, a konkretnie WTA International w Stambule, przeszła eliminacje i zakończyła swój występ na półfinale. Później Ana doszła jeszcze do najlepszej ósemki turnieju takiej samej rangi w Osace, grała w półfinałach ITF 50k (Nantes) i 100k (Poitiers), oraz ćwierćfinale WTA 125K (Limoges).

Te wyniki pozwoliły tenisistce z Bałkanów zakończyć sezon w najlepszej setce rankingu WTA. Wszystko to przed skończeniem 17 lat.

fot. Christian Mesiano / flickr.com

W pierwszej połowie debiutanckiego dla Any sezonu w roli zawodniczki najlepszej setki, pojawił się lekki zastój – tylko w trzech przypadkach udało jej się osiągnąć drugą rundę zawodów WTA.

W końcu, tuż przed Wimbledonem, a konkretnie w Nottingham, nadeszło przełamanie. Przełamanie, które przyniosło ze sobą pierwszy tytuł WTA w życiu Chorwatki. Konjuh została mistrzynią Aegon Open Nottingham, jednak okazało się to być jedyną większą chwilą szczęścia w dosyć mizernym sezonie. Kolejny rok początkowo również nie układał się pomyślnie. W pewnym momencie mieszkanka Zagrzebia wypadła nawet poza TOP 100. Wtedy właśnie nadszedł moment, od którego wszystko się zmieniło. Ana osiągnęła swój najlepszy wielkoszlemowy występ w całej dotychczasowej karierze – ćwierćfinał US Open. W drodze po to osiągnięcie, Konjuh pokonała m.in. Agnieszkę Radwańską. Jednakże, w przeciwieństwie do 2015 roku, nie skończyło się na pojedynczym dobrym rezultacie.

Do końca sezonu 2016 Chorwatka dotarła jeszcze do półfinału Guangzhou International Women’s Open oraz ćwierćfinału VTB Kremlin Cup (WTA Premier). Urodzona w Dubrowniku tenisistka zanotowała ogromny awans w klasyfikacji, co dało jej, po raz pierwszy w karierze, miejsce w czołowej pięćdziesiątce rankingu.

Łokieć tenisisty

Na pewno słyszeliście o tym określeniu przy okazji problemów zdrowotnych Novaka Djokovicia. Obecny lider rankingu w 2017 roku poddał się operacji łokcia. Jak wówczas twierdził – zmagał się z tym problemem dwa lata. Serb skreczował w ćwierćfinale Wimbledonu z Tomasem Berdychem i natychmiast zakończył sezon. Rehabilitacja i chęć rywalizacji zmusiła go choćby do zmiany stylu serwowania.

Po półrocznej przerwie Djoković wrócił do rywalizacji. W Australian Open odpadł w czwartej rundzie, przegrywając 3-0 z Hyeonem Chungiem. Po tym meczu Serb ponownie narzekał na bóle w stawie łokciowym, lecz kolejna operacja nie była już potrzebna. Niestety ten temat łączy Serba z naszą bohaterką.

2017 rok dla Any Konjuh rozpoczął się o niebo lepiej od wszystkich poprzednich lat. Już podczas pierwszej imprezy sezonu, a konkretnie nowozelandzkiego ASB Classic, Ana Konjuh osiągnęła finał. Szło naprawdę dobrze, ponieważ następne tygodnie przyniosły następujące rezultaty: ćwierćfinały Dubai Duty Free Tennis Championships (Premier 5), J&T Banka Prague Open, Mallorca Open (International) i Bank Of The West Classic Stanford (Premier), półfinał Ricoh Open (International) oraz czwartą rundę Wimbledonu. I jak to w życiu bywa, nagle na horyzoncie pojawiły się problemy – po raz kolejny odezwał się prawy łokieć.

Nie bez powodu mówi się o tzw. „łokciu tenisisty”, jako o jednej z najczęściej pojawiających się i zarazem najtrudniejszych, lub wręcz niemożliwych do wyleczenia kontuzji. Po nieudanym US Open 2017, Ana przeszła kolejną operację, co oznaczało oczywiście przedwczesne zakończenie sezonu. Chorwatka wystartowała w Brisbane International 2018, jednak ból znów powrócił i zmusił zawodniczkę do kolejnej, kilkumiesięcznej przerwy. Tenisistka z Bałkanów wróciła na kort, jednak zdołała rozegrać tylko cztery spotkania, po których musiała poddać się kolejnej operacji. Po trzech występach na początku 2019 roku, była 20. rakieta świata ponownie została zatrzymana przez swój łokieć. Był to dla młodej zawodniczki niewyobrażalnie trudny czas, podczas którego coraz częściej zaczęły pojawiać się wątpliwości.

Miłość do żółtej piłeczki jednak ponownie zwyciężyła. Zagrzebianka zdecydowała się na czwarty w swoim życiu zabieg – rekonstrukcję więzadeł łokciowych. Jak mówi Konjuh, kluczowe dla niej było wsparcie Meri Tranfić – jej fizjoterapeutki, która bardzo pomogła jej w odbudowaniu formy psychicznej.

Problemy z łokciem towarzyszyły Anie Konjuh już od wczesnych lat nastoletnich. Oczywiście, Chorwatka zmagała się również z innymi urazami, ale to właśnie prawy łokieć był powodem załamania kariery utalentowanej tenisistki. Wielkie uczucie do tenisa okazało się jednak niepowstrzymane. 23-latka doskonale zdaje sobie sprawę, że nigdy nie pozbędzie się w pełni problemów z łokciem, ale to nie powstrzymuje jej przed walką o marzenia.

Jak sama mówi, nic nie jest w stanie dorównać emocjom, jakie towarzyszą tenisistce podczas rozgrywanych spotkań, kiedy jest niesiona energią, otrzymywaną od obecnych na trybunach kibiców. Dziewczyna z Bałkanów nie wybaczyłaby by sobie, gdyby nie spróbowała wszystkich możliwych sposobów.

Nie ma mowy o rezygnacji

Po półtorarocznej przerwie, była 20. rakieta świata powróciła na światowe korty w obiecującym stylu. Konjuh zdobyła tytuł rangi ITF 25K już w swoim pierwszym występie. Do końca sezonu rozegrała jeszcze cztery imprezy rangi ITF, osiągając dwa półfinały. Ana próbowała swoich sił także w eliminacjach turnieju WTA International w Linzu, jednak bez powodzenia.

Obecny rok Chorwatka rozpoczęła od katarskich eliminacji Australian Open, gdzie w decydującym spotkaniu uległa Sarze Errani. W dniu pisania tego artykułu, 23-latka przegrała z Urszulą Radwańską w drugiej rundzie eliminacji do turnieju ITF W60 w Andrezieux-Boutheon. Mam nadzieję, że ten rok przyniesie Anie wiele dobrego, a przede wszystkim pozwoli cieszyć się z robienia tego, co kocha – gry w tenisa.



Sprawdź inne artykuły z serii #ZnaniNieznani, w której przedstawiamy sylwetkę zawodników, którzy mają za sobą trudną i często poruszającą historię.
1. Gdzie podział się Andrey Golubev? O presji tenisisty – Tenis by Dawid
2. Droga przez mękę. Od ośmiu operacji do półfinału ATP. Historia Christiana Harrisona – Tenis by Dawid
3. Pokonała depresję, skończyła studia i wróciła do tenisa. Historia Rebekki Marino – Tenis by Dawid


Dyskusja o tenisie przez cały rok w naszej grupie!

20 lat, wierny kibic Huberta Hurkacza i Jerzego Janowicza, fan agresywnej gry i dobrego serwisu. Znam się na wszystkim po trochu i niczym wybitnie. Dla mnie nie ma tematów tabu.