Pokonała depresję, skończyła studia i wróciła do tenisa. Historia Rebekki Marino

Czas na trzeci artykuł z serii „Znani nieznani”. Dziś na tapecie po raz pierwszy mamy reprezentantkę płci pięknej. Rebecca Marino, bo o niej mowa, zagra w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego pierwszy raz od 2013 roku, kiedy to zdecydowała się zakończyć karierę. Zapraszamy na historię byłej 38. rakiety świata.

Początki

Marino zaczęła grać w tenisa dość późno, bo w wieku 10 lat. Nie przeszkodziło jej to jednak w szybkim wejściu do zawodowego tenisa. Już w 2005 roku Rebecca debiutowała w cyklu ITF, przegrywając w drugiej rundzie eliminacji w swoim rodzinnym Vancouver. Kolejny rok przyniósł pierwsze zwycięstwa  w zawodach tej rangi w singlu, jak i w deblu. W tym sezonie Kanadyjka otrzymała także „dziką kartę” do eliminacji imprezy rangi Premier 5 w Montrealu. W roku 2007 Marino coraz częściej pojawiała się na zawodowych kortach i osiągnęła pierwszy półfinał turnieju ITF (Calgary).

W 2008 reprezentantka Kanady wykonała pierwszy poważny krok w drodze do czołówki. Rebecca zagrała w swoich dwóch premierowych finałach cyklu ITF (Landisville i Londyn), a także sięgnęła po swój pierwszy tytuł w karierze (Trecastagni). Tenisistka z Kanady zaliczyła również swój debiut w turnieju WTA International, przechodząc eliminacje i osiągając drugą rundę Bell Challenge w Quebecu. Kanadyjce bardzo dobrze szło także w grze podwójnej. W cyklu ITF Marino osiągnęła finał w meksykańskiej Toluce oraz zdobyła dwa tytuły (Evansville i Southlake). Rok ten zakończyła w czwartej setce rankingu singlowego. W 2009 zawodniczka rodem z Ameryki Północnej nie zdobyła żadnego tytułu, jednak bardzo solidne występy na przestrzeni całego sezonu pozwoliły jej wspiąć się do TOP 200 rankingu, co było dobrą pozycją do wejścia w ostatni rok dekady. Rebecca zadebiutowała też w eliminacjach wielkoszlemowych, ale bez sukcesu.

Przełom

Rok 2010 Marino rozpoczęła występami w eliminacjach zawodów ASB Classic Auckland i Australian Open, jednak bez sukcesu. Kanadyjka przeplatała występy w ITF’ach z okazyjnymi próbami przebicia się do imprez głównego cyklu. Pierwsza część sezonu była dość przeciętna i wyróżniła się jedynie finałem sporego turnieju ITF w belgijskim Torhout. Wtedy Rebecca była tylko jedną z wielu utalentowanych dziewczyn, jednak wydarzenia, które miały miejsce począwszy od września 2010 roku sprawiły, że usłyszał o niej cały tenisowy świat. Mieszkanka Vancouver po raz pierwszy przebrnęła przez eliminacje Wielkiego Szlema i dotarła do drugiej rundy US Open, gdzie stoczyła wyrównany bój z Venus Williams, będącą w tym czasie numerem cztery rankingu WTA. Ten wynik uskrzydlił reprezentantkę Kanady, która następnie osiągnęła ćwierćfinał Bell Challenge (w drugiej rundzie pokonała ówczesną nr 14 – Marion Bartoli), a później wygrała aż trzy turnieje ITF 50 K z rzędu (Saguenay, Kansas City i Troy)!  Tenisistka z Ameryki Północnej zakończyła sezon tuż poza TOP 100.

Dołącz do największej grupy tenisowej w Polsce – Nie śpię, bo oglądam tenis

Wejście do czołowej setki rankingu nie trwało jednak zbyt długo. Stało się to już w styczniu, kiedy to Marino dotarła do drugiej rundy Australian Open. Kanadyjka niedługo później zadebiutowała w Pucharze Federacji, a konkretnie w meczu z Serbkami. Jakby tego było mało, w drugiej połowie lutego osiągnęła rezultat, który do dziś jest jej najlepszym w zawodowej karierze. Rebecca zagrała w finale Cellular South Cup w Memphis (WTA International), lecz niestety musiała poddać pojedynek po pierwszej partii. Powodem kreczu była kontuzja mięśni brzucha. Był to oczywiście jej pierwszy (i jak na razie ostatni) finał w tourze. Później Marino zaliczyła debiut w zawodach Premier Mandatory (Indian Wells), a także osiągnęła trzecią rundę French Open, drugą rundę Wimbledonu i powtórzyła awans do najlepszej ósemki zawodów Bell Challenge w Quebecu. Lekkim rozczarowaniem było odpadnięcie z US Open już po pierwszym spotkaniu. Nie da się jednak ukryć, że był to dla niej świetny sezon, który rozbudził apetyty kibiców, ekspertów i wielu innych osób ze środowiska tenisowego. Miał to być początek naprawdę wielkiej kariery.

Niespodziewany koniec

Przyszłość okazała się być zupełnie inna niż wszelkie plany i oczekiwania, o jakich mówiło się w przestrzeni publicznej. Tenisistka bardzo źle weszła w sezon. Po przegranej w pierwszej rundzie turnieju w Memphis, w którym rok wcześniej grała w finale, postanowiła odpocząć od tenisa. Jako przyczynę tej decyzji podała psychiczne i fizyczne wyczerpanie.

Kiedy Rebecca wróciła na kort we wrześniu, była już w czwartej setce rankingu. Sytuacja stawała się coraz gorsza i już w październiku musiała brać udział w kwalifikacjach zawodów ITF. Marino zdołała wygrać jeden z takich turniejów pod koniec roku, co delikatnie poprawiło jej sytuację, ale nie pociągnęło za sobą kolejnych dobrych rezultatów. Po słabym starcie sezonu 2013, mieszkanka Vancouver postanowiła skończyć przygodę z tenisem. Jak okazało się później, u tenisistki zdiagnozowano depresję. Dodatkowo tenisistka cierpiała z powodu nadużywania mediów społecznościowych, co było powiązane z jej rosnącą popularnością. Rebecca postanowiła pójść na studia. Dołączyła także do drużyny wioślarskiej – podobnie jak jej brat.

Wielki powrót

Po czterech latach, Rebecca Marino wróciła do treningów i zdecydowała zawalczyć o powrót do zawodowego tenisa. Powód takiej decyzji był jednak niecodzienny i wbrew pozorom smutny. W 2017 roku tata tenisistki – Joseph Angelo Marino, zachorował na raka prostaty. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw, Kanadyjka zdecydowała się wrócić. Chciała, aby jej tata ponownie zobaczył córkę, która z całych sił walczy o każdą piłkę. I tak się stało. Na początku 2018 roku Marino wróciła do gry i był to powrót wręcz magiczny. Marino wygrała 19 spotkań z rzędu, co dało jej trzy tytuły ITF (3x Antalya). Później był jeszcze finał w Osace oraz kolejne dwa tytuły w Winnipeg i Lubbock. Te świetne wyniki doprowadziły powracającą zawodniczkę do drugiej setki rankingu na zakończenie sezonu. W 2019 roku byliśmy świadkami kolejnego finału (Kashiwa) i tytułu (Kurume). Rebecca powróciła także do kadry narodowej. Wygrała również turniej ITF w grze podwójnej (Gatineau).

Niestety, marsz Kanadyjki przerwała bardzo bolesna kontuzja – zapalenie powięzi podeszwy. W 2020 tenisistka otrzymała kolejny cios – zmarł jej tata. Ona się jednak nie poddała i na początku obecnego roku dokonała kolejnej wielkiej rzeczy. Marino we wspaniałym stylu przeszła przez eliminacje Australian Open i po raz pierwszy od 8 lat zagra w głównej drabince Wielkiego Szlema. Życzymy jej jak najlepiej, bo jest kolejnym przykładem na to, że warto walczyć – zawsze.


Sprawdź inne artykuły z serii #ZnaniNieznani, w której przedstawiamy sylwetkę zawodników, którzy mają za sobą trudną i często poruszającą historię.
1. Gdzie podziałsię Andrey Golubev? O presji tenisisty – Tenis by Dawid
2. Droga przez mękę. Od ośmiu operacji do półfinału ATP. Historia Christiana Harrisona – Tenis by Dawid


Dyskusja o tenisie przez cały rok w naszej grupie!

20 lat, wierny kibic Huberta Hurkacza i Jerzego Janowicza, fan agresywnej gry i dobrego serwisu. Znam się na wszystkim po trochu i niczym wybitnie. Dla mnie nie ma tematów tabu.