Sex, drugs & rock’n’roll. Życie Bernarda Tomicia

fot. Carine06/flickr.com

Wszyscy wiemy, jak trudnym sportem jest tenis. Przez częste kontuzje lub/i najróżniejsze problemy związane z psychiką, takie jak depresja, zawodnicy nie są w stanie pokazać pełni swojego potencjału. Są jednak na tym świecie przypadki, których kariera zahamowała nie tylko przez problemy zdrowotne, ale również przez styl życia zawodników, których drugim imieniem stało się słowo „kontrowersja”. Idealnym przykładem tej postawy jest człowiek, który jakiś czas temu był wielką nadzieją australijskiego i światowego tenisa. Przed Wami historia Bernarda Tomicia.

Wielki potencjał

Bernard Tomic urodził się w Stuttgarcie, jako syn Chorwata i Bośniaczki. Kiedy „Bernie” skończył się 3 lata, Tomiciowie zdecydowali się na przeprowadzkę do gorącej Australii reprezentując barwy tego kraju.

Pochodzący z Bałkanów gracz od początku był uważany za wielki talent, a przynajmniej od momentu kiedy osiągnął wiek nastoletni. Wcześniej nie wyróżniał się niczym szczególnym. W wieku 7 lat został jednak podopiecznym Neila Guineya, dzięki któremu talent chłopaka mógł ujrzeć światło dzienne (od momentu rozpoczęcia seniorskiej kariery przez większą jej część jego trenerem był ojciec, John Tomic). Jego umiejętności potwierdzały także wyniki juniorskie – triumfy w Australian Open 2008 i US Open 2009. Przejście do zawodowych rozgrywek również wyglądały obiecująco.

Dołącz do największej grupy tenisowej w Polsce – Nie śpię, bo oglądam tenis

Bernard pierwszy zawodowy start zanotował na początku 2008 roku. Jako 15-latek otrzymał dziką kartę do eliminacji Australian Open 2008 i wygrał wówczas jedno spotkanie, stając się najmłodszym zwycięzcą meczu w tej imprezie od początku jej istnienia na poziomie ATP. Do końca roku dość często występował na poziomie Futuresów, gdzie osiągnął nawet jeden finał w Indonezji. Kolejny rok to już debiut w tourze (Brisbane Open) oraz pierwsze zwycięstwo w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego podczas Australian Open. Już w marcu tego samego roku Tomic zdobył swój pierwszy tytuł ATP Challenger Tour, okazując się najlepszym w Melbourne, gdzie grał z dziką kartą. Miał wtedy zaledwie 16 lat. Był to dopiero jego trzeci występ na tym poziomie rozgrywek, przez co pokładano w nim wiele nadziei. Do końca 2009 roku reprezentant Australii grał raczej w rozgrywkach juniorskich i nie zanotował kolejnych oszałamiających występów. Mimo to, zakończył on sezon w TOP 300 rankingu ATP.

W Australian Open 2010 Bernie ponownie dotarł do 2. rundy, gdzie po pięciosetowym boju uległ Marinowi Ciliciowi. Już kilka dni później Australijczyk cieszył się ze swojego drugiego tytułu challengerowego w karierze, wygrywając w Burnie jako kwalifikant. W marcu zadebiutował w reprezentacji, triumfując w obu swoich spotkaniach rozgrywanych w ramach meczu z Tajwanem. W kwietniu przyszedł czas na kolejny debiut – tym razem w głównej drabince Mastersa 1000 w Monte Carlo, który zakończył się na 1. rundzie. Później był jeszcze półfinał Challengera w Cremonie, premierowe zwycięstwo w głównej drabince turnieju ATP (Queen’s Club) oraz debiut na kortach Wimbledonu. Tomic zakończył ten sezon w okolicach TOP 200, co było niezłą pozycją do ataku w kolejnym sezonie.

Erupcja

2011 rok od początku zapowiadał się na udany. Nikt chyba nie spodziewał się jednak, że będzie aż tak przełomowy. Bernard rozpoczął sezon od dwóch australijskich imprez ATP 250, w których co prawda nie przeszedł 1. rundy, ale chwilę później osiągnął swój najlepszy wielkoszlemowy wynik w karierze – 3. rundę w Australian Open. Od razu po tym występie Tomic zszedł na poziom Challengerów, gdzie osiągnął półfinał w pamiętnym Burnie i finał w Caloundrze. W marcu przyszedł czas na premierowe zwycięstwo w spotkaniu rangi Masters 1000 (Indian Wells). Prawdziwe fajerwerki nadeszły jednak pod koniec czerwca w „Mecce tenisa” na trawiastych kortach Wimbledonu.

Australijczyk za swoją ulubioną nawierzchnię uważa trawę. Londyńskie wydarzenia udowodniły, że nie są to puste słowa. Tomic, jako kwalifikant, zameldował się w ćwierćfinale najbardziej prestiżowego turnieju tenisowego na świecie. W drodze do tej fazy pokonał takie nazwiska jak Nikolaj Dawidienko (wtedy 27. na świecie) i Robin Soderling (5). 19-letni wtedy tenisista był na ustach wszystkich, ale to nie był jego ostatni dobry występ w tamtym sezonie. Po średnim amerykańskim lecie, rezydent Monte Carlo zaliczył bardzo dobre występy w Azji – ćwierćfinał ATP 500 w Tokio oraz 3. rundę ATP Masters 1000 w Szanghaju. Przełomowy sezon 2011 pozwolił tenisiście z kraju kangurów zakończyć sezon jako zawodnik TOP 50 rankingu.

2012 rok również zaczął się świetnie. Takie wyniki jak półfinał ATP 250 w Brisbane oraz 4. runda Australian Open nakazywały sądzić, iż Bernard już niedługo może znaleźć się wśród największych. Niestety, kolejne miesiące okazały się nie obfitować w znaczące sukcesy. Dominowały porażki w drugich rundach większych turniejów i okazyjne ćwierćfinały ATP 250. Nie udał się również debiut na Igrzyskach Olimpijskich – zakończył się na pierwszym meczu. Australijski pociąg wydawał się zatrzymać, jednak już w pierwszej imprezie nowego sezonu pokazał, na co go stać. Pochodzący z Bałkanów tenisista został mistrzem zawodów ATP 250 w Sydney, co było oczywiście jego premierowym tytułem w Tourze. To ponownie wlało nadzieję w serca niecierpliwych kibiców, oczekujących niemal ciągłych wielkich sukcesów (sam Tomic deklarował po Wimbledonie 2011, że w ciągu kolejnych dwóch lat będzie w stanie wygrać Wielkiego Szlema). Dalsza część sezonu była jednak ponownie średnia. Jedynym wyróżniającym się wynikiem była 4. runda na Wimbledonie. Oczywiście „Bernie” odegrał kluczową rolę w awansie swojej kadry do Grupy Światowej (zwycięstwo z Polakami w fazie Play-Off). Niemniej po raz kolejny wielkie oczekiwania musiały zostać schowane do kieszeni.

Sukcesy, kontuzje i inne problemy

Początek 2014 roku był niemal kopią wydarzeń sprzed 12 miesięcy. Australijczyk ponownie grał w finale w Sydney, jednak nie udało mu się obronić tytułu. Po kreczu w 1. rundzie Australian Open, zdecydował się na zabieg obu bioder, z którymi miał mieć problemy już od jakiegoś czasu. Australijczyk powrócił w meczu, który został wpisany do księgi tenisowych rekordów. Tenisista przegrał w 1. rundzie Sony Open Tennis Indian Wells w niewiele ponad 28 minut (pokonał go Jarkko Nieminen). Do dzisiaj jest to najkrótszy zawodowy mecz tenisa w Erze Open. Już wtedy zwracano uwagę na dziwne zachowanie gracza z Antypodów, a nawet posądzano go o celowe odpuszczenie tego pojedynku, jednak był to jego pierwszy występ po przerwie i to właśnie ją wskazywano jako przyczynę takiego stanu rzeczy.

Bernard długo nie mógł znaleźć odpowiedniego rytmu. Notował kolejne słabe występy, co poskutkowało wypadnięciem poza TOP 100 rankingu po raz pierwszy od 2011 roku. I wtedy przyszedł turniej ATP 250 w Bogocie, do którego reprezentant Australii najpierw otrzymał „dziką kartę”, a kilka dni później cieszył się z drugiego tytułu ATP w karierze. Urodzony w Stuttgarcie gracz osiągnął jeszcze półfinał tej samej rangi w Sztokholmie i ponownie zakończył sezon w okolicach TOP 50 rankingu.

Sezon 2015 był chyba najbardziej stabilnym okresem w karierze Tomicia. Osiągnął m.in. 4. rundę Australian Open, ćwierćfinały ATP Masters 1000 w Indian Wells i Szanghaju, a także obronił tytuł w Bogocie. O tenisiście zaczynało być jednak głośno nie tylko z powodów sportowych – w lipcu został aresztowany w Miami za organizację głośnej imprezy w jednym z tamtejszych hotelów. Na początku 2016 roku pochodzący z Bałkanów zawodnik wspiął się na 17. miejsce w rankingu – najwyższe w karierze. Później przyszły kolejne świetne wyniki – 4. rundy Australian Open i Wimbledonu, pierwszy finał rangi ATP 500 (Acapulco), czy ćwierćfinał ATP Masters 1000 w Cincinnati. Ponownie nie obyło się jednak bez kontrowersji. Popularna stała się sytuacja z Rzymu, gdzie w ostatnim gemie spotkania z Fabio Fogninim Australijczyk trzymał rakietę odwrotnie. To był najlepszy okres w karierze tenisisty z Antypodów.

Największym osiągnięciem w sezonie 2017 była 3. runda Australian Open. Rok ten zakończył porażką w 2. rundzie Challengera w Bratysławie z Jerzym Janowiczem, jako 140. rakieta świata. Dodatkowo mieszkaniec Monte Carlo „popisał się” na konferencji prasowej po porażce w 1. rundzie Wimbledonu mówiąc, że nie grał na 100%, ponieważ czuł się znudzony. Po tym incydencie jego sponsor, firma Head, zerwała umowę.

Bernard Tomic i jego aktualna dziewczyna – „aktorka” Vanessa Sierra (źródło: instagram)

Śmiało można powiedzieć, że Tomic nie powstrzymywał się przed korzystaniem z życia. Oprócz wymienionych w tekście sytuacji i zarzutów co do domniemanego „tankowania”, Australijczyk miał na swoim koncie również inne wybryki – wielokrotnie bywał w klubach nocnych czy dostawał mandaty za zbyt szybką jazdę samochodem. Dość częstym zjawiskiem były także głośne imprezy, na które skarżyli się sąsiedzi, a podczas których „Bernie” i jego goście byli w stanie paradować nago po tarasie. Bez echa nie przeszedł także jego związek z Vanessą Sierrą. Aktualna dziewczyna Australijczyka „robi karierę” na portalu OnlyFans, gdzie za pieniądze udostępnia treści erotyczne ze swoim udziałem. W jednym z nich towarzyszył jej właśnie Bernard.

Zmarnowany talent?

2018 rok był pierwszym od początku zawodowej kariery Tomicia, w którym nie wystąpił w głównej drabince domowego Szlema. Tomic nie otrzymał „dzikiej karty”, a wszystko przez konflikt z Tennis Australia, który wywołał kilka lat wcześniej, otwarcie krytykując działania federacji oraz czołowych postaci australijskiego tenisa z Lleytonem Hewittem na czele. Oliwy do ognia tenisista dolał również w 2016 roku, kiedy to nie zdecydował się na występ na Igrzyskach. Po porażce w eliminacjach Bernard zaliczył krótki epizod w krajowym reality show, jednak niedługo potem powrócił na kort i był to powrót ciekawy. Australijczyk do końca roku zagrał w dwóch challengerowych finałach, zdobywając tytuł Rafa Nadal Open na Majorce oraz wygrał swój czwarty, jak na razie ostatni, tytuł ATP w karierze, zostając mistrzem Chengdu Open jako kwalifikant. To był również ostatni sezon  „Berniego” z pozytywnymi akcentami. Sezon 2019 był już bardzo słaby i doprowadził bohatera naszego artykułu w okolice 200. miejsca. Reprezentant Australii nie pojawiał się na kortach od marca 2020 do stycznia obecnego roku, kiedy to przeszedł przez kwalifikacje Australian Open.

Pomimo całkiem znaczących osiągnięć tenisisty pochodzenia bałkańskiego na przestrzeni całej jego kariery, bez wahania można powiedzieć, że jego potencjał nie został wykorzystany. Presja oczekiwań i ogromne, zdobyte w tak młodym wieku pieniądze zdawały się przytłoczyć młodego Australijczyka, który lubił korzystać z tego co dało mu życie. Nie pomagał również trudny charakter zarówno jego, jak i jego ojca, który w 2013 złamał nos sparingpartnerowi syna, a niedługo potem dostał zakaz wstępu na wszelkie obiekty tenisowe na kolejne 12 miesięcy. 28-latek miał wszystko, aby zrobić wielką karierę. Jak sam jednak twierdził, jego stan konta skutecznie odbierał mu motywację, gdyż mając grube miliony mógł żyć jak król i nie potrzebował mnożyć tego dorobku kolejnymi zwycięstwami. Dodawał również, że tak naprawdę przez większość kariery nie dawał z siebie wszystkiego i mógł zdobyć znacznie więcej. Nie da się odmówić mu szczerości. Szkoda tylko, że nie mogliśmy nigdy zobaczyć pełni jego umiejętności. Kto wie – może „na starość” zdecyduje się jeszcze podejść do sprawy na poważnie i postarać się o poprawę swojej tenisowej reputacji? W przypadku takich osobowości wszystko jest możliwe.



Sprawdź inne artykuły z serii #ZnaniNieznani, w której przedstawiamy sylwetkę zawodników, którzy mają za sobą trudną i często poruszającą historię.
1. Gdzie podział się Andrey Golubev? O presji tenisisty – Tenis by Dawid
2. Droga przez mękę. Od ośmiu operacji do półfinału ATP. Historia Christiana Harrisona – Tenis by Dawid
3. Pokonała depresję, skończyła studia i wróciła do tenisa. Historia Rebekki Marino – Tenis by Dawid
4. Cztery operacje w wieku 23 lat. Co łączy Novaka Djokovicia i Anę Konjuh? – Tenis by Dawid


Dyskusja o tenisie przez cały rok w naszej grupie!

20 lat, wierny kibic Huberta Hurkacza i Jerzego Janowicza, fan agresywnej gry i dobrego serwisu. Znam się na wszystkim po trochu i niczym wybitnie. Dla mnie nie ma tematów tabu.