Półfinał Kaśnikowskiego, a Majchrzak przegrywa thriller z Verdasco! Polacy w turniejach niższej rangi [PODSUMOWANIE]

Kaśnikowski Zieliński - Challenger Bordeaux
Maks Kaśnikowski (fot. Maks Kaśnikowski / facebook)

Maks Kaśnikowski zaliczył w tym tygodniu bardzo cenne zwycięstwo, pokonując w Bengaluru najwyżej rozstawionego Mukunda Sasikumara. Kamil Majchrzak w najmocniej obsadzonym challengerze w sezonie, w Phoenix dzielnie walczył z Fernando Verdasco, ale uległ w tie-break’u trzeciego seta.

Dołącz do największej grupy tenisowej w Polsce – Nie śpię, bo oglądam tenis

Dramatyczny bój Majchrzaka z Verdasco, Arneodo i Walków w ćwierćfinale

Kamil Majchrzak zdecydował się na start w Challengerze w Phoenix, czyli najsilniej obsadzonej tego typu imprezie w ciągu całego sezonu. Jest to popularna opcja dla zawodników, którzy zdążyli już przegrać w Indian Wells (tak jak Kamil), co sprawia że aby dostać się do turnieju trzeba być praktycznie w pierwszej setce. W deblu najwyżej rozstawieni byli Mate Pavić i Nikola Mektić, czyli numer jeden i dwa rankingu ATP w grze podwójnej!

Ale wracając do Kamila, Polak w pierwszej rundzie przeżywał spore katusze na korcie z Hugo Gastonem, ostatecznie pokonując go po dziwnym trzecim secie, gdzie więcej było przełamań niż utrzymywania swoich podań. Poziom gry Majchrzaka nie stał na najwyższym poziomie i to niestety trwało także w kolejnym spotkaniu, rozgrywanym przeciwko Fernando Verdasco. Hiszpan swego czasu był oczywiście w pierwszej dziesiątce na świecie, wygrał siedem tytułów ATP i zaliczył chociażby półfinał Australian Open 2009. Co znaczy Verdasco teraz, w wieku 38 lat? Być może jest daleko od swoich najlepszych występów, ale wciąż trzyma się dzielnie, a w poprzednim tygodniu został drugim najstarszym zwycięzcą Challengera w historii (w Monterrey).

Hiszpan wciąż ma bardzo gorącą głowę, co udowodnił w meczu z Majchrzakiem. W trzecim secie było już 4-0 dla Verdasco, ale Kamilowi udało się złapać dobry rytm, obronić dwie piłki meczowe i wyrównać na 5-5. Weteran złamał rakietę, a następnie wypuścił taką serię hiszpańskich przekleństw, że sędzia zmuszony był najpierw ukarać go stratą punktu, a następnie gema. Chwilę później dwie piłki meczowe miał w tym całym zamieszaniu Polak, ale niestety przy jednej nie udało mu się zareturnować po pierwszym serwisie Verdasco, a przy drugiej rywal szybko uciął temat wygrywającą kombinacją serwisu i forhendu. Hiszpan wstał z kolan, oczyścił głowę i zakończył mecz w tie-breaku trzeciego seta.

Szymon Walków po raz drugi w karierze wystąpił z Romainem Arneodo, który co ciekawe jest dawnym partnerem Hugo Nysa, z którym w zeszłym tygodniu Jan Zieliński (zdecydowanie najczęstszy deblista występujący u boku Szymona) wygrał pierwszego Challengera w Roseto Degli Abruzzi. W drugiej imprezie Zieliński już nie zagrał, para Arneodo/Walków dotarła do ćwierćfinału.

Wszystko zdawało się układać się po ich myśli, w meczu z Franco Agamenone (w poprzednim roku często grającym z Piotrem Matuszewskim) i Manuelem Guinardem prowadzili już 6-1, 1-0, ale spotkanie odwróciła seria czterech z rzędu gemów przegranych przez Polaka i Monakijczyka decydującymi punktami. Przeciwnicy nie tyle co wygrali spotkanie, a nawet cały turniej, podobnie jak Walków i Arneodo grając ze sobą dopiero po raz drugi.

Ciaś wraca na kort, półfinał Kaśnikowskiego

Swój sezon w chorwackim Rovinj rozpoczął Paweł Ciaś. Już w pierwszej rundzie z Sebastianem Prechtelem pojawiły się kłopoty, Polak grał trzy metry za linią końcową i nie potrafił regularnie przejmować inicjatywy. Z biegiem meczu udało mu się “rozegrać” i trzeciego seta wygrać już do zera. Impreza była dosyć mocno obsadzona i już w drugiej rundzie Paweł musiał zmierzyć się z jednym z dominatorów cyklu ITF na przestrzeni poprzedniego roku, Filipem Misoliciem.

20-letni Austriak w ubiegłym sezonie zgarnął aż pięć tytułów, a w obecnym dołożył do tego kolejny, w poprzednim tygodniu w innej chorwackiej miejscowości (Porec). Ciaś ugrał z rywalem tylko jednego gema, ale warto wspomnieć, że wynik troszeczkę nie oddaje prawdziwego obrazu pojedynku. W drugim secie Polak pobił chyba rekord świata, wygrywając 27 punktów, ale nie zdobywając gema (cztery bardzo długie rozgrywki na przewagi, dwa przegrane do trzydziestu). Ciaś wystąpił też w deblu z Eduardem Esteve Lobato, odpadając w pierwszej rundzie.

W turnieju M15 w Bengaluru reprezentowało nas dwóch zawodników – Yann Wójcik i Maks Kaśnikowski. Ten pierwszy uległ już na początku turnieju Dalwinderowi Singhowi, raczej szerzej nieznanemu poza Indiami. Kaśnikowski przez dwa pierwsze spotkania przeszedł jak burza, aby stawić czoło rozstawionemu z jedynką Mukundowi Sasikumarowi. Hindus to już naprawdę klasowy gracz, obecnie w czwartej setce rankingu ATP, a w styczniu grał nawet w finale Challengera w Forli. Nasz 18-latek pokonał go 6-7, 7-6, 6-3, co pod względem miejsca na światowych listach jest jego największym triumfem w profesjonalnym tenisie (chociaż na Mistrzostwach Polski ograł Huberta Hurkacza).

W półfinale na Kaśnikowskiego czekał kolejny trudny reprezentant gospodarzy, Arjun Kadhe, zawodnik który nie tak dawno w Pune postraszył Joao Sousę, a w poprzednim tygodniu wygrał turniej tej samej rangi, na tym samym obiekcie. Polak prowadził po pierwszej partii ale ostatecznie uległ 6-3, 4-6, 2-6. Kadhe podtrzymał swoją serię zwycięstw i dzień później miał na swoim koncie kolejny triumf. Kaśnikowski i Wójcik grali razem w deblu, ale w ćwierćfinale ulegli bardzo utytułowanej parze Yuki Bhambri i Saketh Myneni. Hindusi wygrali w Bengaluru tydzień temu, ale tym razem sensacyjnie odpadli w półfinale.

Dzika karta w Luksemburgu, tylko dwie reprezentantki w Palmanovie

Swój profesjonalny debiut w kwalifikacjach do turnieju w szwajcarskim Trimbach zaliczył 15-letni Sebastian Truszczyński. Polakowi przyznano dziką kartę, ale niewątpliwie został rzucony na bardzo głęboką wodę. W rywalizacji z o sześć lat starszym Estończykiem Daniilem Glinką wywalczył jednego gema, ciężko było jednak oczekiwać od niego czegokolwiek w starciu z zawodnikiem regularnie występującym w takich imprezach.

W rywalizacji kobiet występowały tylko dwie Polki, obie w małej imprezie ITF w hiszpańskiej Palmanovie. Aleksandra Julia Jeleń uległa raczej niewyróżniającej się juniorce Nataly Miroslavovej Ninovej w pierwszej rundzie kwalifikacji. Lepiej spisała się za to Rozalia Gruszczyńska, wygrywając dwa mecze. W spotkaniu decydującym o awansie do głównej drabinki pokonała ją rozstawiona z “dwójką” Noelia Buono Zanotti.


Turnieje rangi Challenger oraz ITF możesz obstawiać w forBET, a korzystając z kodu TBD otrzymujesz pakiet powitalny o wartości 2350 PLN, a w tym m.in. zakład bez ryzyka do 100 PLN oraz 14 dni gry bez podatku!

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie sport_900x300.gif

Dyskusja o tenisie przez cały rok w naszej grupie!