Pięcioro Polaków zagra w Melbourne! Australian Open 2022 czas zacząć! [ZAPOWIEDŹ]

Rod Laver Arena (fot. Jono52795)

W tym roku o Australian Open mówi się rekordowo dużo. Wszyscy chyba jednak wolelibyśmy, aby w przypadku imprez tenisowych uwaga wszystkich zainteresowanych skupiała się wyłącznie na rywalizacji sportowej. Mamy nadzieję, że wydarzenia, które będziemy oglądać na arenach Melbourne Park pozwolą nam choć trochę odciąć się od wydarzeń poza sportowych, które miały miejsce w ostatnich tygodniach. Zapraszamy na zapowiedź Australian Open 2022.

Dołącz do największej grupy tenisowej w Polsce – Nie śpię, bo oglądam tenis

Nowy mistrz jest wśród nas?

Przemysław Dobosz (Hubert Hurkacz FC): Po tygodniach niepewności dotyczących udziału Novaka Djokovicia w Australian Open, na mniej niż 24 godziny przed startem turnieju poznaliśmy ostateczną decyzję. Serb został wykluczony z walki o 21. tytuł wielkoszlemowy w karierze. Brak lidera rankingu w stawce, oprócz oczywistego wywołania kontrowersji, znacznie zwiększył szanse na to, że już przy pierwszej okazji w 2022 roku poznamy nowego mistrza wielkoszlemowego. Co na to Daniil Medvedev i Rafael Nadal – jedyni tenisiści w stawce aktualnie dzierżący to miano? Omówmy pokrótce sytuację w drabince mężczyzn.

Podczas gdy większość tenisistów prawdopodobnie wolałaby nie trafić do ćwiartki numer jeden, ostatnie wydarzenia znacznie zredukowały poziom jej grozy w przypadku tegorocznego Australian Open. Z numerem jeden wystąpi bowiem lucky loser, Stefano Caruso. Po tej roszadzie odetchnąć mógł rywal Włocha, Miomir Kecmanovic, którego czeka teraz o wiele łatwiejsze zadanie, choć przeciętnie grający Serb nie może czuć się zbyt pewnie. Już w 2. rundzie zwycięzca tego starcia może czuć się zagrożony, gdyż jego rywalem zostanie Mikhail Kukushkin lub Tommy Paul. Szczególnie należy uważać na Amerykanina, który sezon rozpoczął naprawdę nieźle, bo od dwóch ćwierćfinałów rangi 250. Ogólnie rzecz ujmując znajdziemy tu sporo solidnych graczy, którzy jednak nie wydają się mieć większych szans w walce o największe laury, choć sytuacja Novaka Djokovicia otwiera przed nimi znacznie szersze drzwi. Jednym z takich zawodników jest Lorenzo Sonego, który wylosował Sama Querreya, a w przypadku wygranej zagra z Oscarem Otte lub Chunem-hsinem Tsengiem. Kolejny tenisista z dobrymi perspektywami to Gael Monfils, który rozpoczął sezon od świetnego triumfu w Adelajdzie, ale już na starcie kolejnej imprezy musiał poddać spotkanie. Jeśli jednak ze zdrowiem Francuza wszystko w porządku, będzie on murowanym kandydatem do gry co najmniej w 4. rundzie. Zaskoczyć może co prawda np. Alexander Bublik, ale Monfils w swojej optymalnej formie nie powinien mieć realnych problemów z żadnym z ewentualnych rywali. Z rozstawionych graczy o pierwsze miejsce w ćwierćfinale walczyć będzie jeszcze Cristian Garin, ale jego wyniki nie pozwalają myśleć optymistycznie o przyszłości.

Na jedno z ciekawszych starć 1. rundy zapowiada się mecz Camerona Norrie’ego i Sebastiana Kordy. Dla Amerykanina będzie to pierwszy występ w tym sezonie. Brytyjczyk natomiast rozegrał już trzy spotkania podczas ATP Cup, ale w żadnym z nich nie udało mu się zwyciężyć. Mimo wszystko to Norrie będzie faworytem zarówno swojego pierwszego, jak i ewentualnego drugiego spotkania. Sytuacja może zmienić się w rundzie trzeciej, jeśli dojdzie do konfrontacji z Pablo Carreno Bustą. Hiszpan bardzo dobrze rozpoczął sezon i z pewnością ma realne szanse na solidny wynik w Melbourne Park. Można więc założyć, że 21. zawodnik rankingu ATP awansuje do 3. rundy, gdzie spotka się ze wspomnianym Norrie’em. Z kim zmierzy się zwycięzca tego starcia? Najbardziej prawdopodobne wydają się być dwie opcje. Pierwsza to Matteo Berrettini. Włoch od początku będzie musiał jednak pokazać to, co najlepsze. Jego pierwszym przeciwnikiem będzie bowiem Brandon Nakashima. Wielki amerykański talent z pewnością jest w stanie pokusić się o sensację, dlatego Matteo musi być bardzo uważny i dać z siebie absolutnie wszystko. Awans do 3. rundy może przynieść jeszcze poważniejsze wyzwanie. W tej fazie mogą skrzyżować się ścieżki Berrettiniego i Carlosa Alcaraza. Brylant hiszpańskiego i światowego tenisa rozpoczyna sezon z opóźnieniem, spowodowanym zakażeniem wirusem COVID-19. Jeśli tylko Carlos nie będzie odczuwał żadnych powikłań po przebytej chorobie, będzie miał ogromne szanse na awans do 3. rundy i pojedynek z Berrettinim o miejsce w ⅛ finału.

Alexander Zverev (fot. Chris Czermak / flickr.com)

W drugiej ćwiartce znalazł się Alexander Zverev. Niemiec to oczywiście jeden z głównych faworytów imprezy. Ten sezon mistrz olimpijski z Tokio otworzył podczas ATP Cup, gdzie zanotował dwa zwycięstwa i jedną porażkę. Nie najgorzej, jednak z pewnością sam Zverev nie jest zachwycony takim układem wydarzeń. Występ w Melbourne to idealna okazja, aby potwierdzić swoją wartość w zawodach najwyższej rangi. Trzeci zawodnik rankingu ATP, jeśli oczywiście zaprezentuje swój optymalny tenis, nie powinien mieć większych problemów przed 4. rundą. Ani Daniel Altmaier, ani Feliciano Lopez, ani John Millman, ani Lloyd Harris nie powinni być dla dobrze dysponowanego Niemca większym wyzwaniem. Dopiero we wspomnianej ⅛ finału gracza z Hamburga mogą czekać schody w postaci pojedynku z Denisem Shapovalovem. Kanadyjczyk wraz z Felixem Augerem-Aliassime’em poprowadził swoją reprezentację do historycznego triumfu w ATP Cup. Denis prezentował się fantastycznie i w takiej dyspozycji będzie poważnym zagrożeniem dla każdego, kto stanie na jego drodze. Należy jednak pamiętać o jednej z bardziej znanych powszechnie cech 14. rakiety świata – jego nieobliczalności. Na starcie imprezy w Melbourne wcale nie musi stanąć ten sam Denis, który zachwycał w Sydney i właśnie od tego będą w dużej mierze zależały jego losy w australijskim szlemie.

O drugie miejsce w drugim pojedynku ćwierćfinałowym będzie walczył m.in. Hubert Hurkacz. W tym roku Polak ma spore szanse zapomnieć o poprzednich, słabych występach w Melbourne Park i rozpocząć nowy, lepszy rozdział. Losowanie również napawa optymizmem. Egor Gerasimov to rywal, którego Hubert pokonał w 1. rundzie US Open 2021. Białorusin od wielu miesięcy nie zachwyca i jeśli nic się w tej kwestii nie zmieni, to Hurkacz powinien łatwo awansować, choć bez wątpienia musi mieć się na baczności. Dalej będzie czekał Adrian Mannarino lub James Duckworth i tutaj znów nie powinniśmy być świadkami niespodzianek. Oczywiście w przypadku starcia z Australijczykiem, wsparcie publiczności stanie się bardzo istotnym elementem rywalizacji, ale przy optymalnej dyspozycji „Hubiego” nie powinien on zrobić aż tak wielkiej różnicy. Następnie na horyzoncie pojawia się Aslan Karatsev. Obaj Panowie grali ze sobą już kilka razy, a wyniki tych starć były różne. Ostatni pojedynek bardzo łatwo padł jednak łupem Huberta i osobiście mam nadzieję, że w przypadku rewanżu również znajdzie sposób na swojego rywala. Rywala, który po uporaniu się z koronawirusem rozpoczął sezon w świetnym stylu, zdobywając tytuł w Sydney Tennis Classic. Istotne znaczenie będzie mieć to, jak szybko i sprawnie Rosjanin zdąży się zregenerować przed swoim pierwszym spotkaniem, które już w poniedziałek, bo na formę sportową z pewnością narzekać nie może.

Z pewnością większość kibiców liczy, że w przypadku awansu naszego rodaka do 4. rundy, dojdzie wreszcie do długo wyczekiwanego pojedynku z Rafaelem Nadalem. Hiszpan powrócił po kontuzji w najlepszym możliwym stylu, wygrywając imprezę ATP 250 w Melbourne. Zobaczymy, jak 20-krotny zwycięzca turniejów wielkoszlemowych poradzi sobie na dłuższym dystansie. Jeśli 35-latek pozostanie w dobrej formie fizycznej, jego awans do ⅛ finału będzie niemal pewny. Dla miejscowych kibiców prawdziwym świętem z pewnością byłby ewentualny pojedynek z niesamowitym Thanasim Kokkinakisem w 2. rundzie turnieju. Biorąc pod uwagę jednak wyłącznie walory sportowe, a także ogromny wysiłek, jaki reprezentant gospodarzy włożył w ostatnie mecze, ani on, ani żaden z innych zawodników, na których Rafa może trafić w drodze do 4. rundy, nie powinien mieć realnych szans na zwycięstwo.

W ćwiartce numer trzy znalazł się drugi i ostatni z reprezentantów Polski. Kamil Majchrzak, bo o nim mowa, rozpoczął nowy sezon od trzech wspaniałych zwycięstw w ATP Cup, przykuwając tym samym uwagę kibiców i dziennikarzy na całym świecie. Niestety, z walki o wygraną numer cztery wyeliminował go COVID, co było sporym ciosem dla naszej kadry i samego Kamila, który nie mógł wystartować w eliminacjach Australian Open i musiał liczyć na bezpośredni awans do głównej drabinki, co udało się w ostatniej chwili. Sam Majchrzak po niecałym tygodniu wrócił do treningów i jeśli choroba nie osłabiła go znacznie, może realnie myśleć o swoim premierowym triumfie w Melbourne Park. Jego rywalem będzie bowiem Andreas Seppi. Włoch rozpoczął sezon od dwóch porażek z niżej notowanymi rywalami, co nie świadczy dobrze o jego formie. Wydaje się, że mimo znacznie mniejszego doświadczenia na tym poziomie, sporym faworytem tego spotkania jest Polak. Jeśli tylko Kamil będzie w pełni sił, powinien zapewnić sobie pojedynek z Lorenzo Musettim lub Alexem de Minaurem. Zdecydowanym faworytem tej pary jest Australijczyk. Starcie z reprezentantem gospodarzy byłoby dla Polaka niezwykłym doświadczenie. Pod względem sportowym byłoby jednak bardzo ciężko, choć Kamil pokazał, że walczyć potrafi. Każdy kolejny sukces byłby niezwykle wartościowym sukcesem.

Przechodząc do ogólnego omówienia tej części drabinki możemy zauważyć, że jest ona wręcz przepełniona mocnymi nazwiskami. Już w 3. rundzie może dojść do hitowego starcia wspomnianego Alexa de Minaura z Casperem Ruudem. Norwega czeka ciężki rok, w którym będzie musiał potwierdzić swoją pozycję w ścisłej czołówce. W Melbourne Ruud trafił na Alexa Molcana, z którym powinien sobie poradzić bez większego problemu. Również w rundzie drugiej Casper nie powinien doświadczyć poważniejszych turbulencji. Na tego, który awansuje do 4. rundy będzie najprawdopodobniej czekać ktoś z trójki: Nikoloz Basilashvili, Andy Murray, Jannik Sinner. Co ciekawe, dwaj pierwsi gracze zmierzą się ze sobą już na starcie. Jest to o tyle interesujące, że ledwie kilka dni temu panowie walczyli ze sobą w 2. rundzie Sydney Tennis Classic. Doszło tam do prawdziwej, trwającej ponad 3 godziny wojny na wyniszczenie, w której górą był Sir Andy. Teraz Brytyjczyk będzie jednak zdecydowanie bardziej zmęczony od swojego rywala. Zobaczymy, jak wpłynie to na losy rywalizacji, której zwycięzca będzie miał otwartą drogę do rundy trzeciej. W tej fazie prawdopodobnie znajdzie się Jannik Sinner, który rozpocznie zawody od spotkania z Joao Sousą, a w przypadku wygranej podejmie Steve’a Johnsona lub Jordana Thompsona.

Na miejsce w ćwierćfinale numer trzy z pewnością sporą ochotę ma  “pan styczeń”, czyli Roberto Bautista Agut. Hiszpan kolejny raz notuje świetny start sezonu udowadniając, że australijski klimat mu odpowiada. Drabinka również nie ułożyła się najgorzej. Droga do 3. rundy wydaje się być naprawdę przyjemna. Ewentualne problemy może sprawić dopiero starcie tej fazy z Taylorem Fritzem, który bardzo dobrze zaprezentował się podczas ATP Cup, pokonując Felixa Augera-Aliassime’a i Camerona Norrie’ego. Takie spotkanie może dostarczyć wielu emocji i jeśli tylko Roberto nie włączy tego dnia swojego “trybu ściany”, może mieć naprawdę niemałe kłopoty. Ten, który awansuje dalej, będzie miał szansę zmierzyć się ze Stefanosem Tsitsipasem. W przypadku Greka kluczową rolę odegra stan jego łokcia. Przypomnijmy, że podczas spotkania Grecja – Polska, rozgrywanego w ramach ATP Cup, 23-latek nie przystąpił do meczu z Hubertem Hurkaczem, argumentując tę decyzję obawami o pogorszenie stanu swojej ręki. Wystąpił jednak w deblu, a następnie w dwóch pojedynkach singlowych, w których zaprezentował się naprawdę nieźle. Prawie 2-tygodniowa przerwa między zawodami również bez wątpienia działa na korzyść tenisisty z Aten. Jeśli jego organizm dobrze zniesie rywalizację w formule „best of five”, to Tsitsipas powinien bez większych problemów awansować do 3. rundy. Tam może czekać Grigor Dimitrov. Najprawdopodobniej jeden z dwóch graczy o jednoręcznym backhandzie będzie walczył z Bautistą Agutem lub Taylorem Fritzem o miejsce w ćwierćfinale imprezy.

Daniil Medvedev (fot. Rob Keating / flickr.com)

Ostatnia ćwiartka stanęła pod znakiem reprezentantów Rosji, którzy mają szansę trafić na siebie w ćwierćfinale. O ile jednak Daniil Medvedev rozpoczął sezon naprawdę dobrze, o tyle forma Andreya Rubleva pozostaje wielką niewiadomą. Ostatni mecz 24-latek rozegrał 18 grudnia w turnieju pokazowym w Abu Zabi. Później przyszedł COVID, który uniemożliwił 5. rakiecie świata występ w ATP Cup. Australian Open będzie więc debiutem reprezentanta Rosji w 2022 roku. Dwa pierwsze spotkania wydają się być świetną okazją do złapania rytmu i pewności siebie. Na ewentualne spotkanie 3. rundy trzeba będzie już wydobyć to, co najlepsze, bowiem w tej fazie reprezentantowi Rosji najprawdopodobniej przyjdzie walczyć z Marinem Ciliciem, który na początku sezonu prezentuje się bardzo dobrze. W rundzie czwartej może natomiast dojść do hitowego pojedynku z Felixem Augerem-Aliassime’em. Kanadyjczyk od początku sezonu zachwyca, dając swoim kibicom nadzieję na to, że w końcu uda mu się zdobyć premierowy tytuł ATP. Wracając do australijskiego szlema: na papierze Felix wydaje się mieć o wiele trudniejsze losowanie niż wspomniany wcześniej Rublev. Już w 1. rundzie los postawił na jego drodze Emila Ruusuvuoriego. Fin w ubiegłym sezonie wielokrotnie pokazywał, że stać go na naprawdę dobre rezultaty. Potwierdził to również w tym roku, kiedy zanotował półfinał imprezy ATP 250 w Melbourne, w którym uległ Rafaelowi Nadalowi. Następnie tenisista z Montrealu może zagrać albo z nieobliczalnym Alejandro Davidovichem Fokiną, albo z niepozornym, ale zdolnym do sprawienia sensacji w swoim kraju Alexem Boltem. W ewentualnej rundzie trzeciej najbardziej prawdopodobne są dwa scenariusze. Tym mniej realnym jest starcie z fantastycznie grającym w Australii Arthurem Rinderknechem. Francuz grał jednak ostatnio dużo, co może odbić się na jego formie fizycznej. Dodatkowo już w 2. rundzie istnieje możliwość pojedynku z Danielem Evansem. To właśnie konfrontacja z Brytyjczykiem wydaje się być tym bardziej prawdopodobnym scenariuszem dla Augera-Aliassime’a. Evans trafił w 1. rundzie na Davida Goffina, Belg nadal nie powrócił do dawnej formy i stanie do walki z tenisistą z Wysp Brytyjskich będąc w pozycji underdoga. Dodatkowo swój ostatni bój 31-latek zakończył kreczem, spowodowanym powracającymi problemami z kolanem. Wracając do Evansa: jego forma i doświadczenie powinny wystarczyć, aby awansować do 3. rundy i zaserwować kibicom wciągający spektakl pełen walki.

Ciekawie może ułożyć się natomiast droga Daniila Medvedeva. Już w 2. rundzie jego rywalem może zostać nieobliczalny, który nawet bez rytmu meczowego jest w stanie czynić niesamowite rzeczy przed własną publicznością. Dalej sprawy wcale nie mają się lepiej. Rosjanin ma szansę trafić np. na Ugo Humberta, który pokonał Medvedeva w pierwszej kolejce tegorocznego turnieju o Puchar ATP. Zaskoczyć mogą również Botic van de Zandschulp i Jan-Lennard Struff, którzy zmierzą się już na początku imprezy. W ewentualnej 4. rundzie na drodze wicelidera rankingu ATP może stanąć solidny do bólu Diego Schwartzman. Inną możliwością jest potyczka ze zwycięzcą starcia dwóch amerykańskich wieżowców – Johna Isnera i Maxime’a Cressy’ego. „Meddy” od samego początku będzie musiał udowodnić, że to on jest obecnie największym kandydatem do sukcesu w słonecznej Australii.

Damian Kust (tenisbydawid.pl, lastwordonsports.com): Turniej początkowo zapowiadał się praktycznie identycznie do zeszłorocznego US Open. Trzech głównych faworytów, w zasadzie każdy inny zwycięzca to niespodzianka. W związku z deportacją Novaka Djokovicia, mamy do czynienia z diametralną zmianą sytuacji. Daniil Medvedev i Alexander Zverev pozostają głównymi kandydatami do tytułu, ale już znacznie łatwiej sobie wyobrazić jakiegoś kandydata z drugiego rzędu dochodzącego do głosu i triumfującego w Melbourne.

Zverev wciąż nie wygrał meczu z zawodnikiem z pierwszej dziesiątki w formule do trzech wygranych setów. Nie może to jednak trwać wiecznie, zwłaszcza, że oprócz ewentualnej blokady mentalnej praktycznie nie ma logicznego wyjaśnienia. Przy świetnym przygotowaniu fizycznym Niemca, to na pewno nie długość spotkań jest tutaj problemem.

To właśnie numer trzy światowego rankingu najbardziej skorzystał na wycofaniu się Djokovicia. W ewentualnym ćwierćfinale może zagrać z Rafaelem Nadalem. Drabinka Hiszpana jest jednak usłana potencjalnie groźnymi rywalami (głównie myślę tu o drugiej rundzie z Thanasim Kokkinakisem, albo czwartej z Hubertem Hurkaczem bądź Aslanem Karatsevem). Droga do tego bardzo daleka, ale ewentualny mecz Polaka z Nadalem byłby wielkim wydarzeniem, a zarazem pozwoliłby Hubertowi skompletować całą „wielką trójkę” (a nawet czwórkę).

Stefanos Tsitsipas będzie musiał bardzo uważać, aby nie polec w czwartej rundzie. Podczas gdy jego sekcja nie powinna stanowić większych problemów, to ktokolwiek z trójki Roberto Bautista Agut, Taylor Fritz czy Frances Tiafoe niewątpliwie są w stanie pokonać Greka w ostatniej szesnastce, szczególnie, że ten dopiero dochodzi do siebie po kontuzji łokcia.

Daniil Medvedev zaliczył dwie porażki podczas turnieju ATP Cup, ale teoretycznie z meczu na mecz powinno być z grą Rosjanina coraz lepiej. W zeszłorocznych Wielkich Szlemach na twardych kortach dorównywał mu tylko Djokovic i szczególnie w formacie do trzech wygranych setów, wyrzucenie go z turnieju będzie wymagało czegoś niesamowitego. Potencjalny ćwierćfinał z Andreyem Rublevem czy Felixem Augerem-Aliassimem (jednym z jego pogromców z Sydney) zapowiada się bardzo ciekawie.

Kto zamiast Djokovicia znajdzie się w półfinale z pierwszej ćwiartki? W dolnej połówce tej sekcji jest kilka bardzo mocnych nazwisk. Matteo Berrettini na ostatnich trzech turniejach wielkoszlemowych przegrywał właśnie z Serbem, stąd też wydaje się najbardziej naturalnym rozwiązaniem. Brandon Nakashima to bardzo ciężki przeciwnik jak na pierwszą rundę, ale jeśli słabszy backhand Włocha będzie tak solidny jak podczas ATP Cup, to powinien dać mu radę. Już w trzeciej rundzie może wpaść na Carlosa Alcaraza, a w czwartej na przykład na Camerona Norriego. Swoją drogą, mecz Brytyjczyka z Sebastianem Kordą to dla mnie absolutny highlight pierwszej rundy. Ciężko wskazać faworyta, a zwycięzca będzie potencjalnie mógł zajść bardzo daleko.

Szans na niespodzianki (podobnie jak w Nowym Jorku) można też upatrywać w ćwiartce Tsitsipasa. Wspomniane trio Bautista Agut/Fritz/Tiafoe błyszczało albo na początku sezonu (Hiszpan i Fritz), albo w końcówce poprzedniego (Tiafoe). Jeśli któryś z nich wyrzuci Greka z turnieju, będzie miał dużą szansę nawet na półfinał.

Z zawodników wysoko rozstawionych, mimo znacznego poprawienia swojej gry na kortach twardych, przewiduję problemy w potencjalnym meczu Caspera Ruuda z Alexem de Minaurem w trzeciej rundzie. Australijczyk miał słabą drugą połowę poprzedniego roku, ale potrafi bardzo dobrze zagrać przed swoją publicznością i podczas ATP Cup wyglądał jak nowo narodzony.

Naomi Osaka obroni tytuł czy czas na triumf liderki?

Szymon Przybysz (tenisbydawid.pl): Turniej kobiecy na kortach w Melbourne zapowiada się jak zawsze bardzo ekscytująco. Magia jaką niesie za sobą początek sezonu i pierwszy turniej wielkoszlemowy w roku sprawia, że wszystko jest możliwe – każda tenisistka jest w stanie wygrać z każdą.

Po pierwszych dwóch tygodniach tego sezonu wiemy tyle, że liderka rankingu jest w świetnej formie. Ashleigh Barty pokazała się ze znakomitej strony w Adelajdzie, gdzie pomimo sporych problemów w meczu drugiej rundy z Cori Gauff była w stanie wykaraskać się z nich i finalnie sięgnąć po swój kolejny tytuł. Pokaz siły Australijki można było również zobaczyć w grze deblowej, w której razem ze Storm Sanders wygrały cały turniej. Czy jest to główna faworytka w Melbourne? Odpowiedź nasuwa się sama.

O ile o formę liderki rankingu możemy być spokojni, tak dyspozycja wiceliderki sprawia, że ona sama na pewno nie jest do końca przekonana jaką wersję siebie zobaczy podczas meczu pierwszej rundy z wyżej wspominaną Storm Sanders. Aryna Sabalenka w swoich ostatnich spotkaniach jest totalnie bezradna, jeżeli chodzi o dyspozycję serwisową. Białorusinka popełnia mnóstwo podwójnych błędów, co z automatu wpływa na jej pewność siebie oraz samopoczucie na korcie. Czy Australian Open będzie dla niej przełomem? Zobaczymy, ale szczerze mówiąc nie wygląda to optymistycznie i raczej daleko do tego, aby wypowiadać się o Arynie jako jednej z największych zagrożeń dla Barty.

Mówiąc o głównych pretendentkach do tytułu nie możemy nie wspomnieć o Pauli Badosie, Naomi Osace, Barborze Krejcikovej, Garbine Muguruzie, Idze Świątek, Simonie Halep oraz Anett Kontaveit. Bez wątpienia, wszystkie wyżej wymienione zawodniczki są w bardzo dobrej formie, są głodne sukcesu i posiadają narzędzia do tego, aby mierzyć wysoko i walczyć o najwyższe cele.

Nie lubię wybiegać w przyszłość i wpisywać tenisistów oraz tenisistek o kilka rund do przodu w drabince, ale fakty są takie, że w czwartej rundzie może dojść do szlagieru między Osaką, a Barty. Jeżeli obie Panie dojdą do tego etapu to może być mecz turnieju – mecz, o którym będzie się mówić bardzo długo. Osaka, która wraca do gry po długiej przerwie spowodowanej swoimi problemami osobistymi na pewno chce udowodnić, że to, co najgorsze już za nią i teraz znowu interesują ją tylko kolejne wielkie zwycięstwa.

Naomi Osaka (fot. Peter Menzel / flickr.om)

Iga Świątek swoją przygodę z tegorocznym Australian Open rozpocznie od meczu z Harriet Dart. Bez dwóch zdań jest faworytką tego meczu i po tym, co Polka pokazywała w Adelajdzie możemy przystąpić w miarę spokojni do emocjonowania się jej występem w Melbourne. 20-letnia tenisistka podkreśla, że chce znowu być typem zawodniczki, która kontroluje sytuację na korcie i bierze sprawy w swoje ręce w najważniejszych momentach spotkania. Oczywiście Idze zależy na tym, aby jak najczęściej używać ofensywnych rozwiązań, bo w zeszłym sezonie bywało z tą konsekwencją jej działań na korcie dość różnie.

Magda Linette podejmie Anastasiję Sevastovą. Poznanianka zmierzy się z Łotyszką po raz drugi w karierze. Bilans bezpośredni korzystny jest dla rywalki, która ograła Magdę w 2016 roku, w New Haven. Obie zawodniczki są w innym miejscu swoich karier i obie nie zaliczają ostatnich kilku miesięcy do udanych. Polka ma sporo kłopotów zdrowotnych, a Anastasija straciła wyraźnie na jakości w swojej grze i cały czas szuka formy. Ciekawe spotkanie, które pokaże nam w jakim miejscu jest aktualnie Magda, jeżeli chodzi o przygotowanie do tego sezonu.

Magdalena Fręch ma zdecydowanie najtrudniejsze zadanie ze wszystkich naszych reprezentantek. Łodzianka wyjdzie na kort przeciwko Simonie Halep, która już na początku sezonu zdążyła wygrać swój 23. tytuł w karierze. Rumunka stylowo nie leży Magdzie, bo jest ścianą, która uwielbia długie wymiany i kiedy jest w formie, to mało kto potrafi się jej przeciwstawić. Co ciekawe, Polka miała już okazję mierzyć się z bardziej utytułowaną rywalką w ćwierćfinale turnieju w Pradze. Wtedy lepsza okazała się faworyzowana Halep, która oddała Magdzie dwa gemy. Głównym celem 24-latki powinno być wyjście na kort i po prostu walka o każdy punkt, a na ile to wystarczy w danym dniu, to się okaże.

Miejmy nadzieję, że będą to dwa intensywne tygodnie ze sporą liczbą solidnych meczów, zaskoczeń oraz pozytywnych polskich akcentów. Możemy stawiać wiele pytań przed tym turniejem, ale jedno jest kluczowe. Kto sięgnie po trofeum? Odpowiedź poznamy w sobotę 29. stycznia.

Maciej Łuczak (meczyki.pl): Kobieca drabinka jest bardzo nierówna. W górnej części znalazło się znacznie więcej mocnych zawodniczek. Droga Ashleigh Barty do tytułu w Melbourne wydaje się drogą przez mękę. W jej sekcji znalazły się: Naomi Osaka, Ons Jabeur, Belinda Bencić i Maria Sakkari.

Jakkolwiek się to nie ułoży, to jedna z najsilniej obsadzonych „ćwiartek” w kobiecym Szlemie od lat. Znacznie kontrastuje z tym, co jest w pozostałych częściach. Uważam, że losowanie sprawia, iż jedną z faworytek w dolnej sekcji będzie Iga Świątek. Aryna Sabalenka jest nierówna, dopiero co przegrała z Rebecą Petterson, najgroźniejsze, oprócz Polki, będa Simona Halep, Garbine Muguruza i Anett Kontaveit. Ciekawi mnie też, jak poradzi sobie Jelena Rybakina. Na pewno warto ją obserwować.

Natomiast przed Polką rysuje się duża szansa, bo w Adelajdzie pokazała, że jest dobrze przygotowana do sezonu, a teoretycznie dość długo uniknie tenisistek, z którymi w ostatnim czasie nie grało jej się dobrze. Uważam, że ćwierćfinał jest realny, a i dalsza droga, przy dobrej dyspozycji, mnie nie zaskoczy. W tym przypadku wszystko jest możliwe.

Kursy na triumfatorkę turnieju z oferty forBET (kod: TBD)

Więcej o Polakach głosem ekspertów

Magda Linette

Maciej Łuczak (meczyki.pl): Całkiem nieźle wylosowała Magda Linette, choć trzeba pamiętać, że akurat dla niej turniej poprzedzający Australian Open nie był udany. Stać ją na pewno na pokonanie Anastasji Sevastovej. Potem prawdopodobnie czekałby ją pojedynek z Darią Kasatkiną, z którą kiedyś już w Melbourne wygrała. W tym przypadku znaczną faworytką byłaby jednak Rosjanka, która, wszystko na to wskazuje, jest na początku roku w dobrej formie.

Mateusz Męcik (Magda Linette Fanpage): Druga rakieta Polski na losowanie zbytnio narzekać nie może. Linette zmierzy się w 1. rundzie z Anastazją Sevastovą, niegdyś 11. zawodniczką świata zajmującą teraz jednak miejsce w siódmej dziesiątce rankingu, a od wielu miesięcy nienawiązującą do swoich największych sukcesów (m.in. półfinał US Open 2019). Łotyszka nie przypomina dawnej siebie, notując przegrane z niżej notowanymi rywalkami, a jej ostatni lepszy wynik to trzecia runda osiągnięta na trawnikach Wimbledonu. Niemniej jednak będzie trudną przeciwniczką, bo charakterystyczny styl gry opierający się na różnorodności i rozwiązaniach technicznych (jak sama mówi: „kocha dropszoty”) potrafi sprawiać problemy. Do jej pokonania potrzebny będzie niewątpliwie cierpliwy i konsekwentny, agresywny tenis. Taki na pewno nie jest obcy Magdzie, jednak jej forma jest pewną niewiadomą. Poznanianka, która musiała opóźnić start sezonu, zagrała tylko jeden mecz w Adelajdzie, ulegając Alison Riske. Prezentowała w nim przebłyski dobrej gry, choć popełniła też dużo błędów, więc należy liczyć, że kilka dni treningów w Melbourne pozwoliło Polce ustabilizować i poprawić dyspozycję. W przypadku Linette warto skupić się głównie na pierwszym meczu, jednak ewentualne zwycięstwo to prawdopodobne spotkanie z Darią Kasatkiną, którą Magda pokonała w 2018 roku na drodze do 3. rundy australijskiego szlema, a dalej mogłoby dojść do polskiego starcia z Igą Świątek. I tego kibicom i Magdzie życzmy, bo każda wygrana na pewno będzie dużym sukcesem przybliżającym Polkę do wielkiego celu, jakim od wielu sezonów jest awans do drugiego tygodnia wielkoszlemowej rywalizacji.

Magdalena Fręch

Maciej Łuczak (meczyki.pl): Najtrudniejsze zadanie czeka oczywiście Magdalenę Fręch. Trafiła bardzo źle. Z Simoną Halep nawet set były wielkim sukcesem, bo Rumunka uporała się chyba z problemami zdrowotnymi, zdązyła już w tym sezonie wygrać turniej WTA i w Australian Open celuje przynajmniej w drugi tydzień. Trudno znaleźć jakiekolwiek realne argumenty za wygraną Fręch.

Magdalena Fręch i Victoria Lapko (fot. Peter Menzel / flickr.com)

Hubert Hurkacz

Lena Hodorowicz (Tenisklub): Egor Gerasimov po raz drugi z rzędu będzie pierwszym przeciwnikiem Huberta Hurkacza w turnieju wielkoszlemowym. Ostatniego dnia sierpnia ubiegłego roku Polak pokonał Białorusina w pierwszej rundzie US Open. W tamtym meczu nasz reprezentant nie stracił ani jednego seta. Od nowojorskiego pojedynku Gerasimov nie osiągnął żadnego spektakularnego wyniku. Ten sezon zaczął wprawdzie od dobrego występu w Adelajdzie, gdzie po przejściu kwalifikacji osiągnął ćwierćfinał, ale tydzień później ponownie odnotował przegraną w pierwszej rundzie. Faworytem tego spotkania jest oczywiście Hubert Hurkacz. Jeśli polski tenisista awansuje do drugiej rundy, spotka się z Australijczykiem Jamesem Duckworthem lub Francuzem Adrianem Mannarino. Ewentualna potyczka z reprezentantem gospodarzy przywołałaby miłe wspomnienia z ich ćwierćfinałowego spotkania na hali w Paryżu. 5 listopada Polak pokonał Jamesa Duckwortha w meczu, który dał mu kwalifikację do kończącego sezon turnieju Nitto ATP Finals. Nie był to łatwy mecz, zakończył się wynikiem 7:5 w trzeciej partii. Warto jednak pamiętać, że tamto starcie zakończyło długi i wymagający proces walki o Turyn. W Melbourne Duckworth będzie miał za sobą publiczność, ale ta przeszkoda jest jak najbardziej do przejścia. W trzeciej rundzie rywalem Polaka może być półfinalista zeszłorocznej edycji – Aslan Karatsev. Rosjanin z pewnością czuje się dobrze w Melbourne i na pewno zrobi wszystko, żeby znowu odnotować dobry występ. Obserwując formę obu tenisistów z ostatnich miesięcy trudno jednak nie liczyć na zwycięstwo Polaka, jeśli doszłoby do tej konfrontacji. Ich ostatni pojedynek, rozgrywany podczas październikowego Indian Wells, zakończył się wysoką, dwusetową wygraną Huberta Hurkacza, co też przemawia na korzyść naszego reprezentanta. Jeśli jednak dojdzie do meczu Hurkacz – Karatsev, najprawdopodobniej ranga meczu będzie duża nie tylko ze względu na prestiż turnieju, ale też na ewentualnego przeciwnika w czwartej rundzie. Jeśli Rafael Nadal wyjdzie zwycięsko ze spotkań z Marcosem Gironem, Thanasim Kokkinakisem (lub kwalifikantem), a następnie z kimś z grona: Khachanov, Kudla, Bonzi, Gojowczyk; to właśnie z 20-krotnym mistrzem wielkoszlemowym przyjdzie się zmierzyć tenisiście z tej części drabinki. Bardzo mocno życzę Hubertowi Hurkaczowi pojedynku z Rafaelem Nadalem w walce o ćwierćfinał Australian Open 2022.

Więcej statystyk o Australian Open znajdziesz TUTAJ!


Pamiętaj, że wszystkie turnieje wielkoszlemowe możesz obstawiać w forBET, a korzystając z kodu TBD otrzymujesz pakiet powitalny o wartości 2350 PLN, a w tym m.in. zakład bez ryzyka do 100 PLN oraz 14 dni gry bez podatku!

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie sport_900x300.gif

Dyskusja o tenisie przez cały rok w naszej grupie!

21 lat, wierny kibic Huberta Hurkacza i Jerzego Janowicza, fan agresywnej gry i dobrego serwisu. Znam się na wszystkim po trochu i niczym wybitnie. Dla mnie nie ma tematów tabu.