Gdzie podział się Andrey Golubev? O presji tenisisty

Zapewne większość z nas przynajmniej raz doświadczyła sytuacji, kiedy przeglądając drabinki i listy zgłoszeń dostrzegliśmy nazwisko, którego obecność nas zaskakiwała. „Przecież on już skończył karierę!”, „rzeczywiście, była taka i to całkiem wysoko. Co się z nią stało?”. Zgodnie z Waszą sugestią, rozpoczynamy nowy cykl, w którym przypomnimy sylwetki osób, które po różnego rodzaju problemach wracają do gry i będą starać się nawiązać do sukcesów z przeszłości. Pierwszym bohaterem, którego bierzemy na tapet będzie były 33. zawodnik świata, reprezentant Kazachstanu, Andrey Golubev.

Początki i droga do czołówki

Golubev urodził się w 1987 roku w Rosji. Zaczął grać w tenisa w wieku 6 lat. W wieku 15 lat otrzymał od swojego przyjaciela, Igora Eremina, propozycję przeprowadzki do włoskiej miejscowości Bra. To właśnie we Włoszech, w 2005 roku, Andrey święcił swoje pierwsze triumfy w zawodowej karierze, wygrywając dwa Futuresy z rzędu. Kolejne dwa lata to stopniowy, konsekwentny rozwój kariery Golubeva, okraszony kolejnymi skalpami na poziomie Futuresów, dobrymi występami w Challengerach i debiucie na poziomie ATP. Pierwszym przełomem okazał się być rok 2008.

Sezon ten był dla Kazacha wyjątkowy z wielu powodów. Po pierwsze: w styczniu, w niemieckim Heilbronn, zdobył swój pierwszy tytuł ATP Challenger Tour w karierze, pokonując po drodze m.in. Floriana Mayera. Kolejne miesiące nie były już tak owocne, głównie za sprawą powtarzających się nieudanych prób przebicia do zawodów głównego cyklu. Po eliminacjach do Wimbledonu, zawodnik podjął decyzję o zmianie narodowości z rosyjskiej na kazachską i reprezentowaniu tego kraju w rozgrywkach Pucharu Davisa. Od tego momentu Andrey zaczął wracać na dobre tory. W sierpniu, po raz pierwszy w karierze, zakwalifikował się do głównej drabinki turnieju Masters 1000 w Toronto. Miesiąc później dokonał tej samej sztuki w turnieju wielkoszlemowym, a konkretnie podczas US Open, gdzie dotarł do drugiej rundy. We wrześniu Kazach zaliczył debiut w reprezentacji, a w październiku osiągnął najlepszy wynik w karierze, dochodząc do finału turnieju ATP 250 w St. Petersburgu. Jako kwalifikant pokonał po drodze m.in. Marata Safina. Sezon zakończył kolejnym triumfem w turnieju rangi ATP Challenger. Wspaniałe rezultaty pozwoliły mu po raz pierwszy w życiu zakończyć sezon w pierwszej setce rankingu, dokładnie na 93. miejscu.

Po dość stabilnym, ale jednocześnie przeciętnym sezonie w 2009 roku, nastał kolejny przełomowy moment. Golubev regularnie występował w najważniejszych imprezach, co jakiś pojawiając się na starcie rozmaitych challengerów. Ponownie nie były to wyniki nadzwyczajne. Kazach wygrywał pojedyncze spotkania w dużych imprezach i konsekwentnie dochodził do kluczowych spotkań challengerowych, ale nic ponad to. Prawdziwy wystrzał nastąpił w Hamburgu, gdzie tenisista ze wschodu sensacyjnie zdobył tytuł i to bez straty seta. Oczywiście należy podkreślić, że były to zawody rangi 500, co jeszcze bardziej zwiększało wagę tego osiągnięcia. Golubev postraszył swoim jednoręcznym bekhendem jeszcze podczas 250-tki w Kuala Lumpur, gdzie dotarł do finału. Był to solidny sezon z dwoma “wyskokami”, które wyniosły reprezentanta Kazachstanu na 36. miejsce w karierze. Jak się później okazało, był to najlepszy okres w karierze Andreya.

Pierwsze problemy

Kolejne dwa sezony to dla Golubeva dość słaby okres. Jego największymi osiągnięciami były półfinały challengerów i drugiej rundy turniejów Masters  1000 oraz Wielkich Szlemów. Andreyowi trzeba jednak oddać świetne występy w kadrze, gdzie wygrywał regularnie, pokonując m.in. Tomasa Berdycha. Rok 2013 był już trochę lepszy. Astańczyk wygrał challengera w Marburgu, był w finale zawodów tej samej rangi w Kazaniu i ćwierćfinale 250-tki w Moskwie. Kolejny tytuł rangi ATP Challenger w Astanie i kilka solidnych występów na poziomie ATP pozwoliły Kazachowi na powrót do pierwszej setki rankingu w sezonie 2014. Szczególnie imponowały ponownie występy w kadrze, którą 27-letni wtedy zawodnik wprowadził do ćwierćfinału grupy światowej, pokonując m.in. Davida Goffina i Stana Wawrinkę. Kazach przez ten czas również świetnie radził sobie w grze podwójnej. Andrey sensacyjnie osiągnął półfinał Roland Garros w 2014 roku w parze z Samem Grothem. W tym samym roku, razem z Davide Braccialim, grał także w finale zawodów ATP 250 w Kitzbuhel.

Po tym sezonie, Kazach zaczął osiągać coraz gorsze wyniki i tym samym spadać coraz niżej w klasyfikacji. Dość powiedzieć, że w 2015 roku Golubev nie doszedł dalej niż do drugiej rundy imprezy ATP w grze pojedynczej i osiągnął tylko jeden ćwierćfinał challengera. W deblu najlepszym wynikiem był półfinał imprezy zaplecza ATP w Marburgu. Kolejny rok to już całkowity powrót na szczebel challengerowy, gdzie bohater naszego artykułu zdobył  trzy tytuły w deblu i jeden w singlu, ale pomiędzy tymi występami, szczególnie w grze pojedynczej, Andrey mocno zawodził.

Andrey Golubev (fot. Robbie Mendelson / flickr.com)

Przerwa i powrót

2017 rok był dla Golubeva przełomowy, jednak nie była to gwałtowna zmiana, jakiej chciałby sam tenisista i jego kibice. Po tym, jak Golubev nadal nie mógł wyjść z dołka, w lipcu podjął decyzję o zawieszeniu kariery na czas nieokreślony. Trudno było znaleźć w sieci rzetelne informacje o powodach takiej decyzji i przyczynach słabszej dyspozycji Andreya. Jednak w wywiadzie z października 2017 roku dla kazachskiego Informburo przyznał, iż jest zawodnikiem bardzo emocjonalnym i nie mógł poradzić sobie z presją i trudami życia zawodowego tenisisty. Oświadczył, że czuje się zmęczony fizycznie i psychicznie. Cały czas doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co należy poprawić, ale zwyczajnie nie był w stanie tego uczynić. Nie pomagała również współpraca z psychologiem.

W chwili, kiedy wywiad był przeprowadzany, Golubev od dwóch miesięcy odpoczywał. Jak przyznał, jedynym błędem było to, że nie podjął tej decyzji wcześniej, gdyż czuje się znacznie lepiej. Nie był jednak w stanie powiedzieć, kiedy i czy w ogóle wróci na zawodowe korty.

Po prawie 2 latach, dokładnie w kwietniu 2019 roku, Kazach wznowił karierę. W singlu nie osiągał świetnych rezultatów, wygrywając jedynie ITF-a w “swojej” Astanie. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja Andreya w deblu. Jeszcze w tym samym roku Kazach zdobył dwa tytuły w futur esach i czterokrotnie dotarł do challengerowych finałów, wygrywając dwa z nich. Widząc to, “Andrea” postanowił zepchnąć rozgrywki singlowe na dalszy plan oraz skupić się na grze podwójnej i była to chyba najlepsza możliwa decyzja. Golubev jeszcze przed lockdownem triumfował w dwóch kolejnych imprezach drugiej kategorii. Po przerwie było jeszcze lepiej, gdyż tenisista ze wschodu wygrał aż trzy challengery z rzędu i zatrzymał się dopiero w finale we włoskim Forli. Kazach zamknął sezon szóstym tytułem, zdobytym w amerykańskim Orlando. Warto zaznaczyć, że zawodnikiem, z którym Golubev występował najczęściej jest jego rodak, Aleksandr Nedovyesov, ale nasz bohater nie ograniczał się do jednego partnera.

Tak właśnie wygląda historia Andreya Golubeva. Nie kontuzje, a wypalenie zatrzymały karierę zdolnego Kazacha. Jak widać, nie jest to jednak kariera stracona, bo choć w singlu Astańczyk raczej nie nawiąże do wyników z przeszłości, tak w grze podwójnej przeżywa drugą młodość. Obecny rok Golubev rozpoczął w tureckiej Antalyi, gdzie w singlu odpadł w pierwszej rundzie eliminacji, natomiast w grze podwójnej, razem z Alexandrem Bublikiem, osiągnął ćwierćfinał. Co wydarzy się dalej? Tego nie wiemy, ale mam nadzieję, że Andrey jeszcze nas zaskoczy i udowodni, że ten talent nie został zupełnie zmarnowany.


Sprawdź inne artykuły z serii #ZnaniNieznani, w której przedstawiamy sylwetkę zawodników, którzy mają za sobą trudną i często poruszającą historię.
1. Droga przez mękę. Od ośmiu operacji do półfinału ATP. Historia Christiana Harrisona – Tenis by Dawid
2. Pokonała depresję, skończyła studia i wróciła do tenisa. Historia Rebekki Marino – Tenis by Dawid


Dyskusja o tenisie przez cały rok w naszej grupie.
Zapraszamy do dołączenia!

20 lat, wierny kibic Huberta Hurkacza i Jerzego Janowicza, fan agresywnej gry i dobrego serwisu. Znam się na wszystkim po trochu i niczym wybitnie. Dla mnie nie ma tematów tabu.