Droga przez mękę. Od ośmiu operacji do półfinału ATP. Historia Christiana Harrisona

Mając w pamięci świeżo zakończony turniej w Delray Beach, dzisiejszy bohater nie mógł być inny. Jest to zawodnik, który dotychczas nie był znany szerszej publiczności, jednak jego historia i to, czego dokonał na początku obecnego sezonu sprawiło, że znalazł się na ustach całego tenisowego świata.

Trudne początki

Christian zaczął grać w tenisa w wieku 3 lat. Pochodzi z tenisowej rodziny – ojciec Pat jest jego trenerem, a brat Ryan aktywnym zawodnikiem. Jak podaje oficjalna strona ATP, największym celem Amerykanina jest to, by „pozostać zdrowym”. Kiedy przyjrzymy się historii Harrisona, przekonamy się, że zdecydowanie wie co mówi.

Pierwsze problemy pojawiły się jeszcze przed premierowym startem Harrisona w zawodowych rozgrywkach. W 2009 roku, 15-letni wtedy Christian zmagał się z zapaleniem kości w lewej nodze. Cała sytuacja zakończyła się ponad roczną przerwą i opóźnieniem przejścia z rozgrywek juniorskich do profesjonalnego tenisa.

Harrison rozpoczął poważną grę dopiero w sezonie 2011, ale nie były to zbyt dobre i częste występy. W kolejnym rozdaniu było już lepiej, gdyż zaczął stawiać pierwsze kroki w rozgrywkach challengerowych i zaliczył w tym cyklu kilka niezłych występów. Do prawdziwej sensacji doszło natomiast podczas US Open, kiedy to bracia Harrison osiągnęli ćwierćfinał w grze podwójnej. W 2013 roku zdobył swój pierwszy tytuł rangi Futures (Wielka Brytania). Grał także w premierowym finale gry podwójnej na poziomie ATP Challenger (Furth). Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Czarna seria

Wtedy to właśnie pojawiły się kolejne problemy. Diagnozy, jakie kolejno otrzymywał Harrison, doprowadziłyby do załamania zdecydowaną większość nie tylko zawodników, ale również zwykłych ludzi. Najpierw doszło do naderwania obrąbka stawowego (w okolicy biodra) w 2013 roku, a później było tylko gorzej. W 2014 ta sama kontuzja pojawiła się w drugim biodrze, a wraz z nią na jaw wyszły także problemy z dwoma przywodzicielami. Do tego doszło zespolenie kości w prawym ramieniu. Po przejściu serii zabiegów, kiedy wracał już do treningów, doszło do naderwania więzadeł w prawym nadgarstku i konieczności kolejnej operacji. Był to straszny czas dla Amerykanina, który jednak nie poddał się.

Po dwóch latach nieobecności, młodszy z braci Harrisonów powrócił do rywalizacji. Wcześniej Christian zagrał jeszcze debla w ramach Winston-Salem Open 2015, gdzie wygrał jedno spotkanie. Nie było łatwo, ale zawodnik z USA nie potrzebował dużo czasu, aby nawiązać do swoich największych osiągnąć, a nawet je przebić. Jeszcze w 2016 roku zdobył swój drugi tytuł w karierze (w Champaign), a także zadebiutował w wielkoszlemowej drabince, pomyślnie przechodząc eliminacje US Open. Sezon 2017 to kolejne dwa tytuły rangi Futures (Tulsa i Wichita – tydzień po tygodniu), coraz lepsze występy challengerowe i debiut w zawodach Masters 1000 (Miami) dzięki dzikiej karcie do kwalifikacji.

Amerykanin stopniowo się rozwijał. 2018 rok to już pierwszy finał ATP Challenger i debiut na kortach Wimbledonu w grze pojedynczej. W deblu natomiast osiągnął trzecią rundę US Open, jak również finał Challengera. I właśnie w tym momencie, kiedy ponownie wszystko układało się pomyślnie, znowu odezwało się to, z czym Christian Harrison od zawsze nie mógł się porozumieć – jego własne ciało. W drugiej połowie 2018 roku po raz kolejny posłuszeństwa odmówiła lewa noga, choć tym razem nie była to kontuzja czysto tenisowa. Jak mówił sam zawodnik, był to zwykły pech i mimo, że próbował wszystkiego, aby zapobiec temu urazowi, to jednak bezskutecznie. Tenisista z Bradenton próbował swoich sił od początku sezonu 2019, ale nie było to możliwe. Konieczna była kolejna przymusowa przerwa.

fot. Carine06 / flickr.com

Wielki powrót

Jak przyznał sam Harrison w niedawnym wywiadzie, powrotów było tak dużo, że dawno pogubił się w obliczeniach. Amerykanin po raz kolejny wrócił do rywalizacji, chociaż zdecydowanie bardziej skupił się na występach deblowych. Niemniej znów wszystko trzeba było zaczynać niemal od początku. Harrison dał pozytywny sygnał podczas US Open 2020, kiedy wraz ze starszym bratem osiągnął drugą rundę gry podwójnej. Na ogół wyniki reprezentanta USA były przyzwoite, ale widać było, że to nie jest forma sprzed kontuzji. Dlatego tym bardziej niewielu mogło spodziewać się tego, co wydarzy się na starcie kolejnego sezonu.

Christian postanowił skorzystać z wysokiego “cut-offu” i rozpocząć sezon w Delray Beach. To, co działo się później, przeszło do historii. Amerykanin przeszedł przez eliminacje i mknął przez kolejne rundy niczym Ford Mustang, prezentując świetny, ofensywny styl gry. Singlowy sen Harrisona zakończył się dopiero na półfinale (porażka z Hubertem Hurkaczem), ale to nie zakończyło jego przygody w tym turnieju. Amerykanin ponownie połączył siły ze swoim bratem i po raz kolejny była to kapitalna decyzja. Panowie szturmem dostali się do finału, w którym niestety musieli przełknąć gorycz porażki. Można tylko żałować, że nie udało się ukoronować tej magicznej drogi żadnym tytułem, ale więcej o tym turnieju przeczytacie w podsumowaniu turnieju.

Christian Harrison nie tylko pokazał, jak wielkimi umiejętnościami dysponuje, ale stał się przede wszystkim wzorem dla wszystkich ludzi. Wzorem walki o swoje marzenia i idealnym przykładem na to, że nie wolno się poddawać – choćby sytuacja wydawałaby się być bez wyjścia. Amerykanin przyznaje, że nigdy nie pomyślał o zakończeniu kariery, choć brał pod uwagę skupienie się wyłącznie na deblu. Znacznie ważniejsza od sukcesów jest obecnie dla niego miłość do tenisa, z którym nie jest w stanie się rozstać. Jak stwierdził, kluczowe w trudnych czasach było wsparcie najbliższych – rodziców oraz brata, z którym regularnie podróżował. Christian zaczął traktować występy na luzie, gdyż jak mówi: „w życiu istnieją gorsze rzeczy niż porażka na korcie”. Właśnie tym cytatem zakończymy ten artykuł mając nadzieję, że najgorszy czas już za tenisistą z USA. Niech jego postać stanie się inspiracją dla wszystkich – bez wyjątku.


Sprawdź inne artykuły z serii #ZnaniNieznani, w której przedstawiamy sylwetkę zawodników, którzy mają za sobą trudną i często poruszającą historię.
1. Gdzie podział się Andrey Golubev? O presji tenisisty – Tenis by Dawid
2. Pokonała depresję, skończyła studia i wróciła do tenisa. Historia Rebekki Marino – Tenis by Dawid


Dyskusja o tenisie przez cały rok w naszej grupie.
Zapraszamy do dołączenia!

20 lat, wierny kibic Huberta Hurkacza i Jerzego Janowicza, fan agresywnej gry i dobrego serwisu. Znam się na wszystkim po trochu i niczym wybitnie. Dla mnie nie ma tematów tabu.